Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2026

Aleksander Macedoński, nazywany Wielkim - życiorys

Kiedyś napisałem życiorys Aleksandra Macedońskiegp. Co się ma marnować u mnie na dysku - wrzucam go tutaj:

Kim był Aleksander III Macedoński, który zasłużył sobie na przydomek Wielkiego? Gdybyśmy chcieli opisać jego rolę w historii jednym zdaniem, to chyba całkiem niezłym byłoby: był twórcą pierwszego w historii imperium europejskiego. Europejskiego w oczywistym znaczeniu geograficznym, ale również w pewnym znaczeniu kulturowym, gdzie tradycja demokracji sprawia, że władca jest primus inter pares.


Po ojcu pochodził z rodu Argeadów, którzy wywodzili swój rodowód od Heraklesa i z peloponeskiego Argos. Po matce był Ajakidem, potomkiem władców Molossów, plemienia zamieszkującego środkowy Epir, którzy swój ród wywodzili od Achillesa, bohatera wojny trojańskiej.


Mały Aleksander nieraz słuchał o niezwykłych wyczynach swoich odległych przodków, ich historie pobudzały wyobraźnię dziecka. Jak stwierdził Bernard z Chartres, jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona gigantów. Aleksander nie wziął się znikąd. Z równie, a może z większą nawet estymą słuchał o osiągnięciach swojego ojca, który brawurowo utrzymał tron macedoński w chwili wydawałoby się wielkiego upadku.


Ptolemeusz przejmuje tron i rękę Eurydyki, matki Filipa, pozbywa się młodego dziedzica, wysyłając go do Teb jako zakładnika. Wydawałoby się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Filipowi. Ojciec, Amyntas, zdradzony przez żonę, umiera, władzę przejmuje uzurpator, a Filip zostaje odesłany w obce strony. Jednak to dzięki pobytowi w Tebach Filip przygotowuje się do przyszłej roli władcy. Tam poznaje Epaminondasa, kata Spartan pod Leuktrami. W najsilniejszym państwie greckim tych czasów uczy się strategii. Swoje umiejętności wykorzystuje, gdy starszy brat Perdikkas odzyskuje tron ojca. I znowu cios losu - brat ginie w bitwie z Ilirami, Macedonia traci nie tylko króla, ale dużą część armii. I znowu historia przyjmuje obrót jak w dawnych opowieściach o herosach. Filip zręcznymi zabiegami eliminuje kolejne zagrożenia, a niecały rok po tragicznej klęsce starszego brata w bitwie pod dzisiejszym Monastyrem roznosi w pył ilirską armię króla Bardylisa, tę samą, która doprowadziła do upadku jego brata, stosując taktykę, której nauczył się w Tebach. Czy historie te o niespodziewanych odmianach losu, które dotknęły jego ojca, nie brzmiały w uszach małego Aleksandra równie wspaniale, jak przygody Heraklesa i Achillesa, jego odległych przodków? Czy nie marzył, by być równie mądry i przebiegły, jak jego tata? Wygrywać nie w sportowych zmaganiach z przyjaciółmi, ale w znacznie cięższych zawodach z potężnymi sąsiadami, Ilirią, Tesalią, Tebami, Atenami.


W 357 r. p. n. e. Filip żeni się po raz czwarty - z bratanicą króla Epiru, osiemnastoletnią Myrtale (naprawdę miała na imię Poliksena, zmieniła je pod wpływem religii). Młoda żona już po roku obdarza go upragnionym męskim potomkiem, przyszłym władcą świata, a rok później rodzi się Kleopatra, młodsza siostra Aleksandra. Olimpias - Myrtale ponownie zmieniła imię, tym razem na skutek sukcesu konia męża w igrzyskach olimpijskich - rozpieszczała syna, jednak dla równowagi sama postarała się o surowego opiekuna młodego dziedzica tronu. Krewny matki, Leonidas, starał się wychowywać młodego Aleksandra twardą ręką, stawiając na dyscyplinę i dbałość o sprawność fizyczną, tępiąc w młodzieńcu oznaki próżności. Młody Aleksander uczy się poezji, historii, władania mieczem, gry na lirze, strzelania z łuku. Jazdy konnej uczyć się nie musiał, Macedonia to kraj jeźdźców i dzieci wychowują się w siodle.
Gdy Aleksander miał osiem lat, podczas odbywających się w Macedonii igrzysk, przedstawiono Filipowi wyjątkowej urody karego konia z małą białą strzałką na czole. Zwierzę było krnąbrne i nie dawało się okiełznać. Ośmioletni Aleksander uspokoił i dosiadł rumaka, a następnie pomknął na jego grzbiecie i zniknął ojcu z oczu. Gdy powrócił, usłyszał z ust ojca słynne: “Synu, będziesz musiał znaleźć sobie inne królestwo. Macedonia nie będzie dla ciebie dość duża”. Koniem tym był słynny Bucefał, który towarzyszył później swemu panu w najważniejszych kampaniach.


Po Świętej Wojnie o wyrocznię delficką Filip zostaje najpotężniejszym władcą greckim. Macedonia z prowincjonalnego państewka, dostarczyciela drewna i koni, wkracza do pierwszej ligi najpotężniejszych graczy w basenie Morza Śródziemnego.


Gdy Aleksander skończył 13 lat, ojciec postarał się dla niego o wyjątkowy prezent. Tym razem nie był to koń, ale filozof. Nauczycielem młodego następcy tronu został sam pochodzący z północnej Grecji, ze Stagiry, uczeń Platona, Arystoteles. Mędrzec nie uczył jedynie królewskiego syna, decyzją Filipa książę pobierał nauki w niewielkiej grupie, której członkowie - Hefajstion, Kassander, Ptolemeusz, Marsjasz - stali się później najbliższymi współpracownikami przyszłego władcy.


Czego nauczał wybitny filozof? No cóż, zachował się fragment, w którym mędrzec radzi Aleksandrowi, by był “wodzem dla Greków i despotą dla barbarzyńców, pierwszymi opiekował się jak przyjaciółmi i krewnymi, a z drugimi postępował jak ze zwierzętami lub roślinami”. Daleko jeszcze tej demokracji do egalitaryzmu chrześcijaństwa. Nauki Arystotelesa, podobnie jak odezwy ateńczyka Izokratesa, służyły wpojeniu młodemu Aleksandrowi idei panhelleńskiej, która jednocześnie była nośnym narzędziem do narzucenia całemu helleńskiemu światu macedońskiej hegemonii. Niektóre z podstaw ksenofobii Arystotelesa, oparte na pogardzie dla hedonizmu władców wschodnich, na pewno rezonowały w duszy Aleksandra, który podziwiał i starał się naśladować Leonidasa.


Od Arystotelesa przejął również zamiłowanie do empiryzmu. Podczas wyprawy do Azji towarzyszyli mu botanicy, zoolodzy, astronomowie, geografowie. Można przypuszczać, że podobnie jak jego mentor, zdawał sobie sprawę z kulistości Ziemi.


Wraz ze wzrostem znaczenia Macedonii, która coraz mocniej kontrolowała szlaki transportu zboża, którego import był piętą achillesową Aten, rosła sterowana przez te ostatnie opozycja. Zabiegi Aten doprowadziły do aktywnego poparcia Persji dla koalicji antymacedońskej. Filip wyrusza przeciwko Bizancjum, a szesnastoletni Aleksander zostaje regentem Macedonii.


Kampania, po zmiennych losach, osiąga po dwóch latach swoją kulminację w bitwie pod Cheroneą. Ateńczycy, pod wpływem Demostenesa, dają się namówić do konfrontacji zbrojnej z Macedonią. Zawierają sojusz z Tebami i stają naprzeciw armii Filipa. Filip wiąże walką lewe skrzydło armii, gdzie stoją niedoświadczeni ateńscy hoplici. Wycofując powoli swoje wojska w kierunku wzgórz powoduje, że Ateńczycy, wietrząc zwycięstwo, ruszają za nim, wydłużając szyki wojsk sprzymierzonych i doprowadzając w końcu do ich pęknięcia pomiędzy środkiem i prawą flanką. W to pęknięcie dopiero wtedy rusza konnica macedońska pod wodzą osiemnastoletniego Aleksandra. Stojący na prawej flance legendarny Święty Zastęp z Teb zostaje okrążony i wycięty prawie w pień. W momencie ataku Aleksandra falanga macedońska zatrzymuje swój odwrót i korzystając z lepszej strategicznie pozycji na wzgórzach, na które wcześniej się wycofywała, rozpoczyna atak na wojska ateńskie. Bezładny szyk ateński rozpada się i jest po bitwie.


Powierzenie Aleksandrowi najpierw władzy w Macedonii pod nieobecność ojca, a następnie wykonania kluczowego manewru w bitwie pod Cheroneą dowodzi ogromnego zaufania ojca do syna i gotowości młodego księcia do podźwignięcia najpoważniejszych zadań.


Po pacyfikacji Teb i zawarciu pokoju z Atenami wydawało się, że w kwestii budowania dynastii wszystko idzie jak najlepiej. Co więcej, w Persji ginie w zamachu potężny król Antakserkses Ochos.


Aleksander otrzymuje kolejne odpowiedzialne zadanie: udaje się z poselstwem do Aten. Formalnie jadą zwrócić prochy poległych Ateńczyków, ale spotykają się też z Fokionem i Likurgiem, by omówić możliwość utworzenia nowego Związku Helleńskiego w celu rozpoczęcia kampanii przeciw osłabionej Persji. W tym czasie Filip środkami politycznymi i militarnymi podporządkowuje sobie Peloponez. Na zwołanej w Koryncie konferencji pokojowej powołano Związek Helleński z Filipem jako hegemonem.


I tak, jak wcześniej w życiorysie Filipa ze zdarzeń złych wynikały pożądane rezultaty, tak teraz Fortuna zaśmiała się szyderczo. Filip po powrocie do Pelli żeni się z Kleopatrą, córką generała z nizin macedońskich, i oskarża Olimpias o cudzołóstwo, a Aleksandra o nieprawe pochodzenie. Po pełnej napięcia uczcie weselnej Aleksander i Olimpias opuszczają Pellę i udają się do jej krewnych w Epirze.


Co spowodowało tak nagłą woltę? Historycy nie są w stanie podać satysfakcjonującej przyczyny. Peter Green sugeruje, że Filip postąpił tak, bojąc się rosnącej siły Aleksandra, którego zaczął postrzegać jako rywala do tronu. Nie pasuje mi to wyjaśnienie - autor nie przytacza żadnego dowodu takich wcześniejszych napięć czy wydarzeń, które uprawdopodabniałyby takie intencje Aleksandra. Nieliczne argumenty, przytaczane przez Greena, mają charakter sporządzonych post factum - nie ma się co dziwić, że rozgoryczony Aleksander gorzko wypowiadał się o ojcu po opuszczeniu Pelli, nie ma jednak żadnej takiej wypowiedzi sprzed małżeństwa Filipa i Kleopatry. Bardziej pasują mi sugestie, że za zmianą nastawienia Filipa do syna stała frakcja Attalosa i Parmeniona, niezadowolona z ogromnych wpływów Olimpias, kobiety bardzo ambitnej, która z pewnością pod nieobecność Filipa i Aleksandra, zaangażowanych na południu Hellady, starała się mieć realny wpływ na bieżącą politykę w Pelli.


