niedziela, 19 czerwca 2016

Abecadło wszyscy znamy!

Kiedy z szkole uczono mnie rosyjskiego, poznałem taki wierszyk:

Алфавит мы уже знаем,
уже пишем и читаем
и все буквы по порядку
без ошибки называем:
А, Б, В, Г, Д, Е, Ё, Ж, З, И, Й, К, Л, М, Н, О, П, Р, С, Т, У, Ф, Х, Ц, Ч, Ш, Щ, Ъ, Ы, Ь, Э, Ю, Я.

Dziś pod prysznicem jakoś mi się go przetłumaczyło:

Abecadło wszyscy znamy
już piszemy i czytamy
i litery po kolei
bez pomyłki wymieniamy:
A, B, C, D...


Swoją drogą, doceniam odwagę i pomysłowość osób, które rugują z języka polskiego obce słowa, zastępując je pięknymi polskimi odpowiednikami. Alfabet - abecadło. A zdanie powyższe w pierwotnej wersji brzmiało:
"Swoją drogą, doceniam heroizm i inwencję osób, które eliminują z języka polskiego obce słowa, zastępując je pięknymi polskimi odpowiednikami."

sobota, 26 marca 2016

Czas letni, czas zimowy

Dziś jest ta noc, kiedy musimy obudzić się o drugiej w nocy, żeby przesunąć wskazówki zegarów o godzinę do przodu :-)
Zmianę czasu po raz pierwszy wprowadziły Niemcy w 1916 roku. Wyczerpane wysiłkiem wojennym szukały każdego sposobu na oszczędności. Zmiana czasu pozwalała na zaoszczędzenie na oświetlaniu fabryk.
W Polsce, podobnie jak w wielu krajach europejskich, przechodzimy na czas letni w ostatnią marcową noc z soboty na niedzielę. Na czas zimowy wracamy w ostatnią październikową noc z soboty na niedzielę.
Czas letni jest przesunięty "do przodu" o dwie godziny w stosunku do czasu uniwersalnego, czas zimowy jedynie o godzinę. Czas uniwersalny to czas, wyliczany na podstawie pozycji tzw. Słońca średniego dla południka zerowego, przebiegającego przez Królewskie Obserwatorium w Greenwich, kiedyś wiosce pod Londynem, gdzie król Henryk VIII obściskiwał się pod drzewem z Anną Boleyn, a obecnie dzielnicy Londynu na południe od Tamizy, do której można dotrzeć na np. piechotę - tunelem pod rzeką.
Zmiana czasu nie przynosi w chwili obecnej oszczędności ekonomicznych - w wysoko rozwiniętych społeczeństwach przynosi wręcz wymierne straty, bo dłuższy czas pracy biurowej w świetle słonecznym pociąga za sobą intensywniejsze korzystanie z klimatyzacji, a co za tym idzie, większe zużycie energii elektrycznej i konsumpcję paliw kopalnych. Są też skutki społeczno-zdrowotne. Czemu więc zmieniamy strefę czasową? Bo jesteśmy głupi i małpujemy to, co robią Niemcy - tak zbanalizuję moje zdanie na ten temat.
Przez środek Polski przechodzi osiemnasty południk - oznacza to, że właściwą strefą czasową dla Polski jest strefa UTC+1 (jej środek wypada na południku 15 stopni), a nie UTC+2, której środek wypada na południku 30 stopni. Z astronomicznego punktu widzenia powinniśmy pozostać na stałe przy czasie zimowym.

