środa, 4 lutego 2026
Kosmiczne śmieci - zagrożenie dla cywilizacji
niedziela, 23 maja 2021
O Słońcu wierszem
Z racji realizowania się od czasu do czasu w roli nauczyciela raz do roku wypada mi zasiadać w komisji maturalnej. Te trzy godziny siedzenia jak kołek, gdy ja nie potrafię pięć sekund nic nie robić, nawet śpiąc wiercę się, jak twierdzi żona, to dla mnie nie lada wyzwanie.
W środku Układu świeci Słońce
Oślepiająca złota kula
Czujemy, jakie jest gorące
Jak Ziemię blaskiem swym otula
Temperatura powierzchniowa
Wynosi stopni sześć tysięcy
Od takiej liczby boli głowa
Wewnątrz jest jednak znacznie więcej
Jak pokazują wyliczenia
W centrum trzynaście jest milionów
kelwinów. Tak to się ocenia
Energię ruchu tych atomów
Które we wnętrzu Słońca żyją
Choć tak po prawdzie te atomy
W tym swoim pędzie wciąż się biją
I pogubiły elektrony
Latają sobie więc protony
I odpychają się wzajemnie
Ich duża prędkość z drugiej strony
Popycha mocno je do siebie
Ta prędkość trochę jest za mała
By w myśl praw fizyki Newtona
Niesamowita rzecz się stała
I proton dotarł do protona
Kwantowej mechaniki prawa
Inne wyniki dają zgoła
I z pięcioprocentową szansą
Proton z protonem zbić się zdoła
Jeden z nich zmienia się w neutron
I żeby prawa zachowania
Ładunku spełnić, to pozyton
Przygotowuje do wysłania
Tenże pozyton po wysłaniu
Spotka się wkrótce z elektronem
I jak to cząstka z antycząstką
Anihilują z wielkim dzwonem
To jest z emisją światła, które
Szybko zostaje pochłonięte
I znów wysłane, i tak foton
We wnętrzu Słońca kreśli pętle
Podobny Odysowi, który
Pogubił drogę do Itaki
I dystans, który w dwa tygodnie
Przepłynie żeglarz byle jaki
Ten dziesięć lat zmitrężył w drodze
A w Słońcu foton szybkonogi
Co do powierzchni w dwie sekundy
Dotrze, gdy nie pomyli drogi
Trzydzieści lat tysięcy krąży
By drogą krętą zamiast prostą
Ku fotosferze długo dążyć
I w końcu wolnym uciec w kosmos
Wróćmy jednakże do protonów
Co w środku Słońca się zderzają
Tam bowiem z czasem do dwóch pierwszych
Kolejne dwa się dołączają
I z czterech, które najpierw były
Protony dwa mamy u celu
I neutrony dwa, co razem daje
Stare, poczciwe jądro helu
I tak to w tym słonecznym tyglu
Przez pięć miliardów lat bez mała
Zmieniając wodór w hel bez przerwy
Termojądrowa fuzja działa.
niedziela, 25 listopada 2018
Mecz Ziemianie-Mars
Pierwszą próbę lądowania na Marsie podjęli Sowieci już w 1962 roku. Misja polegała na wysłaniu - w gruncie rzeczy - pocisku - w kierunku Marsa. Lądownik miał dotrzeć do Czerwonej Planety i rozbić się o jej powierzchnię - kontrolowane lądowanie było wtedy jeszcze nie do pomyślenia. Niestety, rakieta nośna zawiodła już na niskiej orbicie i lądownik nigdy nie opuścił pobliża Ziemi. 1:0 dla Marsa.
Kolejne próby to znowu Związek Radziecki. Tym razem przymierzano się już do kontrolowanego opuszczenia na powierzchnię Marsa. W 1971 roku wysłano dwie misje, Mars 2 i Mars 3, obie z lądownikami. Obie opuściły orbitę Ziemi i pomknęły w przestrzeń. Mars 2 doleciał do Marsa, jednak lądownik rozbił się o powierzchnię planety. Mars 3 również dotarł do celu. Jego lądownik zawierał mały łazik, który na nartach był w stanie poruszać się na kablu w bezpośredniej bliskości lądownika. Tym razem udało się wylądować, jednak 20 sekund po wylądowaniu transmisja się urwała z nieznanych przyczyn. Lądownik zdążył przekazać 70 linii pierwszego zdjęcia z powierzchni Marsa, jednak trudno powiedzieć, czy obraz przedstawia cokolwiek. Policzmy to lądowanie jako remis, mamy więc 2,5:0,5 dla Marsa.