Tymczasem Związek Helleński powstaje, obwołuje Filipa hegemonem, podejmuje decyzję o wypowiedzeniu wojny Persji, a Kleopatra spodziewa się dziecka. Urodziła dziewczynkę. W tej sytuacji Filip, nie chcąc wyprawiać się przeciwko Persom bez pozostawienia spadkobiercy, doprowadza do zgody z Aleksandrem. Młody książę wraca do Pelli, jednak Olimpias musi pozostać w Epirze.


Wiosną 336 r. p. n. e. rusza ofensywa. Wojska greckie pod wodzą Parmeniona posuwają się na południe wzdłuż wybrzeża aż do Efezu.


Kleopatra rodzi mu drugie dziecko - tym razem syna. Filip decyduje się na wydanie swej córki, również Kleopatry, za jej krewnego - Aleksandra z Epiru, brata Olimpias. Na uroczystości zjeżdża cała Grecja. Ucztom nie ma końca. Zorganizowano również igrzyska. Na arenę wkracza Filip z dwoma Aleksandrami u boku - synem i zięciem. Nagle do Filipa podbiega jeden z członków straży przybocznej i krótkim mieczem zadaje śmiertelny cios. Sam ginie chwilę później od ciosów oszczepów. Bezpośrednią przyczyną zamachu był zawód miłosny, jednak historycy sugerują, że rozgoryczenie zamachowca sprytnie wykorzystała Olimpias, by pozbyć się swojego byłego męża i utorować drogę do tronu ukochanemu synowi.


Aleksander, przy pomocy Antypatra, zapewnił sobie uznanie swojej sukcesji w Macedonii, jednak inne państwa greckie zwietrzyły okazję do zrzucenia jarzma. Najenergiczniej zabrały się do tego Ateny za namową, a jakże, Demostenesa. Ten zaproponował przebywającym ciągle w Azji dowódcom armii macedońskiej, Parmenionowi i Attalosowi, przymierze w celu pozbycia się uzurpatora - i spotkał się z przyjazną reakcją. Jednak Aleksander nie tracił czasu. Ruszył z wojskiem na południe, przeszedł przez Tesalię, Teby, następnie udał się do Koryntu, dokąd zwołał posiedzenie Związku Helleńskiego. Przemarszowi wojsk towarzyszyło odnawianie sojuszy, zawartych wcześniej z Filipem. Także Ateny, widząc zdecydowanie młodego króla, zawarły z nim pokój. Parmenion też zrozumiał, na czyją stronę przechyla się szala zwycięstwa, i poświęcił Attalosa, którego śmierci domagał się Aleksander. Związek Helleński nie tylko potwierdził zaciągnięte wcześniej wobec Filipa zobowiązania, ale też przyjął warunki przygotowań do wojny z Persją.


Do spacyfikowania pozostała najbliższa okolica Macedonii, czyli jej zachodnie i północne rubieże. Aleksander potraktował to jako manewry przed wojną z Persją. Jego armia ruszyła w kierunku Ruse, położonego daleko na północ nad Dunajem, dokąd wcześniej skierował swoją flotę. Wszystko poszło gładko, król wykorzystał potyczki do przećwiczenia manewrów, które później armia z powodzeniem wykorzystywała. W wielu z nich dał się poznać jego militarny geniusz, co z pewnością wpłynęło na morale żołnierzy.


Przebywając na północy, przesłał matce prośbę o pozbycie się konkurenta do tronu, syna Filipa z Kleopatrą, oraz syna stryja Perdikkasa - Amyntasa. Matka ochoczo zadbała o interesy syna - pozbyła się nie tylko syna, ale też córki Kleopatry. Sama Kleopatra popełniła samobójstwo. Amyntas jednak zdołał zbiec do Dariusza.


Gdy Aleksander wojował na północy, Ateny i Teby znowu zaczęły podnosić głowę. Rozpuszczono plotkę o śmierci Aleksandra. Po zakończeniu kampanii Aleksander został zmuszony znowu do marszu na południe. Obległ Teby, które nie chciały przystać na jego pokojowe propozycje. Tym razem Aleksander postawił na odstraszenie - Teby zdobył, a naprędce zwołana rada Związku Helleńskiego pod pretekstem properskości miasta skazała Teby na śmierć. Miasto zostało zrównane z ziemią, obywatele sprzedani w niewolę. Ta demonstracja siły poraziła przeciwników i pozwoliła wreszcie skoncentrować się na wyprawie do Azji.


Pomimo propagandowego przedstawiania wyprawy jako panhelleńskiego odwetu za inwazję Kserksesa trzon armii stanowili Macedończycy. Król wyruszył na czele 43 tysięcy piechoty, 6 tysięcy jazdy i skromnych 160 okrętów. Armia opierała się na weteranach Filipa, zastępcą Aleksandra został Parmenion. Armia mierzyła przebyte dystanse, w skład ekspedycji weszli architekci, geografowie, botanicy, astronomowie, zoolodzy, kronikarze. Zdobyte wtedy informacje stały się na wiele wieków głównym źródłem informacji o Wschodzie. Wiosną 334 roku armia przeprawiła się przez Hellespont. Rozpoczął się podbój świata.


Pierwszy poważny opór armia perska stawiła nad rzeką Granik. W ciężkiej walce Aleksander pokonał przeciwnika, w bitwie zginęli m. in. zięć Dariusza - Mitrydates, jego syn Arbupales, wuj jego żony Farnakes, satrapa Kapadocji Mitrobuzanes i satrapa Lidii Spitrydates.


Sardes samo oddało się w jego ręce. Podobnie postąpiła większość miast - Aleksander głosił, że niesie im wolność i demokrację w miejsce perskiej dyktatury. Pomimo takiej retoryki po stronie perskiej walczyło bardzo wielu najemników greckich, również w Grecji kontynentalnej odzywały się liczne głosy, które wzywały do zawarcia sojuszu z Persją i pozbycia się dominacji Macedonii.


Jedynie Milet i Halikarnas stawiły opór, który został przełamany. Armia macedońska krążyła po Azji, czekając na kontratak Dariusza. I doczekała się - pod Issos, gdzie w listopadzie 333 r. została zmuszona do przyjęcia bitwy w niekorzystnych warunkach. Po ciężkim boju Dariusz uciekł z pola bitwy, a jego wojska poszły w rozsypkę. Aleksander zdobył ogromne łupy. Dariusz po powrocie do Babilonu wysłał do macedońskiego króla propozycję pokoju, utrzymaną w rozsądnym tonie i zawierającą duże ustępstwa, jednak Aleksander chciał już tylko jednego - całkowitego panowania w Azji. W obraźliwy sposób odrzucił propozycję Wielkiego Króla i pomaszerował z armią do Egiptu. Po drodze przejął odesłany wcześniej do Damaszku skarb Dariusza. Następnie wkroczył do Sydonu i zaczął oblegać Tyr. Nie chciał pozostawiać na tyłach tak ważnej twierdzy. Oblężenie był ciężkie i trwało wiele miesięcy. Miasto w końcu zostało zdobyte, a jego mieszkańcy potraktowani przez wojska Aleksandra bardzo surowo. Podobnie stało się z Gazą, która również postanowiła się bronić.


W Egipcie, do którego wkroczył jesienią 332 r., został potraktowany jak wyzwoliciel, którym rzeczywiście był - Persja za czasów Antakserksesa Ochoja odebrała Egiptowi odzyskaną na kilkadziesiąt lat względną niepodległość. Tam po raz pierwszy otoczono go kultem władcy-Boga. Na skutek zwycięstwa pod Issos i sukcesów w Azji odbiór Aleksandra wśród wielu Greków uległ zmianie, co doprowadziło m. in. do odbudowy floty. Aleksander zamierzał na nowo ułożyć morskie szlaki handlowe we wschodniej części Morza Śródziemnego, wzmacniając Egipt i osłabiając porty fenickie. Postanowił u ujścia Nilu założyć nowy port. Sam wyszukał odpowiednią lokalizację oraz opracował i wytyczył zarys przyszłej Aleksandrii.


Wiosną 331 r. przyszedł czas na ostateczną rozprawę z Dariuszem. Armia Aleksandra zakończyła egipski odpoczynek i ruszyła w kierunku Eufratu, następnie skręciła na północny wschód, czy zaskoczyła Persów, którzy spodziewali się, że Macedończycy będą dążyli jak najszybciej do bitwy. Przekroczyła Tygrys i dopiero wtedy skręciła w kierunku Babilonu.Do bitry doszło pod Gaugamelą. Tak samo, jak nad Granikiem i pod Issos, miejsce starcia wybrali Persowie. Po raz kolejny wydawało się, że zarówno siły, jak i ukształtowanie terenu będą działać przeciwko Aleksandrowi. Należy podkreślić, że zwycięstwa zostały osiągnięte dzięki trzem czynnikom - geniuszowi taktycznemu młdego króla macedońskiego, świetnemu wyszkoleniu i dyscyplinie żołnierzy macedońskich oraz wysokiemu morale jego armii. Ponownie śmiałym manewrem, dokonanym we właściwym czasie, Aleksander odwrócił losy wydawałoby się przegranej bitwy, i ponownie Dariusz ledwo zdążył umknąć z pola bitwy. Droga do Babilonu stała otworem.


Legendarne miasto powitało bohatera z otwartymi ramionami. Zadbał o to Mazajos, niedawny dowódca konnicy Dariusza. Aleksander, podobnie jak wcześniej, nie niszczył istniejącej administracji na zdobytych terytoriach, lecz wykorzystywał ją do sprawnego przejęcia władzy. Mazajos pozostał satrapą Babilonu, w którym armia grecka mogła wreszcie odpocząć - i to naprawdę w komfortowych warunkach - po trudach kampanii. Najpoważniejsza przeszkoda w podbiciu świata została pokonana.


Dalszy marsz na wschód nie miał już żadnego “wyzwoleńczego” uzasadnienia. Nie wiadomo, kiedy Aleksander postanowił “zwiedzić” świat na czele swych oddziałów, ale to właśnie wymarsz z Babilonu w kierunku Suzy można postrzegać jako moment, kiedy zaczęło to być coraz bardziej oczywiste. Z tak ogromną i sprawną armią mógł syn Filipa zjednoczyć ziemie wokół Grecji i zbudować coś trwałego, pożytecznego dla przyszłych pokoleń Macedończyków i innych plemion greckich, zwłaszcza, że rebelia spartańska trwała w najlepsze. Tak rozległego imperium, bez spajających wartości, nie był w stanie utrzymać, i zdawał sobie z tego sprawę. Fakt, że Kallistenes, jego nadworny biograf, wykorzystywał czas w Babilonie na kopiowanie starożytnych tablic astronomicznych, pokazuje wpływ arystotelesowskiego wychowania Aleksandra (którego Kallistenes był krewnym) i dążenia do poszerzania horyzontów wiedzy. To chyba jedno z najszlachetniejszych uzasadnień podbojów militarnych, jakie można wymyślić, o ile może tu być mowa o jakiejkolwiek szlachetności w tym, jakby nie patrzeć, gwałcie na rzeczywistości.