W załączeniu mapka świata z Wikipedii: na niebiesko i pomarańczowo zaznaczono te tereny, które ciągle zmieniają czas (ciągle głupi). Jasnoszare są obszary, które czas zmieniały, ale się z tego wycofały (zmądrzeli). Wśród nich, zauważcie - zwiększająca się grupa stanów w USA i Kanadzie. Ciemnoszare są te obszary, na których nigdy nie wprowadzono zmiany czasu.

czwartek, 24 marca 2016

Ustalanie daty Wielkanocy

Wyliczanie daty Wielkanocy to skomplikowana sprawa. Astronomicznie skomplikowana - i nie tylko.
Z grubsza można byłoby powiedzieć tak: Wielkanoc wypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Jeżeli pełnia jest w niedzielę, to Wielkanoc obchodzi się w kolejną niedzielę.
Wiosna rozpoczęła się w ostatnią niedzielę, pierwsza wiosenna pełnia Księżyca jest dziś, więc Wielkanoc będziemy obchodzić w najbliższą niedzielę. Wszystko się zgadza.
W tym roku.
Nie zawsze jednak jest tak prosto. Przedział czasu pomiędzy dwiema kolejnymi pełniami Księżyca nazywamy miesiącem synodycznym. Jego długość nie jest stała. To pierwszy problem. Druga sprawa to to, że dla różnych długości geograficznych zarówno początek wiosny, jak i moment pełni Księżyca, mogą wypadać w różne dni kalendarzowe. Dlatego kościoły chrześcijańskie posługują się tabelami, które określają tzw. paschalną pełnię Księżyca, której data może do dwóch dni różnić się od prawdziwej pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Zasady jej określania są następujące:
1. Dziewiętnaście kolejnych lat (tzw. cykl metoniczny) dzieli się na naprzemienne 29cio- i 30to-dniowe miesiące kościelne.
2. Pierwszy dzień takiego miesiąca przypada na tzw. nów kościelny. Co roku jeden taki nów wypada pomiędzy 8 marca i 5 kwietnia, włączając w to te daty. Rozpoczyna się wtedy miesiąc paschalny, a trzynaście dni później wypada paschalna pełnia. Wypada więc zawsze pomiędzy 21 marca a 18 kwietnia.
3. Wielkanoc obchodzimy w najbliższą niedzielę, czyli najwcześniej 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia.

Poszukałem najbliższego roku, kiedy wydarzenia astronomiczne i tabele kościelne się rozminą. Będzie to miało miejsce w 2019 roku. Kalendarzowa wiosna zacznie się 20 marca 2019 r. o 21:51 UTC. Pierwszą wiosenną pełnię będziemy mieli już kilka godzin później, 21 marca 2019 r. o godz. 02:15 UTC. Najbliższa niedziela wypada 24 marca, jednak Wielkanoc będziemy obchodzić dopiero 21 kwietnia, ponieważ według kalendarza kościelnego ta pełnia wypadnie jeszcze w miesiącu zimowym.
Kościół Rzymskokatolicki ma swojego astronoma, jezuitę Guya Consolmagno, który czuwa nad tym procesem. Data Wielkanocy jest ustalana wspólnie dla chrześcijańskich kościołów zachodnich - kościoły wschodnie do dziś posługują się kalendarzem juliańskim, który dawno już "rozjechał się" z wydarzeniami astronomicznymi. Skutkiem niedostosowania kalendarza do właściwej długości roku będzie m. in. to, że prawosławni w tym roku będą obchodzić Wielkanoc dopiero 1 maja.

piątek, 22 stycznia 2016

Poradnik dla prowadzących pokazy nieba


Poradnik powstał z myślą o nauczycielach z Kirgistanu, dla których prowadziliśmy wspólnie z Panią Eweliną Grądzką szkolenie wiosną 2015 roku. Napisałem go najpierw po rosyjsku, dopiero potem powstała wersja polska - z lekko rozbudowanymi hasłami, zaopatrzona w lepsze mapki. Jest to poręczny spis ponad 100 obiektów wraz z informacjami na ich temat, czasami ciekawostkami, które można wykorzystać podczas opowiadania o niebie. Jest efektem wielu lat popularyzacji przeze mnie astronomii - przez wykłady i pokazy nieba. Do pobrania tutaj (uwaga: plik ma ok. 19 MB).