Sowieci próbowali dalej. Dla czerwonego reżimu zdobycie Czerwonej Planety było swego rodzaju obsesją - przegrali wyścig na Księżyc, chcieli wygrać ten marsjański. W 1973 roku poleciały cztery misje, z których dwie miały w planach lądowanie. Obie dotarły na orbitę wokółmarsjańską. Z Marsem 6 utracono kontakt podczas próby lądowania, Mars 7 na skutek awarii jednego z silników w ogóle nie trafił w planetę. 4,5:0,5 dla Marsa.
Sowieci planowali kolejne ambitne misje, które nie doszły jednak do skutku. W 1973 miała wystartować misja z Marsochodem na pokładzie, na 1975 planowano misję z pobraniem próbek powierzchni i powrotem na Ziemię. Obie miały korzystać z superrakiety nośnej N1, której jednak nie udało się poprawnie skonstruować i misje odwołano.
Na scenę wkraczają Amerykanie. 20 lipca 1976 roku, w 8 lat po lądowaniu na Księżycu, Viking 1 stał się pierwszym lądownikiem, który dotarł na powierzchnię Marsa i wypełnił swoje zadanie. Po lądowaniu nadawał przez 2307 ziemskich dni. Wtedy po raz pierwszy w historii ujrzeliśmy czytelne zdjęcia, wykonane z powierzchni Czerwonej Planety. Jego bliźniak, Viking 2, wylądował 3 września 1976 roku i nadawał przez 1316 dni. 4,5:2,5 dla Marsa.
I znowu na scenę wkraczają Sowieci. W lipcu 1988 roku wysłano dwie misje, Fobos 1 i Fobos 2, które miały podjąć próby lądowania na jednym z księżyców Marsa, Fobosie. W momencie wysłania Fobos 1 był największym pojazdem międzyplanetarnym, wysłanym przez ludzkość. Podczas jego lotu przewidziano dwie korekty kursu. Podczas jednej z sesji łączności technik wprowadził błędne polecenie i w wyniku zbiegu kilku błędów stracono kontakt z misją. Fobos 2 był ostatnią sondą kosmiczną, wysłaną przez nieświętej pamięci Związek Radziecki. Wystartował kilka dni po Fobosie 1, bez przeszkód dotarł w pobliże Marsa, pokręcił się po jego podwórku, przekazując zdjęcia księżyca. Tuż przed próbą lądowania na księżycu - były dwa lądowniki, jeden stacjonarny i drugi, który miał skakać po powierzchni - utracono kontakt z sondą. 6,5:2,5 dla Marsa.
Związek Radziecki zniknął, na scenę wkracza Rosja. W 1996 roku wysyła misję Mars 96, która zawiera lądownik z wiertłem, które ma się zagłębić na 6 metrów. Wiele elementów misji wzorowano na programie Fobos. Znowu jest to największa sonda kosmiczna w historii. I znowu porażka, Zawiódł czwarty stopień rakiety nośnej, w rezultacie sonda oddzieliła się od statku na niewłaściwej orbicie, odpaliła swoje silniki i pomknęła - w kierunku Ziemi. W dużej mierze musiała spłonąć w atmosferze, jednak 200 gramów radioaktywnego plutonu 238 na pewno przetrwało i spadło na Ziemię, gdzieś na pustyniach Chile. Żadnych śladów jednak nie odnaleziono. 7,5: 2,5 dla Marsa.
Jakoś Rosjanom nie szło, a Amerykanom - i owszem :-). Tego samego roku w grudniu startuje misja Mars Pathfinder, która znajduje swoją drogę, dociera na miejsce, ląduje 4 lipca, w święto narodowe USA, otoczona piłeczkami poduszek powietrznych, i uwalnia łazik Sojourner, który przez kilkadziesiąt dni jeździ wte i wewte wokół lądownika. 6,5:3,5 dla Marsa.