Suza, podobnie jak Babilon, powitała go otwartymi drzwiami - i nieporównywalnym z niczym wcześniej bogactwem. Przejęty skarb miał trudno wyobrażalną wartość - wśród rzeczy w skarbcu odnaleziono nawet skarby, zrabowane w Grecji przez Kserksesa. Po zdobyciu Suzy Aleksander pomaszerował na stolicę - Persepolis. Miasto poddało się bez stawiania oporu, jednak tym razem Aleksander pozwolił na grabieże i przemoc, a w trakcie czteromiesięcznego pobytu w mieście, podczas jednej z uczt, podpalił pałac Kserksesa. Dotychczas oszczędzał miasta, które nie stawiały oporu, odstępstwo od tej reguły zastanawia więc historyków. Prawdopodobnie chodziło o dwa czynniki - złość po zrozumieniu, że elita - zarówno cywilna, jak i religijna - społeczeństwa perskiego nigdy nie zaakceptuje go jako swojego władcy, oraz - wobec takiej nieprzejednanej postawy - chęć zastraszenia elit w celu ułatwienia sobie przyszłych działań na wschodzie królestwa.


Po czteromiesięcznym odpoczynku armia ruszyła w stronę Ekbatany. Miasto poddało się bez stawiania oporu. Aleksander wykorzystał postój do reorganizacji swoich sił zbrojnych. Odesłał do domu wszystkie wojska sprzymierzone, razem z tesalską konnicą Parmeniona. Stary dowódca - miał już 70 lat - został mianowany lokalnym satrapą, a tym samym pozbawiony wpływu na zarządzanie armią. Sama armia została rozwiązana, wszystkim żołnierzom wypłacono żołd, a następnie zaproponowano im zaciągnięcie się - tym razem już do armii zaciężnej, na bardzo atrakcyjnych warunkach. Uformowana na nowo armia najemna wyruszyła natychmiast tropem uciekającego nad Morze Kaspijskie Dariusza. Ścigając Dariusza Aleksander dowiedział się, że jego największy wróg został obalony i uwięziony przez Bessosa, satrapę Baktrii, który sam obwołał się królem, Antarksesem, piątym tego imienia. Po wyczerpującym pościgu Macedończyk dorwał ich konwój. Spanikowany Bessos uciekł, raniąc wcześniej śmiertelnie Dariusza. Aleksander sprowadził zwłoki władcy do Persepolis i urządził mu królewski pogrzeb, i sam zaczął ścigać jego zabójców.


W tym czasie zaczynają się pojawiać konflikty między Aleksandrem a częścią jego dowódców, zwłaszcza tych, którzy walczyli w Azji pod dowództwem Parmeniona. Nie rozumieją albo nie pochwalają fascynacji króla kulturą wschodu - Aleksander zaczął nosić się na wschodnią modłę, zaczął również dopuszczać Persów do najbliższego kręgu swych współpracowników. Wielu ze starej gwardii chciałoby zakończyć tę włóczęgę i wrócić do domu. Nie ułatwiały sprawy listy od matki, która stale wypatrywała zagrożeń. Przesilenie następuje jesienią 330 r., gdy armia stacjonowała w stolicy Drangiany na wschodnim wybrzeżu jeziora Sejstan. Aleksander albo korzysta z okazji, albo ją wręcz stwarza - historycy nie są w tej sprawie zgodni. Pojawia się oskarżenie o przygotowywany bunt, w sprawę zamieszany jest syn Parmeniona, Filotas, dowódca konnicy. Zostaje poddany torturom i stracony. Za jednym zamachem Aleksander pozbywa się też Aleksandra z Linkestis, zięcia Antypatra i dowódcę jazdy tesalskiej, przeciwko któremu już od dawna judziła Olimpias, chcąc osłabić w ten sposób wpływy Antypatra. Z zeznań Filotasa oraz przejętych listów utkano też przewinę jego ojca i wysłano do Ekbatany nakaz egzekucji Parmeniona, który został natychmiast wykonany. Wśród wielu żołnierzy, a także w Macedonii, zgładzenie najwybitniejszego i zasłużonego dowódcy spotkało się z niezrozumieniem.


Aleksander rusza w pogoń za Bessosem. Wkracza do prowincji Aria, gdzie w Suzji hołd składa mu Satibarzanes, za co zostaje utrzymany na stanowisku satrapy tej prowincji. Aleksander pozostawia w mieście niewielki kontyngent, który po odejściu armii zostaje przez żołnierzy Satibarzanesa wymordowany. Aleksander posyła karną ekspedycję, która zabija przewrotnego satrapę. Na jego miejsce Aleksander mianuje Macedończyka Menona, który był już satrapą Arachozji, dla którego wzmocnienia zostaje w prowincji założona kolonia wojskowa. Następnie wiosną 329 r. przeprawia się przez Hindukusz, podbija prowincję Baktria i dociera do rzeki Oksos (Amu-Daria). Po drodze z armii odchodzą ochotnicy tesalscy, sporo żołnierzy ginie też z powodu ciężkich warunków. Aleksander po raz pierwszy uzupełnia ubytki masowym przyjmowaniem do armii przedstawicieli miejscowych ludów. W miejscu przeprawy szerokość rzeki to ponad kilometr. Aleksander ponawia manewr, który zastosował kiedyś nad Dunajem - nakazuje wypełnić skóry namiotów słomą i zszyć je starannie. Na taki zaimprowizowanych tratwach armia przeprawia się przez rzekę, całkowicie zaskakując Bessosa i jego sprzymierzeńców. Przerażeni dowódcy prowincji Sogdiana, pod wodzą Spitamenesa, postanawiają zmienić front, więżą Bessosa i oddają go Aleksandrowi. Bessos zostaje osądzony i za zabójstwo króla stracony w Ekbatanie.


Armia Aleksandra dochodzi do rzeki Jaksartes (Syr-Daria), która stanowiła północno-wschodnią granicę perskiego panowania. Obsadza tu załogami kilka starożytnych fortów. Tymczasem pozostawiony w tyle Spitamenes buntuje się, wybija załogi fortów i obsadza je swoimi ludźmi i przystępuje do oblężenia Marakandy, największego miasta regionu. Aleksander posyła dosyć silny oddział, który zostaje przez Spitamenesa wybity. Gdy dociera pod Marakandę ze swoją armią, Spitamenes ucieka na stepy, zamieszkałe przez Massagetów. Nie ma sensu go tam gonić, więc Aleksander na zimę 329/8 r. wycofuje się do Zariaspy.


Wiosną 328 r. rozpoczyna się polowanie na Spitamenesa. Aleksander musi zmierzyć się z przeciwnikiem, który po mistrzowsku stosuje wojnę podjazdową. Z czasem jednak rozproszona po okolicy armia macedońska odcina Spitamenesa od pożywienia, wzmocnień i sprzymierzeńców i doprowadza do tego, że Massageci sami zabijają Spitamenesa, a jego głowę posyłają Aleksandrowi na znak przymierza. Jest już zima, a Aleksander wreszcie zaczyna zmierzać w kierunku upragnionych Indii. Po drodze podbija kolejne tereny, w tym Skałę Sogdyjską - fortecę górską, wydawałoby się nie do zdobycia. Jej władca, Oksyartes, poddaje się po pokazie sprytu i możliwości armii Aleksandra. A sam Aleksander decyduje się na małżeństwo z córką Oksyartesa, Roksaną. To małżeństwo oraz sieć osiedli wojskowych zapewniają mu spokój na wschodzie imperium perskiego.


Wiosną 327 r. kilkudziesięciotysięczna, wielonarodowa armia Aleksandra przez przełęcz Salang wkracza do Indii. Metodami dyplomatycznymi, a gdy trzeba, siłowymi, narzuca swoje zwierzchnictwo kolejnym ziemiom. Przekracza Indus, na jego wschodnim brzegu wita go radża Ambhi, najpotężniejszy władca w tamtym rejonie. W stolicy jego ziem, Taksili, wojsko Aleksandra odpoczywa, a on rozsyła poselstwa po okolicznych ziemiach, próbując skłonić ich władców do oddania mu hołdu - ze zmiennym szczęściem. Odmawia mu Poros, którego ziemie rozciągają się po wschodniej stronie rzeki Hydaspes (Dżhelam). W czerwcu 326 r. armia Aleksandra rusza nad Hydaspes i dociera do niego w okolicach Haranpuru. Trwa akurat pora deszczowa, rzeka jest wezbrana, a wojska Porosa czekają na drugim brzegu. Aleksander rozpoczyna szereg manewrów pozorujących, które mają zdezorientować i osłabić czujność wroga. Jego zwiad znajduje tymczasem dogodne miejsce do przeprawy jakieś dwadzieścia pięć kilometrów w górę rzeki. Aleksander dowiaduje się, że duża armia pod wodzą Abisaresa, radży Kaszmiru, zmierza na południe. Nie można pozwolić na połączenie tych sił. Aby do końca mieszać w głowie Porosowi, dzieli swe wojsko, większość pozostawia w rejonie Haranpuru, a w górze rzeki pod osłoną nocy i podczas burzy z piorunami przeprawia się swymi najlepszymi jednostkami. Radża, dowiadując się o desancie i nadal nie wiedząc, z której strony nastąpi główny atak, wysyła w kierunku grupy Aleksandra oddział, dowodzony przez syna. Nie są dla doborowych jednostek żadną przeszkodą - w potyczce ginie jednak legendarny koń Aleksandra, Bucefał. Ginie również syn radży. Sam Poros dochodzi do wniosku, że najważniejsze jest pokonanie Aleksandra, naprzeciw Haranpuru pozostawia część swoich wojsk, a cały trzon rusza w kierunku grupy desantowej Aleksandra. Nowym elementem w tej walce jest 130 słoni bojowych. Aleksander obmyślił taki plan bitwy: zaatakuje lewe skrzydło armii indyjskiej specjalnie uszczuplonymi siłami konnicy, licząc na to, że radża, widząc, że ma szansę zgnieść grecką jazdę, przerzuci swoją jazdę z prawego skrzydła, by wraz z jazdą z lewego rozbiła formację Aleksandra. I tak dokładnie się stało. W tym momencie na prawe skrzydło wojsk radży runęła od tyłu ukryta dotąd reszta konnicy Aleksandra. Jazda hinduska została pokonana, piechota grecka ruszyła na centrum ugrupowania Porosa, gdzie rozgorzała zażarta walka z piechotą i słoniami. W ulewnym deszczu zorganizowana i zdyscyplinowana armia grecka stopniowo zyskiwała przewagę, aż bitwa przerodziła się w rzeź. Zginęli dwaj synowie Porosa, on sam, ranny, poddał się Aleksandrowi. Macedończyk, doceniając męstwo przeciwnika, oddał mu jego tron, co więcej, po rozprawieniu się z innymi lokalnymi władcami, przekazał ich ziemie pod zarząd Porosa.