niedziela, 15 marca 2015

Kokboru - kirgiski sport narodowy

Dziś podczas przejażdżki po górach w okolicy kirgiskiego Dżalalabadu natknęliśmy się na rozpoczynający się właśnie wyjątkowy spektakl.
Kokboru to narodowy sport wielu ludów Azji Środkowej, pod tą nazwą znany jest w Kirgistanie. Zabawa polega na tym, by zdobyć, a następnie wywieźć z kręgu graczy zabitego kozła. Jeżeli komuś się to uda, wygrał potyczkę, a gra zaczyna się na nowo.
Gra jest bardzo żywiołowa, momentami brutalna. Gracze odziani są zazwyczaj grubo, niektórzy chronią głowy czapkami sowieckich czołgistów - baty ostro pracują i chociaż świadome okładanie nimi przeciwników jest naruszeniem ducha rywalizacji, to w tumulcie można nieraz oberwać. Niekiedy przewraca się koń razem z jeźdźcem, czasami jeździec wylatuje z siodła.
 Rozpoczyna się zabawa.

 W kotle jest bardzo brutalnie - popatrzcie na łby koni.

 Zwycięzca ucieka z kotła z kozłem przerzuconym przez siodło.



 Niektórzy noszą na głowach charakterystyczne kołpaki - tradycyjne nakrycie głowy kirgiskich mężczyzn.

Ewelina Grądzka, ojciec Adam Malinowski SJ i ja jesteśmy jedynymi nie-Kirgizami, oglądającymi to widowisko, Ewelina dodatkowo jedyną kobietą. Miejscowi odnoszą się do nas życzliwie, wyjaśniają zasady.



A tak wygląda boisko do gry - bezkresne górskie łąki - jesteśmy na wysokości 900 metrów n. p. m.

czwartek, 29 stycznia 2015

Zdumiewająca historia

Opowiem Wam ciekawą historię, która przydarzyła mi się tydzień temu.

Moja rodzina pochodzi ze wschodu. przed wojną mieszkali w miejscowościach Romosz i Walawka w powiecie sokalskim, dzisiejsza Ukraina. Po tym, jak w 1939 roku weszła tam Armia Sowiecka, większość została wysiedlona za koło polarne, do obwodu archangielskiego. Zimą, bo to luty 1940 roku był, w bydlęcych wagonach, jechali dwa tygodnie. Niektórzy zmarli po drodze.

W 1941 roku, od września, Sowieci zaczęli wypuszczać ich do formującej się armii Andersa. Mój dziadek miał 9 braci, wielu z nich trafiło do tej armii. Wojnę przeżyło czterech, dwóch osiedliło się w Anglii, dwóch w Kanadzie.

Dwóch zmarło, zanim armia generała Andersa rozpoczęła działania bojowe. Zmarli z wycieńczenia po sowieckich przeżyciach. Dotarli do polskiej armii, ale nie dane im było walczyć. W rodzinie istniało przekonanie, że umarli gdzieś w Iranie. Nikt nie wiedział, gdzie są ich groby, zresztą, kto by szukał po tylu latach.

Tak się złożyło, że za półtora miesiąca będę w Kirgistanie, w miejscowości Dżalalabad. Znajoma, która tam była w zeszłym roku, pokazywała mi zdjęcia, chcąc mi uświadomić, co tam na mnie czeka. Na zdjęciach był cmentarz żołnierzy Armii Andersa, która między innymi tam się formowała. Znajoma zrobiła tam jedno zdjęcie steli kamiennych z nazwiskami pochowanych tam polskich żołnierzy. Zupełnym przypadkiem przy przeglądaniu zdjęć zdołałem zauważyć wśród nazwisk "Pióro". Sprawdzenie potwierdziło - to brat mojego dziadka, stryj mojego taty, Stanisław, o którym rodzina nie słyszała od 1941 roku i który podobno zmarł w Iranie.

Wiem, gdzie jest pochowany i za kilka tygodni zapalę mu świeczkę i pomodlę przy jego grobie za jego duszę.

Taka historia - nieprawdopodobna, prawda?

W załączeniu zdjęcie tablicy:

sobota, 27 grudnia 2014

Sapkowski i "nie ma prawdy w złotych słowach"

Święty Mikołaj przyniósł mi był książeczkę Maladie i inne opowiadania Andrzeja Sapkowskiego. Większość znałem wcześniej - może nawet wszystkie, nie wiem, zbyt szybko zapominam, co już czytałem.