Przychodzi czas na pierwszą amerykańską porażkę. Mars Polar Lander miał wylądować w pobliżu bieguna południowego planety. Oprócz instrumentów naukowych na pokładzie znajdowała się płytka CD z nazwiskami miliona dzieci z całej Ziemi. W grudniu 1999 roku silniki hamujące wyłączyły się zbyt szybko i sonda, wraz z milionem dziecięcych imion, zaryła z dużą prędkością w zmarzniętą powierzchnię Marsa. 7,5:3,5 dla Marsa.
Na naszej czerwonej od krwi robotów scenie pojawia się nowy gracz, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). Lądownik Beagle 2 (nazwany tak nie od rasy psa, lecz od statku, na którym Karol Darwin popłynął podglądać żółwie na wyspach Galapagos) był brytyjską konstrukcją, przyczepioną do europejskiego orbitera Mars Express. Kombo doleciało do Marsa, 19 grudnia 2003 roku Beagle 2 odłączył się od orbitera. Miał wylądować 25 grudnia, ale już nigdy się nie odezwał. Długo nie było wiadomo, co się stało, jednak w 2015 znaleziono lądownik na zdjęciach sondy Mars Reconaissance Orbiter, która wykonuje zdjęcia powierzchni planety. Analiza zdjęć sugeruje, że Beagle-2 wylądował poprawnie, jednak doszło do awarii podczas rozkładania paneli słonecznych. Policzę to jako połowiczny sukces. 7:4 dla Marsa.
No i dotarliśmy do największych osiągnięć ludzkości (czytaj: Amerykanów) w podboju Marsa. Rok 2004 i na Marsie lądują dwa łaziki: Spirit i Opportunity. Jeżdżą po planecie jak głupie: Spirit przez 2269 ziemskich dni, Opportunity przez ponad 5000 dni. W tym roku, w związku z dużymi burzami pyłowymi na powierzchni Marsa, 12 czerwca Opportunity przeszedł w stan hibernacji. Niestety, nie odzyskano już z nim łączności. 7:6 dla Marsa.
W 2008 roku amerykański Phoenix wylądował poprawnie, wyrównując mecz na 7:7. Było to pierwsze udane lądowanie w rejonie polarnym. Lądownik pracował przez 157 marsjańskich dni, dopóki nie pokonała go zima. Po raz pierwszy remis, 7:7!
Pamiętacie jeszcze Rosjan? Znowu wkraczają do gry. W listopadzie 2011 roku startuje misja Fobos-Grunt, której celem jest lądowanie na Fobosie i powrót z próbkami. Trudno powiedzieć, co dokładnie poszło źle, sonda opuściła Ziemię, ale nie doszło do odpalenia silników, które miały skierować ją w głąb kosmosu. Po wielu próbach komunikacji sonda spadła do Pacyfiku. Rosjanie pierwotnie sugerowali, że niepowodzenie misji było spowodowane sabotażem państw zachodnich, ostatecznie zrzucono winę na błąd w oprogramowaniu. Prawdopodobnie jednak przyczyną był splot typowych dla Rosjan czynników: słabej kontroli jakości, niedostatecznych procedur testujących, wszechobecnej korupcji. Mars ponownie wychodzi na prowadzenie - 8:7.
No i czas na kolejny ogromny sukces, 2012 rok i lądowanie łazika Curiosity. Łazik działa do dziś, po powierzchni Marsa przejechał już prawie 20 km. Jest znowu remis, 8:8.
Rok 2016 i druga przymiarka Europy. Skonstruowany głównie przez Włochów lądownik Schiaparelli podjął próbę lądowania w październiku 2016 roku. Przez jakiś czas wszystko szło gładko, aż zawiódł jeden z czujników, który zaraportował, że lądownik znajduje się pod powierzchnią Marsa. Nastąpiło odpalenie spadochronu i silników hamujących już w sekwencji przyziemienia, zamiast spowolnienia opadania na powierzchnię. Następnie silniki wyłączyły się w przekonaniu, że zakończono pomyślnie manewr lądowania. Lądownik spadł z wysokości prawie 4 km, rozbijając się o powierzchnię z prędkością ponad 500 km/h. 9:8 dla Marsa.