Bitwa nad Hydaspesem została zaliczona do największych zwycięstw Aleksandra, obok Granika, Issos i Gaugameli. Była też ostatnią tak wielką bitwą, stoczoną przez jego wojska.


W lipcu, jeszcze w porze monsunowej, Aleksander podjął marsz na wschód, w kierunku mitycznego Oceanu Wschodniego, na którym miały kończyć się Indie. Prawdopodobnie zdawał sobie już wtedy sprawę, że subkontynent indyjski jest znacznie większy, niż wynikało to z ówczesnej greckiej wiedzy, tym niemniej głód poznawania nieznanego gnał go ciągle do przodu. Doszedł do rzeki Hyphasis (Beas), gdzie cierpliwość jego żołnierzy się skończyła. Nie pomogły żadne środki - został zmuszony do podjęcia decyzji o powrocie. Jako usprawiedliwienie decyzji posłużyły niepomyślne wróżby i jesienią 326 roku armia zawróciła w kierunku Hydaspesu, gdzie załadowała się na okręty, i najpierw Hydaspesem, a potem Indusem popłynęła w kierunku Oceanu Indyjskiego. Część oddziałów maszerowała po obu stronach rzeki. Po drodze stoczono jeszcze wiele bitew, podczas których armia Aleksandra wykazała się bezwzględnością i okrucieństwem. W jednej z potyczek Aleksander został ciężko ranny i ledwo uszedł z życiem.


Po przybyciu do delty Indusu postanowił, że część armii popłynie wzdłuż wybrzeża wraz z większością zaopatrzenia, aż do ujścia Eufratu, a on sam z częścią wojska uda się lądem, starając się trzymać jak najbliżej wybrzeża i dbając o to, by flota mogła w regularnych odstępach czasu zaopatrzyć się w wodę pitną. Według wszelkich wiadomości droga ta miała prowadzić przez spalone słońcem pustkowia. I tu chyba również na podjęcie takiej decyzji wpłynęła jego żądza przygód - według relacji taką samą drogę przebyła wcześniej ze swoimi wojskami Semiramida, a potem Cyrus Wielki. Do celu podróży półlegendarnej królowej udało się dotrzeć z dwudziestką żołnierzy, a Cyrusowi z siedmioma.


Ze względu na monsun i kierunek wiatru z wyruszeniem floty pod dowództwem Nearchosa czekano do końca września. Sam Aleksander z wojskami lądowymi wyruszył miesiąc wcześniej. Droga armii lądowej przebiegała spokojnie aż do momentu, gdy góry Talar-i-Bund zaczęły schodzić do samego morza i armia musiała skręcić w głąb lądu. Nadal nie było łączności z flotą. Teren okazał się wyjątkowo suchy, żołnierze maszerowali wiele mil, często nocą, by uniknąć upału, a gdy odwodnieni docierali do jakiejś błotnistej, czasami słonawej sadzawki, to niektórzy z nich umierali z przepicia po odwodnieniu, inni padali na skutek porażenia słonecznego. Dochodziły do tego węże, trujące rośliny, od których padały zwierzęta. Wygłodzeni żołnierze zaczęli zabijać zwierzęta juczne. Pewnej nocy armia rozbiła obóz w korycie wyschniętej rzeki. Tej samej nocy w górach spadła rzęsista ulewa i wezbrane wody porwały wielu ludzi, zwierzęta i dobytek. Na koniec burza piaskowa spowodowała, że przewodnicy stracili orientację w terenie. Mały oddział pod wodzą Aleksandra udał się na południe i po niedługim czasie dotarł do pasa nadmorskiego, gdzie udało się dokopać do słodkiej wody. Przez tydzień szli wzdłuż wybrzeża, aż natrafili na drogę, prowadzącą w głąb lądu do Pury, stolicy Gedrozji, po dziesięciu dniach przeprawy przez niegościnną pustynię. Według historyków z 85 tysięcy ludzi, którzy z nim wyruszyli, do Pury dotarło jedynie 25 tysięcy. Po zaprowiantowaniu i odpoczynku armia wyruszyła po znacznie bardziej gościnnym terenie i dotarła do Harmozji w Karmanii. Flota dotarła do cieśniny Ormuz cało, jednak ze sporym opóźnieniem.


Trzeba było jakoś spacyfikować satrapów, którzy pod jego nieobecność obrośli w majątek i siłę wojskową. Po wkroczeniu do Persji osłabiony Aleksander, wściekły na satrapów, którzy nie dostarczyli pomocy jego armii pomimo wezwań, rozpoczął natychmiast czystki wśród pozostawionych tam urzędników, pod pozorem zdrady, niegospodarności, innych przewin. Persja już wiedziała, że król wrócił. Harpalos, nadzorca skarbu w Babilonie, zagarnął 5000 tysięcy talentów i uciekł do Aten, gdzie schronienia udzielił mu Demostenes. Macedonia bezskutecznie żądała jego wydania, jednak Harpalos został na skutek zdrady zmuszony do ucieczki na Kretę, gdzie został zamordowany.


W styczniu 325 r. nastąpiło ponowne rozstanie armii lądowej i floty. Kolejnym punktem spotkania była Suza, gdzie obie formacje dotarły na początku 324 r.


W tym czasie Sparta zbierała wrogów Aleksandra, mając nadzieję na zmontowanie koalicji antymacedońskiej. W samej Macedonii Olimpias wraz z Kleopatrą, siostrą Aleksandra, zbuntowały się przeciwko Antypatrowi, przy czym Kleopatra przejęła Macedonię, a Olimpias rodzimy Epir.


Po powrocie Aleksandra do Persji pojawiły się nowe napięcia. Życie toczyło się pod nieobecność króla, a on nie zwykł siedzieć bezczynnie. Podjął szereg zamierzeń, mających olbrzymie geopolityczne skutki. Zwolnił do domu za hojną odprawą dużą część najstarszych żołnierzy macedońskich, co doprowadziło do kolejnego buntu w armii, ponieważ młodsi o takim samym stażu w armii domagali się podobnych przywilejów. Zaczął reorganizować armię w taki sposób, by oddziały były wielonarodowe. Doprowadził do masowych małżeństw swych greckich żołnierzy z perskimi dziewczętami. Chcąc rozwiązać problem byłych najemników greckich, którzy walczyli po stronie Persów, zmusił Związek Helleński do przyjęcia byłych dysydentów. Jednocześnie zażądał od miast Związku uznania go za jednego z bogów olimpijskich.


Zdemobilizowani weterani ruszyli do Macedonii pod wodzą Kraterosa, który po dotarciu na miejsce miał zastąpić Antypatra na stanowisku wicekróla, sam Antypater miał natomiast z nowym zaciągiem udać się do Aleksandra. Dla ponad siedemdziesięcioletniego Antypatra było jasne, co to oznacza. Przez lata rządów nad Macedonią i zarządzania de facto Grecją miał zostać utracić władzę, być może i życie. Stary generał nie usłuchał Aleksandra, wysłał jednak do niego swego najstarszego syna, Kassandra, który miał wybadać sytuację i znaleźć jakieś wyjście.


Wiosną 432 r. Aleksander opuścił Suzę. Dotarł najpierw do Ekbatany, letniej rezydencji królów perskich. Tam po jednej z uczt Hefajstion, jeden z przyjaciół Aleksandra z czasów dzieciństwa, a obecnie prawa ręka Aleksandra, dowódca konnicy, zasłabł po wypiciu dużej ilości wina i zmarł. Rozpacz Aleksandra nie miała granic. Zarządzono żałobę na całym Wschodzie. Aleksander zabronił muzyki, ściął włosy na znak żałoby, nakazał skrócić grzywy i ogony końskie. Lekarza Hefajstiona ścięto, zaś ekbatańską świątynię Asklepiosa, boga lekarzy, na rozkaz Aleksandra zburzono. Zabalsamowane zwłoki królewskiego przyjaciela przewieziono do Babilonu, gdzie wiosną 323 r. urządzono uroczysty pogrzeb. Stos pogrzebowy miał pięć pięter wysokości i bok długości prawie 200 metrów, był bogato zdobiony. Aleksander podjął zabiegi, by Hefajstionowi zaczęto oddawać cześć należną bogu. Wystawił też przyjacielowi wspaniały grobowiec. W czasie uroczystości pogrzebowych pierwsza żona Aleksandra, Roksana, urodziła mu syna.


Po śmierci Hefajstiona Aleksander poprowadził wyprawę przeciwko plemieniu Kossejczyków, nakazał budować flotę na wybrzeżach Morza Kaspijskiego, co mogło być przygotowaniem do planowanej wojny przeciwko Scytom, planował podbicie całego Półwyspu Arabskiego, wyprawę na zachodnie brzegi Morza Śródziemnego. W Babilonie wykopano nowy basen portowy o pojemności tysiąca statków. Do miasta napływały nowe kontyngenty z prowincji perskich, król przyjmował mnóstwo poselstw z całego świata. Przybył również Kassander, jednak jego rozmowy z Aleksandrem przebiegały zupełnie nie po jego myśli.


Po jednej z uczt Aleksander zachorował. Zaczęła trawić go gorączka, czuł się coraz słabiej i po niecałych dwóch tygodniach, 10 czerwca 323 r., zmarł. Podobno na łożu śmierci zadano mu pytanie, komu pozostawia swoje królestwo. “Najsilniejszemu” - brzmiała odpowiedź.


Śmierć Aleksandra mogła mieć przyczyny naturalne. Mogło być też odwrotnie, wrogów miał bardzo wielu, wśród nich wielu bardzo wpływowych. Zastanawiająca jest zbieżność w sposobie śmierci Hefajstiona i Aleksandra - obaj dostali wysokiej gorączki po spożyciu wina, na skutek której ich stan ulegał ciągłemu pogorszeniu aż do śmierci kilka dni później. Wszystkie znane starożytne źródła podają wersję, według której truciznę przywiózł Kassander, a podał ją Aleksandrowi jego podczaszy Jolaos. Sugerowano, że za śmiercią Aleksandra stoi Antypater wraz z Arystotelesem. Antypater z oczywistych powodów, Arystoteles, ponieważ Aleksander zabił mu siostrzeńca, Kallistenesa, a także dlatego, że nie mógł znieść przemiany swojego byłego ucznia w tyrana i jego roszczeń do boskości. Jeden z badaczy zwraca uwagę, że objawy choroby Aleksandra - wysoka gorączka i znużenie - pasują do zatrucia strychniną. Jeden z przyjaciół Arystotelesa w jednym z traktatów opisuje, jak ją stosować i dawkować, podając, że najlepiej podawać ją w nierozcieńczonym winie, które maskuje jej gorzki smak.