Ciekawe dla mnie są wstępy do każdego z opowiadań, pisane przez autora. Bezpośrednim impulsem do skomponowania tego wpisu na blogu był wstęp do opowiadania Zdarzenie w Mischief Creek, w którym Sapkowski pisze:
podaję z wielką a właściwą sobie dbałością o prawdę historyczną

A potem niżej:
kudy śledczym i sędziom z Salem do takiego Filipa Adolfa von Ehrenberga, biskupa Wurzburga, który w jednym tylko roku spalił dziewięćset "czarownic".

To wszystko cytaty ze strony 248 rzeczonej książeczki.

No to wziąłem się za sprawdzanie, bo to nie pierwszy raz czytam takie oskarżenia, a ile razy próbowałem sprawdzać, to NIGDY jeszcze nie okazało się, by dane były rzeczywiście przytaczane z wielką a właściwą sobie dbałością o prawdę historyczną.

I cóż się okazuje? Te 900 osób to najwyższa szacowana sumaryczna liczba ofiar procesów o czary w całym biskupstwie Wurzburga w czasie piastowania urzędu przez księcia-biskupa Filipa von Ehrenberga, czyli przez osiem lat, od 1623 do 1631 roku. Liczbę tę podał na 807 stronie swojej pracy Bibliotheca, acta et scripta magica Eberhard David Hauber w 1745 roku, przy czym był w stanie udokumentować stracenie znacznie mniejszej liczby osób, wyraził jednak przekonanie, że ofiar było znacznie więcej, może nawet 900. Eberhard Hauber był teologiem luterańskim.
Nie rok więc, a lat osiem. Nie biskup, a teren całej diecezji. Nie "czarownice", ale osoby posądzane o kontakt z diabłem. Zachowała się dokumentacja procesowa, która potwierdza zgładzenie 157 osób w Wurzburgu do 1629 roku. Wśród nich znajduje się 32 włóczęgów (20% ofiar), 19 duchownych (!!!) (12% ofiar), radcy miejscy, karczmarze, aktorzy. Daje to 26 osób na rok - oznacza to trzydziestokrotne zawyżenie przez Sapkowskiego rocznej liczby ofiar księcia-biskupa.

Zwróćcie też uwagę na tytuł Filipa von Ehrenburga: książę-biskup. W Wurzburgu władza świecka i kościelna były dzierżone przez jedną osobę, i to nie mianowaną przez papieża, lecz wybieraną lokalnie, a następnie zatwierdzaną przez papieża. Dla przykładu, wybór Filipa von Ehrenberg został zatwerdzony przez papieża dopiero po roku od objęcia przez niego urzędu. Podając jedynie tytuł kościelny Sapkowski manipuluje czytelnikiem. Gdyby podał "książę Filip von Ehrenberg", byłoby to równie dokładne, jak to, co napisał, a odebralibyście to jednak inaczej.

W Wurzburgu w czasie procesów przebywał jezuita, Friedrich Spee. Spowiadał wiele osób, oskarżonych o czary. Osiwiał od tego doświadczenia, twierdził, że zeznania są nic nie warte, wymuszone torturami, że ani jedna osoba, prowadzona na stos, nie była winna. Swoje doświadczenia opisał w wydanej w 1631 roku książce Cautio Criminalis. W książce tej Spee przeciwstawia sądom miejskim w Westfalii sądy inkwizycyjne, które zabraniały stosowania tortur oraz dawały prawo do obrony - obie te zasady prawne, powszechnie stosowane przez trybunały inkwizycyjne, nie były respektowane podczas sądów w Westfalii.


Jak chce się psa uderzyć, to kij się znajdzie. Równie dobrze można by napisać, że biskup Szlaga na terenie diecezji pelplińskiej zabił w wypadkach drogowych 10 tysięcy ludzi. W ciągu roku. No dobrze, w ciągu 11 lat, i nie zabił on, tylko zginęło na drogach diecezji, ale on nią administrował w tym czasie! A ilu aborcji dokonał..