No i jutro, znowu NASA. Wyrównamy? Ciekaw jestem, czy ktokolwiek przeczyta to do końca :-)
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Venetia Burney
Na cześć dziewczynki jeden z kraterów na powierzchni Plutona, sfotografowany przez sondę New Horizons, nazwano kraterem Burney.
czwartek, 24 marca 2016
Ustalanie daty Wielkanocy
Z grubsza można byłoby powiedzieć tak: Wielkanoc wypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Jeżeli pełnia jest w niedzielę, to Wielkanoc obchodzi się w kolejną niedzielę.
Wiosna rozpoczęła się w ostatnią niedzielę, pierwsza wiosenna pełnia Księżyca jest dziś, więc Wielkanoc będziemy obchodzić w najbliższą niedzielę. Wszystko się zgadza.
W tym roku.
Nie zawsze jednak jest tak prosto. Przedział czasu pomiędzy dwiema kolejnymi pełniami Księżyca nazywamy miesiącem synodycznym. Jego długość nie jest stała. To pierwszy problem. Druga sprawa to to, że dla różnych długości geograficznych zarówno początek wiosny, jak i moment pełni Księżyca, mogą wypadać w różne dni kalendarzowe. Dlatego kościoły chrześcijańskie posługują się tabelami, które określają tzw. paschalną pełnię Księżyca, której data może do dwóch dni różnić się od prawdziwej pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Zasady jej określania są następujące:
1. Dziewiętnaście kolejnych lat (tzw. cykl metoniczny) dzieli się na naprzemienne 29cio- i 30to-dniowe miesiące kościelne.
2. Pierwszy dzień takiego miesiąca przypada na tzw. nów kościelny. Co roku jeden taki nów wypada pomiędzy 8 marca i 5 kwietnia, włączając w to te daty. Rozpoczyna się wtedy miesiąc paschalny, a trzynaście dni później wypada paschalna pełnia. Wypada więc zawsze pomiędzy 21 marca a 18 kwietnia.
3. Wielkanoc obchodzimy w najbliższą niedzielę, czyli najwcześniej 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia.
Poszukałem najbliższego roku, kiedy wydarzenia astronomiczne i tabele kościelne się rozminą. Będzie to miało miejsce w 2019 roku. Kalendarzowa wiosna zacznie się 20 marca 2019 r. o 21:51 UTC. Pierwszą wiosenną pełnię będziemy mieli już kilka godzin później, 21 marca 2019 r. o godz. 02:15 UTC. Najbliższa niedziela wypada 24 marca, jednak Wielkanoc będziemy obchodzić dopiero 21 kwietnia, ponieważ według kalendarza kościelnego ta pełnia wypadnie jeszcze w miesiącu zimowym.
piątek, 22 stycznia 2016
Poradnik dla prowadzących pokazy nieba
środa, 20 czerwca 2012
Książka przeczytana: John Gribbin - Alone In The Universe
Świetna książka. Autor zebrał w jednym miejscu najważniejsze argumenty na rzecz tezy, że inteligentne życie jest w kosmosie czymś unikalnym. Dużo wiadomości - i z astronomii - te w większości nie były dla mnie nowiną, choć i ja dowiedziałem się tu czegoś nowego, i z geologii, i biologii. Dla mnie największym odkryciem była biologia właśnie - słyszeliście kiedyś o łupkach Burgessa (Burgess shale)? Już kupiłem sobie książkę Goulda. Toż na lekcjach biologii to powinien być kanon przekazywanej wiedzy! Jak nędzna jest ta nasza erudycyjna edukacja, mnóstwo bezużytecznych faktów przy jednoczesnym braku zrozumienia treści ze strony nauczycieli i braku woli do nauczenia analizy informacji. Spojrzenie na ewolucję u Gribbina było dla mnie cudownie świeże. Być może na Zachodzie wielu wyedukowanych ludzi zdaje sobie sprawę, jak ewolucja życia na Ziemi przebiegała naprawdę - dla mnie wizja gribbinowska była jak objawienie.
Szczerze polecam wszystkim ciekawym świata - niestety, na razie tylko po angielsku..