Niewielu płakało po jego śmierci, dla zbyt wielu był tyranem i najeźdźcą. Po jego śmierci rozgorzała między jego generałami walka o schedę. Kassander w 310 roku zabił Roksanę i trzynastoletniego wówczas syna Aleksandra. Imperium rozpadło się na kawałki, rządzone przez jego współpracowników. W okresie hellenistycznym nie był zbyt popularny, dopiero przez Rzymian zaczął być traktowany jako legenda, półbóg, który wyprzedził ich dokonania o kilka wieków.

niedziela, 25 listopada 2018

Mecz Ziemianie-Mars

Każda próba lądowania na Marsie to ogromne wyzwanie dla technologii. Ze względu na odległość pomiędzy Marsem i Ziemią o żadnym nadzorowaniu nie może być mowy - sygnał będzie biegł przez kosmos przez 8 minut, więc możemy jedynie obserwować i zdać się na niezawodność wcześniej przygotowanych procedur. Jak w przypadku Marsa wygląda wynik tego meczu pomiędzy ludzką przemyślnością a chaosem?

Pierwszą próbę lądowania na Marsie podjęli Sowieci już w 1962 roku. Misja polegała na wysłaniu - w gruncie rzeczy - pocisku - w kierunku Marsa. Lądownik miał dotrzeć do Czerwonej Planety i rozbić się o jej powierzchnię - kontrolowane lądowanie było wtedy jeszcze nie do pomyślenia. Niestety, rakieta nośna zawiodła już na niskiej orbicie i lądownik nigdy nie opuścił pobliża Ziemi. 1:0 dla Marsa.

Kolejne próby to znowu Związek Radziecki. Tym razem przymierzano się już do kontrolowanego opuszczenia na powierzchnię Marsa. W 1971 roku wysłano dwie misje, Mars 2 i Mars 3, obie z lądownikami. Obie opuściły orbitę Ziemi i pomknęły w przestrzeń. Mars 2 doleciał do Marsa, jednak lądownik rozbił się o powierzchnię planety. Mars 3 również dotarł do celu. Jego lądownik zawierał mały łazik, który na nartach był w stanie poruszać się na kablu w bezpośredniej bliskości lądownika. Tym razem udało się wylądować, jednak 20 sekund po wylądowaniu transmisja się urwała z nieznanych przyczyn. Lądownik zdążył przekazać 70 linii pierwszego zdjęcia z powierzchni Marsa, jednak trudno powiedzieć, czy obraz przedstawia cokolwiek. Policzmy to lądowanie jako remis, mamy więc 2,5:0,5 dla Marsa.

Sowieci próbowali dalej. Dla czerwonego reżimu zdobycie Czerwonej Planety było swego rodzaju obsesją - przegrali wyścig na Księżyc, chcieli wygrać ten marsjański. W 1973 roku poleciały cztery misje, z których dwie miały w planach lądowanie. Obie dotarły na orbitę wokółmarsjańską. Z Marsem 6 utracono kontakt podczas próby lądowania, Mars 7 na skutek awarii jednego z silników w ogóle nie trafił w planetę. 4,5:0,5 dla Marsa.

Sowieci planowali kolejne ambitne misje, które nie doszły jednak do skutku. W 1973 miała wystartować misja z Marsochodem na pokładzie, na 1975 planowano misję z pobraniem próbek powierzchni i powrotem na Ziemię. Obie miały korzystać z superrakiety nośnej N1, której jednak nie udało się poprawnie skonstruować i misje odwołano.

Na scenę wkraczają Amerykanie. 20 lipca 1976 roku, w 8 lat po lądowaniu na Księżycu, Viking 1 stał się pierwszym lądownikiem, który dotarł na powierzchnię Marsa i wypełnił swoje zadanie. Po lądowaniu nadawał przez 2307 ziemskich dni. Wtedy po raz pierwszy w historii ujrzeliśmy czytelne zdjęcia, wykonane z powierzchni Czerwonej Planety. Jego bliźniak, Viking 2, wylądował 3 września 1976 roku i nadawał przez 1316 dni. 4,5:2,5 dla Marsa.

I znowu na scenę wkraczają Sowieci. W lipcu 1988 roku wysłano dwie misje, Fobos 1 i Fobos 2, które miały podjąć próby lądowania na jednym z księżyców Marsa, Fobosie. W momencie wysłania Fobos 1 był największym pojazdem międzyplanetarnym, wysłanym przez ludzkość. Podczas jego lotu przewidziano dwie korekty kursu. Podczas jednej z sesji łączności technik wprowadził błędne polecenie i w wyniku zbiegu kilku błędów stracono kontakt z misją. Fobos 2 był ostatnią sondą kosmiczną, wysłaną przez nieświętej pamięci Związek Radziecki. Wystartował kilka dni po Fobosie 1, bez przeszkód dotarł w pobliże Marsa, pokręcił się po jego podwórku, przekazując zdjęcia księżyca. Tuż przed próbą lądowania na księżycu - były dwa lądowniki, jeden stacjonarny i drugi, który miał skakać po powierzchni - utracono kontakt z sondą. 6,5:2,5 dla Marsa.

Związek Radziecki zniknął, na scenę wkracza Rosja. W 1996 roku wysyła misję Mars 96, która zawiera lądownik z wiertłem, które ma się zagłębić na 6 metrów. Wiele elementów misji wzorowano na programie Fobos. Znowu jest to największa sonda kosmiczna w historii. I znowu porażka, Zawiódł czwarty stopień rakiety nośnej, w rezultacie sonda oddzieliła się od statku na niewłaściwej orbicie, odpaliła swoje silniki i pomknęła - w kierunku Ziemi. W dużej mierze musiała spłonąć w atmosferze, jednak 200 gramów radioaktywnego plutonu 238 na pewno przetrwało i spadło na Ziemię, gdzieś na pustyniach Chile. Żadnych śladów jednak nie odnaleziono. 7,5: 2,5 dla Marsa.

Jakoś Rosjanom nie szło, a Amerykanom - i owszem . Tego samego roku w grudniu startuje misja Mars Pathfinder, która znajduje swoją drogę, dociera na miejsce, ląduje 4 lipca, w święto narodowe USA, otoczona piłeczkami poduszek powietrznych, i uwalnia łazik Sojourner, który przez kilkadziesiąt dni jeździ wte i wewte wokół lądownika. 6,5:3,5 dla Marsa.

Przychodzi czas na pierwszą amerykańską porażkę. Mars Polar Lander miał wylądować w pobliżu bieguna południowego planety. Oprócz instrumentów naukowych na pokładzie znajdowała się płytka CD z nazwiskami miliona dzieci z całej Ziemi. W grudniu 1999 roku silniki hamujące wyłączyły się zbyt szybko i sonda, wraz z milionem dziecięcych imion, zaryła z dużą prędkością w zmarzniętą powierzchnię Marsa. 7,5:3,5 dla Marsa.

Na naszej czerwonej od krwi robotów scenie pojawia się nowy gracz, Europejska Agencja Kosmiczna (ESA). Lądownik Beagle 2 (nazwany tak nie od rasy psa, lecz od statku, na którym Karol Darwin popłynął podglądać żółwie na wyspach Galapagos) był brytyjską konstrukcją, przyczepioną do europejskiego orbitera Mars Express. Kombo doleciało do Marsa, 19 grudnia 2003 roku Beagle 2 odłączył się od orbitera. Miał wylądować 25 grudnia, ale już nigdy się nie odezwał. Długo nie było wiadomo, co się stało, jednak w 2015 znaleziono lądownik na zdjęciach sondy Mars Reconaissance Orbiter, która wykonuje zdjęcia powierzchni planety. Analiza zdjęć sugeruje, że Beagle-2 wylądował poprawnie, jednak doszło do awarii podczas rozkładania paneli słonecznych. Policzę to jako połowiczny sukces. 7:4 dla Marsa.

No i dotarliśmy do największych osiągnięć ludzkości (czytaj: Amerykanów) w podboju Marsa. Rok 2004 i na Marsie lądują dwa łaziki: Spirit i Opportunity. Jeżdżą po planecie jak głupie: Spirit przez 2269 ziemskich dni, Opportunity przez ponad 5000 dni. W tym roku, w związku z dużymi burzami pyłowymi na powierzchni Marsa, 12 czerwca Opportunity przeszedł w stan hibernacji. Niestety, nie odzyskano już z nim łączności. 7:6 dla Marsa.

W 2008 roku amerykański Phoenix wylądował poprawnie, wyrównując mecz na 7:7. Było to pierwsze udane lądowanie w rejonie polarnym. Lądownik pracował przez 157 marsjańskich dni, dopóki nie pokonała go zima. Po raz pierwszy remis, 7:7!

Pamiętacie jeszcze Rosjan? Znowu wkraczają do gry. W listopadzie 2011 roku startuje misja Fobos-Grunt, której celem jest lądowanie na Fobosie i powrót z próbkami. Trudno powiedzieć, co dokładnie poszło źle, sonda opuściła Ziemię, ale nie doszło do odpalenia silników, które miały skierować ją w głąb kosmosu. Po wielu próbach komunikacji sonda spadła do Pacyfiku. Rosjanie pierwotnie sugerowali, że niepowodzenie misji było spowodowane sabotażem państw zachodnich, ostatecznie zrzucono winę na błąd w oprogramowaniu. Prawdopodobnie jednak przyczyną był splot typowych dla Rosjan czynników: słabej kontroli jakości, niedostatecznych procedur testujących, wszechobecnej korupcji. Mars ponownie wychodzi na prowadzenie - 8:7.

No i czas na kolejny ogromny sukces, 2012 rok i lądowanie łazika Curiosity. Łazik działa do dziś, po powierzchni Marsa przejechał już prawie 20 km. Jest znowu remis, 8:8.

Rok 2016 i druga przymiarka Europy. Skonstruowany głównie przez Włochów lądownik Schiaparelli podjął próbę lądowania w październiku 2016 roku. Przez jakiś czas wszystko szło gładko, aż zawiódł jeden z czujników, który zaraportował, że lądownik znajduje się pod powierzchnią Marsa. Nastąpiło odpalenie spadochronu i silników hamujących już w sekwencji przyziemienia, zamiast spowolnienia opadania na powierzchnię. Następnie silniki wyłączyły się w przekonaniu, że zakończono pomyślnie manewr lądowania. Lądownik spadł z wysokości prawie 4 km, rozbijając się o powierzchnię z prędkością ponad 500 km/h. 9:8 dla Marsa.
No i jutro, znowu NASA. Wyrównamy? Ciekaw jestem, czy ktokolwiek przeczyta to do końca :-)

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Venetia Burney

Dziś poczytałem sobie trochę o Venetii Burney. Kiedy miała 12 lat, w 1930 roku, jej dziadek, Falconer Madan, który był bibliotekarzem na uniwersytecie w Oksfordzie, przeczytał w gazecie o odkryciu przez Clyde'a Tombaugh nowej planety, i o tym, że astronomowie szukają dla niej nazwy. Opowiedział o artykule swojej wnuczce, a Venetia zaproponowała nazwę "Pluton", gdyż, jak powiedziała, był to rzymski bóg podziemnego świata, który, gdy chciał, mógł stać się niewidzialnym - co pasowało do nowoodkrytej planety, której długo nie można było znaleźć.

Dziadek uznał pomysł małej Venetii za bardzo trafiony. Poinformował o nim swojego kolegę, astronoma Herberta Turnera, który przesłał sugestię do Flagstaff w Arizonie, gdzie dokonano odkrycia. Clyde'owi Tombaugh nazwa bardzo się spodobała, zwłaszcza że słowo "Pluton" rozpoczynało się od liter PL, które były inicjałami Percivala Lowella, założyciela i fundatora obserwatorium we Flagstaff, człowieka, który na podstawie analizy perturbacji orbity Neptuna wyliczył prawdopodobne położenie dziewiątej planety.

Ta koincydencja przydała się zresztą, gdy wdowa po Percivalu Lowellu, Konstancja, stwierdziła, że planeta powinna nosić jej imię, ponieważ tak jej obiecał zmarły mąż. Fakt, że dla nowej planety wymyślono nazwę, noszącą inicjały jej męża, oraz to, że symbol graficzny nowej planety również składał się z liter P i L, ułagodziły ją na tyle, że zaakceptowała nazwę.

Ciekawostką jest również, że brat dziadka Venetii, Henry Madan, który nauczał nauk przyrodniczych w znanej szkole średniej w Eton, był autorem nazw obu księżyców Marsa - Fobosa i Dejmosa.

Na cześć dziewczynki jeden z kraterów na powierzchni Plutona, sfotografowany przez sondę New Horizons, nazwano kraterem Burney.

Zamiast ziemniaka - zdjęcie Venetii w wieku 11 lat:

poniedziałek, 14 maja 2012

Paweł Adamowicz im. Lenina

Prezydent Gdańska, pan Paweł Adamowicz, podjął decyzję o powrocie słów "im. Lenina" pod napisem "Stocznia Gdańska" na bramie wejściowej nr 2 do dawnej Stoczni, gdzie podczas strajku w sierpniu 1980 r. rodziła się "Solidarność" i wolna Polska. Uczynił to wbrew wielu protestom, argumentując swoją decyzję dbałością o zgodność z historycznymi realiami.

Podobno obecnie pracuje nad projektem ubrania pracowników muzeum KL Stutthof w stroje SS - żeby wszystko było zgodne z historią.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Prezydencki mankament

- Lech Kaczyński miał pewną ułomność: w porównaniu ze wszystkimi prezydentami po 1989 roku nigdy nie został zarejestrowany jako współpracownik przez komunistyczną tajną policję - powiedział w "Kropce nad i" prof. Andrzej Zybertowicz.

wtorek, 20 marca 2012

Lista moich krewnych - ofiar komunizmu

Poniżej lista moich krewnych, których w czasie II wojny światowej Sowieci deportowali z ich domów za krąg polarny - wszystkie te osoby to ciocie, wujkowie, stryjowie, dziadek, babcia, kuzyni i kuzynki mojego taty. Nie wszyscy przeżyli, niektórzy zmarli podczas wywózki, inni już na miejscu zesłania. Gdy generał Anders zaczął tworzyć polską armię w ZSRS, udali się tam. Potem znowu - niektórzy zmarli z wycieńczenia i chorób podczas wyjścia armii do Iranu, inni przeżyli, przeszli z armią jej szlak bojowy. Ich potomkowie żyją do dziś w Wielkiej Brytanii i Kanadzie.


  • Pióro Adam syn Kazimierza
Urodził się w 1931 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Albina córka Antoniego
Urodziła się w 1941 r., obwód archangielski, rejon rowdziński, Jeglec; Polacy; Zamieszkała: Urodziła się w miejscu zsyłki.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 20.03.41, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniona ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Alfred syn Józefa
Urodził się w 1935 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 24.02.40, rejon Wielski, Jekodym

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Anastazja córka Michała
Urodziła się w 1910 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 22.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniona ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Antoni syn Franciszka
Urodził się w 1909 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 22.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniony ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Wiktoria córka Kazimierza
Urodziła się w 1936 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Władysław syn Józefa
Urodził się w 1936 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 24.02.40, rejon Wielski, Jekodym

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Władysława córka Stanisława
Urodziła się w 1927 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Wykształcenie 3 klasy; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Zygmunt syn Kazimierza
Urodził się w 1929 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Zofia córka Kazimierza
Urodziła się w 1938 г. Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki. Zmarła 21.03.40

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Jan syn Antoniego
Urodził się w 1939 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; niepiśmienny; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 22.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zmarł 13.03.40

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Józef syn Franciszka
Urodził się w 1904 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 24.02.40, rejon Wielski, Jekodym

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Kazimierz syn Franciszka
Urodził się w 1919 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniony ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Kazimiera córka Stanisława
Urodziła się w 1924 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie 6 klas; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Kazimierz syn Jana
Urodził się w 1898 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Krystyna córka Kazimierza
Urodziła się w 1935 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Zamieszkałyа: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Marian syn Kazimierza
Urodził się w 1932 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Rozalia córka Michała
Urodziła się w 1899 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkałyа: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Stanisław syn Jana
Urodził się w 1900 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Stanisław syn Franciszka
Urodził się w 1911 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniony ze zsyłki na skutek amnestii 03.10.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Stanisława córka Michała
Urodziła się w 1916 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 24.02.40, rejon Wielski, Jekodym

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Stefania córka Piotra
Urodziła się w 1919 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniona ze zsyłki na skutek amnestii 03.10.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Teresa córka Wojciecha
Urodziła się w 1902 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Tomek syn Franciszka
Urodził się w 1913 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniony ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Franciszek syn Wojciecha
Urodził się w 1873 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zmarł 09.01.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Franciszek syn Franciszka
Urodził się w 1923 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkały: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniony ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Franciszka córka Kospsztaka
Urodziła się w 1879 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniona ze zsyłki na skutek amnestii 05.09.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Joanna córka Stanisława
Urodziła się w 1939 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz; Polacy; wykształcenie niższe; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Romasz.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 29.02.40, rejon rowdziński, Jeglec. Zwolniona ze zsyłki na skutek amnestii 03.10.41

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Józefa córka Stanisława
Urodziła się w 1930 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie 2 klasy; Zamieszkała: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"
  • Pióro Janina córka Stanisława
Urodziła się w 1925 r., woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka; Polacy; wykształcenie 5 klas; Zamieszkałyа: woj. lwowskie, pow. sokalski, Walawka.
Wyrok: Zesłanie do obwodu archangielskiego 01.03.40, rejon Ustiański, Rżawki

Źródło: Baza danych "Polscy przesiedleńcy specjalni do obwodu archangielskiego"

niedziela, 18 grudnia 2011

Geremek a sprawa polska

Ostatnio znowu wypłynęło nazwisko Bronisława Geremka. W swoim programie telewizyjnym Jan Pospieszalski zaprezentował film dokumentalny Grzegorza Brauna, w którym ten omawia znalezioną w archiwach Stasi (komunistyczna służba, niszcząca opozycję w NRD) i przechowywaną w Instytucie Gaucka (niemiecka instytucja, dokumentująca zbrodnie komunizmu w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej) notatkę ze spotkania Bronisława Geremka (wtedy doradcy Solidarności) i Stanisława Cioska (wtedy odpowiedzialnemu w polskiej partii komunistycznej za sprawy związkowe) w 1981 roku. Według tej notatki Bronisław Geremek zdradził ruch Solidarności. Spotkanie miało miejsce przed wprowadzeniem stanu wojennego. Geremek mówił Cioskowi o korzyściach z rozwiązania siłowego. Według Geremka, "po siło­wej kon­frontacji z wła­dzą Solidarność mogłaby powstać na nowo, jako rze­czy­wi­sty zwią­zek zawo­dowy, bez Matki Boskiej w kla­pie, bez pro­gramu gdań­skiego, bez poli­tycz­nego obli­cza i ambi­cji się­ga­nia po władzę".
Najbardziej rozśmieszyła mnie reakcja pana Andrzeja Celińskiego, kiedyś związanego z Solidarnością, a potem członka partii postkomunistycznej. Według niego, nie można złego słowa powiedzieć o Geremku, bo dostał Order Orła Białego.
Do Geremka mam sporo żalu - to on był jednym z tych, którzy usankcjonowali ugodę z komunistami w 1989 roku. Na skutek tej ugody rozkradziono mnóstwo majątku narodowego. Chichotem losu jest fakt, że Bronisław Geremek zginął w wypadku samochodowym na nieistniejącej autostradzie A2, które nie powstała między innymi na skutek takiego właśnie urządzenia Polski po upadku komunizmu. Nie podobało mi się również posługiwanie się przez niego bezprawnie tytułem profesora. Unia Wolności, której był prominentnym działaczem, a potem przewodniczącym, współrządziła Polską razem z Akcją Wyborczą Solidarność w latach 1997-2000 - były to lata zmarnowanych zamierzeń, które tak rozczarowały Polaków, że w kończących kadencję parlamentu wyborach żadna z tych partii nie przekroczyła progu wyborczego, co było ewenementem w skali Polski, ale chyba i świata - nieczęsto się zdarza - ja nie pamiętam takiego wypadku - by żadna z rządzących partii w demokratycznym państwie po wyborach nie weszła nawet do parlamentu.
Smutne, że nawet dziś próbuje się kneblować ludziom usta i tworzyć tematu tabu, na które rozmawiać nie wolno. Pocieszające jest to, że ludzie, którzy próbują to robić, to raczej starsze pokolenie, które schodzi coraz wyraźniej ze sceny politycznej.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Pytanie Prokopa do Hołowni

Prokop i Hołownia wydali niedawno książkę pt. "Bóg, kasa i rock'n'roll". Książki nie czytałem, ale widziałem jakieś jej fragmenty. W jednym z nich Prokop pyta Hołownię, dlaczego Chrystus przyszedł na świat wtedy, a nie później.

Nie wiem, jak Hołownia na to pytanie odpowiedział, ale sam zadałem je sobie wiele lat temu i znalazłem następującą odpowiedź: Bogu zależy na tym, by jak największa liczba ludzi do niego trafiła. Człowiek ma przeczucie dobra i zła, bo został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, dlatego i bez Objawienia, słuchając swojego sumienia, do Boga trafi. Jednak kierowanie się Objawieniem tę drogę upraszcza i ułatwia. Czy Chrystus mógł przyjść wcześniej? Raczej nie - jego nauki trafiłyby do wąskiego grona odbiorców i byłyby tam kultywowane, nie miałyby szans rozejść się po całym świecie. Imperium rzymskie i Pax Romana oraz późniejsza ekspansja kultury zachodniej na cały świat dały pierwszą szansę na upowszechnienie się tej nauki na całej Ziemi.

W skrócie odpowiedź jest więc taka - gdyby Chrystus przyszedł wcześniej, prawie nikt o jego naukach nie usłyszałby. Gdyby przyszedł później, o jego naukach nie usłyszeliby ci, którzy zmarli przed jego przyjściem. Z punktu widzenia "ekonomii zbawienia" moment jego przyjścia na Ziemię był optymalny.

Tyle na ten temat. Ciekawym tematem pobocznym jest zagadnienie - dlaczego w Palestynie? Ale to temat na osobny artykuł - lub, czytelniku, potraktuj to jako zadanie domowe.

czwartek, 20 października 2011

Książka przeczytana: David Bodanis - E=mc2

David Bodanis we wstępie pisze, że często spotyka się z sytuacją, gdy ludzie twierdzą, że nie rozumieją, o co w tym równaniu chodzi. Wyjaśnienie równania nie jest według autora rzeczą trudną, i podejmuje się tego w książce dokonać. Niestety, robi to gorzej, niż wielu innych. Samo fizyczne znaczenie równania jest w książce zrobione kiepsko i jako osoba, która chce w sposób przystępny przedstawić problemy współczesnej fizyki Bodanis ponosi klęskę.

Jest za to uzdolnionym popularyzatorem historii nauki. W książce można znaleźć mnóstwo bardzo smakowitych faktów. Książka jest też wyjątkowo bogato wyposażona w przypisy, gdzie autor stara się podawać źródła przytaczanych informacji.

Niestety, jest to kolejna książka, gdzie autor nie potrafi - albo nie chce - spojrzeć z dystansu na zagadnienia światopoglądowe i przemyca w opisywanych wydarzeniach swoje widzenie świata. Takie nastawienie zraża mnie do książki momentalnie - to samo czułem, czytając Dawkinsa, gdzie dosyć szybko dobrego naukowca wyparł doktryner.

czwartek, 28 lipca 2011

Polecam: Waldemar Łysiak w "Uważam Rze"

W ostatnim numerze "Uważam Rze" w swoim felietonie Waldemar Łysiak opisuje historię czeskiego komunisty, Juliusza Fuczika. Niesamowita sprawa - gorąco polecam!

wtorek, 14 czerwca 2011

Rosjanie z honorami wojskowymi pochowali mordercę i gwałciciela

W zeszłym tygodniu w Moskwie zamordowano Jurija Budanowa, byłego dowódcę pułku czołgów w wojnie czeczeńskiej. Był pierwszym rosyjskim oficerem, skazanym za zbrodnie wojenne w Czeczenii. Udowodniono mu porwanie, zgwałcenie i zamordowanie 18-letniej Czeczenki, Elzy Kungajewej. Został za to w 2003 roku skazany na degradację, pozbawienie odznaczeń i 10 lat łagru. Wyszedł na wolność przedterminowo w styczniu 2009 roku. Został zastrzelony sześcioma strzałami w głowę przez nieznanych sprawców. Pochowano go z wojskowymi honorami - kompania honorowa oddała trzy salwy, nad trumną powiewała wojskowa flaga przepasana kirem. W pogrzebie udział wzięło ok. 500 osób, w tym Władimir Żyrinowski, który zapowiedział podjęcie starań o rehabilitację Budanowa i nadanie jego imienia ulicy w Moskwie.

piątek, 10 czerwca 2011

Książka przeczytana: Vittorio Messori - Znak dla niewierzących.

"Zatem, drodzy katolicy, ograniczymy się do przypomnienia wam pewnej obiektywnej prawdy: do tej pory nie zdarzył się >>cud<<, który mógłby być zaobserwowany przez wiarygodnych świadków i stwierdzony z całą pewnością" - Ernest Renan

"Żaden wierzący nie byłby tak naiwny, żeby przyzywać Bożej interwencji, która miałaby sprawić, że odrośnie odcięta noga. Taki cud, który skądinąd byłby przekonujący, nigdy nie został stwierdzony. I możemy śmiało przewidzieć, że nigdy stwierdzony nie zostanie" - Felix Michaud

"Widzę wiele lasek i kul, ale nie widzę żadnej drewnianej nogi" - Emil Zola w Lourdes

"Przeglądając spis tak zwanych cudownych uzdrowień, nigdzie nie stwierdziłem, aby wiara spowodowała odrośnięcie amputowanej kończyny" - Jean Martin Charcot o Lourdes

"Nawet najbardziej niewykształceni zwolennicy tezy o możliwości cudownych interwencji boskich nie ośmielają się już prosić o >>cuda<<, które byłyby naprawdę >>nadprzyrodzone<<, jak na przykład odrośnięcie amputowanych nóg czy rąk" - Ambrogio Donini

Vittorio Messori, znany włoski dziennikarz, w tej książce opisuje cud, który miał miejsce w 1640 roku w wiosce Calanda w Hiszpanii. Chłopcu, który stracił nogę, została ona cudownie przywrócona. Cud ten jest udokumentowany w sposób wręcz porażający. Pokazuje też, że cytowani wyżej antykatolicy nie odrobili swojej lekcji - nieistotne, że są ateistami - skoro uciekają się do stwierdzeń kategorycznych, powinni ich wypowiedzenie poprzedzić w miarę starannym rozeznaniem.

Nie będę psuł Wam zabawy szczegółami. Książka jest fenomenalna, i może - oprócz samej otoczki wokół relacjonowanego wydarzenia - dostarczyć Wam dużo informacji o historii Hiszpanii. A jeżeli spodoba się Wam sposób narracji Messoriego, to zachęcam gorąco do przeczytania "Czarnych kart Kościoła" tegoż autora.

czwartek, 2 czerwca 2011

Książka przeczytana: Michał Heller - Filozofia przyrody. Zarys historyczny


Księdza profesora bardzo cenię za "Ewolucję kosmosu i kosmologii" - to książka z moich młodzieńczych lat, na pewno przyczyniła się do tego, że poszedłem na astronomię.
"Filozofia przyrody" nie spodobała mi się. Jestem osobą, która zna fizykę współczesną i zna dobrze matematyczne metody tej fizyki - na tyle dobrze, że byłem w stanie wyprowadzać wszystkie podstawowe jej wzory, związane z mechaniką kwantową, szczególną teoria względności czy elektrodynamiką klasyczną lub termodynamiką statystyczną, a elektrodynamikę relatywistyczną byłem w stanie zrozumieć. Ksiądz Heller napisał książkę, która w znakomitej większości mogłaby się ukazać pod koniec XIX wieku. I nie chodzi tu tylko o postęp fizyki, ale również o postęp w historii nauki. Drażni mnie kilka rzeczy:
1. Sprowadzanie filozofii przyrody do poglądów filozofów przyrody - często fizycy mają na ten temat więcej do powiedzenia, niż filozofowie, i mówią rzeczy mądrzejsze, choć nie tak wysublimowanym językiem. Z książki dowiedziałem się, co o naukach przyrodniczych sądził Popper (a ile z jego poglądów już się zdezaktualizowało!), a nie znalazłem słowa o poglądach Nielsa Bohra czy Wernera Heisenberga (a to, co oni wnieśli do nauki, jest aktualne do dziś).
2. Traktowanie filozofii starożytnej jako sprowadzającej się do Platona i Arystotelesa, z ich całą naiwnością naukową - w całej książce nie ma ANI JEDNEGO SŁOWA o Archimedesie, Arystarch pojawił się w przypisie autorstwa współautorki. Brak wzmianki o Hipparchosie, który znacznie udoskonalił dokonania Arystarcha - wątpię, by ksiądz profesor o Hipparchosie nie słyszał. Brak także jakichkolwiek uwag o takich postaciach, jak Ktesibios, Herofilos czy Chryzyp - śmiem przypuszczać, że są to postacie zupełnie księdzu profesorowi nieznane. Tymczasem refleksja nad Chryzypem pozwoliłaby rozwinąć bardzo ciekawy wątek metajęzyka filozofii.

Jaki sens jest w poświęceniu rozdziału filozofom romantycznym, a pominięciu filozofów pozytywistycznych i neopozytywistycznych? Decydowała chyba bliskość patrzenia na świat.
Po co komu wypociny Whiteheada? Czy nie większym pożytkiem byłoby zreferować poglądy Macha lub Diraca?

Dla mnie filozofowie przyrody przynieśli światu więcej szkody niż pożytku. Zastanawiałem się nad każdym z nich i coś mi się zdaje, że trudno byłoby znaleźć wyjątek. Nawet wpływ Platona i Arystotelesa na rozwój nauk ścisłych oceniam negatywnie. A to, co zrobił Hegel, to gorsze od bomby atomowej.

Aha, i jeszcze jedna uwaga. Co to za pytania o "matematyczność świata"? Kiedy w latach trzydziestych dwudziestego wieku pytano różnych wielkich fizyków o to, czy wierzą w Boga, Heisenberg odpowiedział nie wprost, że to nie może być przypadek, że świat jest tak bardzo matematyczny. Wiedział, co mówi, bo sam zetknął się z gotowym od dziesiątków lat działem matematyki, jakim był rachunek macierzowy, który nagle okazał się idealnym narzędziem do opisu fizyki kwantowej. Jednak twierdzenia Goedla, o których zresztą ksiądz profesor w swojej książce wspomina (ich znaczenie w filozofii przyrody zasługuje na znacznie więcej uwagi) rzuciły zupełnie inne światło na ten problem. Pytanie "dlaczego świat jest matematyczny" przypomina teraz pytanie "dlaczego plastelina pasuje kształtem do każdego przedmiotu". Obecnie pytanie to powinno brzmieć: "Dlaczego świat jest logiczny?"

OK, jeszcze jedno. Większość odkryć współczesnej fizyki i wiele poprzednich to dokonania młodych, czasami bardzo młodych ludzi. Możnaby rzec, że to dlatego, że umysły są wtedy najbardziej kreatywne. A ja powiem, że również i dlatego, że ci ludzie nie wiedzieli wtedy jeszcze o bzdurach wygadywanych przez filozofów przyrody. Heisenberg z pism filozofów przyrody poznał Timaiosa - i wystarczyło, i to nie dlatego, że uwierzył w przedstawioną tam wizję świata, tylko że była to dobra gimnastyka dla umysłu.

Jeżeli jesteś stary i dokonanie odkryć naukowych już tobie nie grozi, albo jesteś na to za głupi, to lektura "Filozofii przyrody" może być ciekawym doznaniem. Jeżeli jednak fascynują Cię nauki ścisłe i masz potencjał, to wystrzegaj się tej książki jak diabeł święconej wody! Lepiej sięgnij po Feynmana, Macha, Diraca, Heisenberga. Albo po "Ewolucję kosmosu i kosmologii" Hellera.

sobota, 16 kwietnia 2011

Książka przeczytana: Marcin Wolski - Cud nad Wisłą

Diabeł zakłada się z aniołem i w 1989 roku na rok Polska zostaje oddana pod opiekę temu ostatniemu. Po roku diabeł wraca...

Pisane, jak to u Wolskiego, lekkim piórem o poważnych sprawach. Dużo wspomnień wraca, przychodzi też refleksja, co by było, gdyby...

Książka, jak "Pan Tadeusz", posegregowana jest w rozdziały, i ich tytuły nawiązują do mickiewiczowskiej epopei, i akcja też - Polska jakby wyjęta poza "nieszczęścia, które pognębić ją miały" - nad Ojczyzną świeci słońce i cieszymy się nim, chociaż wiadomo, że chmury już się zbierają.

Bardzo spodobał mi się w książce wątek niechcianego poczętego dziecka.

Zakończenie też bardzo dobre, pasujące do klimatu powieści.

Polecam.

piątek, 15 kwietnia 2011

I u sto godina - Ante Gotovina!

Dziś haski trybunał ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii skazał generała Ante Gotovinę na 24 lata więzienia za zbrodnie, popełnione w czasie operacji "Burza" w lecie 1995 roku.

Ante Gotovina miał ciekawe życie. Jako szesnastolatek opuścił dom i został marynarzem, potem służył w Legii Cudzoziemskiej, walczył w Zairze i Dżibuti. Gdy rozpadał się blok sowiecki Chorwacja, jako druga była jugosłowiańska republika po Słowenii, ogłosiła niepodległość. Młode państwo zostało zaatakowane przez armię serbską. Obroniło swoją państwowość, lecz utraciło 1/3 swojego terytorium, a zabytkowy Dubrownik został zniszczony ciężkim i długotrwałym ostrzałem artyleryjskim.

W 1995 roku armia chorwacka, dowodzona przez gen. Ante Gotovinę, spektakularnym atakiem w ciągu kilkudziesięciu godzin odzyskała wszystkie tereny, okupowane przez armię serbską.

Generał Ante Gotovina i kilku jego współpracowników zostali oskarżeni przez Serbów o ludobójstwo ludności serbskiej, zamieszkującej odbite terytorium. Trybunał haski uznał go winnym śmierci 324. i wypędzenia 90 tys. serbskich cywilów.

Przypomnę, że agresorem w tej wojnie była armia serbska. Działania wojenne toczyły się na terytorium chorwackim - taki był status tych ziem w Jugosławii i tak w chwili walk postrzegała te ziemie opinia międzynarodowa (w tym Polska). Nie atakowano Serbii.

Dowódcą wojsk serbskich był gen. Ratko Mladić, odpowiedzialny za zamordowanie 8 tys. mężczyzn i chłopców w obozie uchodźców w Srebrnicy (też poza granicami Serbii) - do dziś przebywający na wolności.

Sami zważcie i osądźcie. Dla Chorwatów Ante Gotovina to największy bohater ich wojny o niepodległość.

Dla Serbów śmierć tych 324 ludzi to ludobójstwo, a generał Gotovina to zbrodniarz.

A dla wielu polskich polityków ponad 20 tys. zabitych w Katyniu i miliony wypędzonych (w tym i moja rodzina) przez Rosjan Polaków to zbyt mało by mówić o ludobójstwie, prawda, panie Nałęcz, pani Torańska?

sobota, 19 marca 2011

Książka przeczytana: Jacek Komuda - Bohun

Kolejna pozycja, po Pilipiukach i Grzędowiczach, wydana przez "fabrykę słów". Powieść historyczna z czasów Chmielnickiego.

Cóż o tej książce powiedzieć? Wrażanie subiektywne - czytało mi się ją bardzo dobrze. Lubię historię, lubię też beletrystykę historyczną, bo to jednocześnie i fikcja literacka, i wartości poznawcze.

Widać, że Jacek Komuda kocha ten kraj, w którym przyszło mu się urodzić i mieszkać. Kocha go świadomie. Skąd bierze się taka świadomość? Na pewno jedną z dróg jest znajomość historii. W moim przypadku momentem przełomowym była lektura "Polski Piastów" Pawła Jasienicy w drugiej klasie liceum - nasza pani od historii w 1984 roku zrobiła z tej fenomenalnej pozycji lekturę obowiązkową. Sięgnąłem po książkę jako zdeklarowany kosmopolita, a skończyłem ją jako patriota. "Czcij ojca swego i matkę swoją" oznacza również cześć wobec wszystkich swoich przodków, którzy przez pokolenia tworzyli ten kraj, czasami - a w przypadku Polski spokojnie można powiedzieć - często - w sposób heroiczny rezygnując z dobra własnego dla dobra wspólnego.

czwartek, 24 lutego 2011

Nowa Jerozolima

No muszę o tym napisać. Arabska wiosna ludów i niepokój w Izraelu. Siedem milionów Żydów otoczonych kilkusetmilionowym morzem Arabów. Jak to może przetrwać? Dopóki utrzymywało się podziały pomiędzy państwami arabskimi i kontrolowało elity, to jakoś szło. Jak będzie teraz?

Wiele lat temu przyszedł mi do głowy pewien pomysł, który odżywa teraz. Jeszcze sto lat temu Żydzi nie mieli swojego państwa. Wspomnienia po Palestynie były stare i mgliste. Wydawało się, że taki już ich los - tułanie się po świecie. Wtedy rozwiązanie, które chcę tu opisać, byłoby dla nich łatwiejsze do zaakceptowania. A teraz?

Pomyślcie o czymś takim - przeniesienie Haaretz Izrael na teren Obłasti Kaliningradzkiej.

Pierwsza sprawa - podobny obszar. Państwo Izrael to 22 tys. km kw., Obwód Kaliningradzki - 15 tys. km kw. Druga sprawa - tutaj, na terytorium Niemiec, Polski, Rosji, żyła jeszcze kilkadziesiąt lat temu większość Żydów.

Ten teren jest w tej chwili właściwie niczyj - przed II wojną światową należał do Niemiec, i gdyby teraz stał się terytorium Izraela, to byłoby to historyczne zadośćuczynienie.

Dla Polski - ja mam do granicy z Obwodem półtorej godziny jazdy samochodem. I wiem, że to jest granica martwa. To wielki obszar o znaczeniu wojskowym, a nie normalne państwo. Gdybyśmy graniczyli z Państwem Izrael, to byłaby to normalna granica pomiędzy normalnymi państwami, z wymianą handlową i turystyczną - z pożytkiem dla nas i dla nich.

Czy Rosja zgodziłaby się oddać ten teren? Obszar ten nie jest terenem etnicznie rosyjskim. W pewnym sensie i dla Rosji jest to terytorium kłopotliwe ze względu na brak połączenia lądowego z resztą kraju i otoczenie enklawy państwami UE i NATO. Dostęp do Bałtyku Rosja i tak zachowa. Musiałaby oczywiście dostać coś w zamian, ale myślę, że Amerykanie już coś wymyśliliby. Ile muszą płacić rocznie za utrzymanie bezpieczeństwa Izraela? Możnaby rozwiązać problem Kuryli...

A Izrael? Zyskałby przyjazne sąsiedztwo Polski i Litwy. Stałby się członkiem Unii Europejskiej i NATO.

Znacznie zmniejszyłoby się też napięcie na Bliskim Wschodzie, na czym zyskałby cały świat.

Tylko co z tamtymi ziemiami, z nostalgią za ziemią obiecaną Abramowi? Trzeba byłoby się z tym pogodzić - tak jak wiele innych narodów, które utraciły część terytoriów, stanowiących ich historyczne dziedzictwo. I zacząć budować nową Jerozolimę w Królewcu. Ścianę Płaczu można byłoby przenieść kamień po kamieniu i uczynić z niej ścianę nowej Świątyni.

Pomysł może wydawać się głupi, lecz niewykluczone, że za jakiś czas, gdy naprzeciw siebie staną uzbrojona w głowice nuklearne armia żydowska i wielomilionowa armia zjednoczonych państw arabskich - będzie już za późno na najgłupsze nawet pomysły.

piątek, 18 lutego 2011

Mienie poniemieckie

W medialnie nagłośnionej i przez media prowadzonej ostatnio dyskusji pomiędzy ks. infułatem Bogdanowiczem a Panią Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie na temat tego, do kogo należą elementy wystroju Bazyliki NMP w Gdańsku padło stwierdzenie, którego nikt nie zanegował - a przynajmniej nie tak, jak chyba powinno być ono zanegowane. Padł (ze strony MN) argument o mieniu poniemieckim. A skąd idea, że mienie z kościoła w Gdańsku to mienie poniemieckie? Przecież przed II wojną światową istniało Wolne Miasto Gdańsk, które nie było częścią Rzeszy Niemieckiej. A jego aneksji we wrześniu 1939 roku państwo polskie przecież nie uznało. Mienie gdańskie nie powinno więc być postrzegane jako mienie poniemieckie.

środa, 9 lutego 2011

Eugenika

Wczoraj wieczorem na TVP Historia obejrzałem program o eugenice. Słowo pochodzi od greckiego eugenes, co oznacza "dobrze urodzony".

Eugenika stała się głośna dzięki Hitlerowi, ale nie on ją wymyślił. Podstawy teorii wyłożył w swoich pismach kuzyn Karola Darwina, Francis Galton. Z grubsza chodziło o ekstrapolację wniosków, płynących z opracowanej przez słynnego kuzyna teorii ewolucji. Chodziło z grubsza o takie krzyżowanie ludzi, by z pokolenia na pokolenie otrzymywać coraz bardziej wartościowe osobniki - tylko jak zdefiniować WARTOŚĆ człowieka?!?!

Ale zwolennicy wiedzieli, jak. Mnie - do momentu obejrzenia tego programu - eugenika kojarzyła się z nazistami właśnie. Tymczasem ze zdumieniem dowiedziałem się, że była bardzo popularna przed II wojną światową. W Wlk. Brytanii jej zwolennikami byli m. in. John Maynard Keynes, George Bernard Shaw oraz Winston Churchill. Spotkałem również informacje o tym, że była bliska HG Wellsowi - pewne nutki może i były w jego "Historii świata", za to według mnie wymowa "Wehikułu czasu" raczej temu przeczy.

A w Stanach Zjednoczonych (to był główny temat programu)? Programy eugeniczne w tym kraju były zakrojone na dużą skalę i w dużej mierze zainspirowały Hitlera. Wykładano ją na uniwersytetach, finansowały ją największe organizacje dobroczynne. Wiele stanów wprowadziło do swoich systemów prawnych ustawy eugeniczne. Zakazywano małżeństw z osobami o gorszych genach, stosowano przymusową sterylizację. Zakazano wpuszczać na teren USA osoby niepiśmienne - brak umiejętności pisania miał świadczyć o przynależności do gorszej jakościowo części ludzkości. tak postrzegano imigrantów ze wschodniej i południowej Europy - być może "Polish jokes" są pozostałością po tamtych światłych czasach?

Pierwszą przymusową sterylizację na świecie wprowadziła Indiana w 1907 roku. Wkrótce prawo obowiązywało w 30 stanach. Wysterylizowano ogółem ponad 64 tys. osób.

Innym pomysłem była eutanazja - i to nie tylko osób starszych, lecz wszystkich, którzy wydawali się być genetycznie gorsi. Carnegie Institute w swoich raportach zalecał stosowanie komór gazowych w tym celu. W Lincoln, Illinois, podawano ludziom mleko zarażone gruźlicą. Przeprowadzano konkursy na najlepsze rasowo dzieci i rodziny.

To był jakiś koszmar - kolejny koszmar, będący pokłosiem zapału pół-inteligentów, którzy coś tam przyswoili z teorii naukowych, nie rozumiejąc w pełni ani ich sensu, ani teoretycznego charakteru. Historia najnowsza pełna jest działań takich mądrych idiotów: Oświecenie z kulminacją w postaci terroru rewolucji francuskiej, komunizm i socjalizm ze zbrodniami bolszewizmu, faszyzmu czy Pol-Pota. Cierpienia milionów istot ludzkich - bo ktoś wiedział lepiej, co jest prawdą. Nauka jako opium dla ludu.