Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 czerwca 2012

Książka przeczytana: Rafał Ziemkiewicz - Zgred


Wiekowo jesteśmy z Ziemkiewiczem blisko, cztery lata różnicy, więc trochę tych doświadczeń i spojrzenia na świat się dzieli, choć są i dosyć ważne różnice. Bardzo ta książka osobista, nie pierwsza, którą czytałem, z katastrofą smoleńską w tle, ale dobra. Sama katastrofa zamyka akcję, a książka jest opisem polskiego świata przed. Ciekawa dokumentacja tamtych czasów, za jakiś czas będzie to cenny dokument, jak wyglądała wtedy Polska. Czy coś się zmieniło? Trudno to ocenić. To tak, jak ze śmiercią Papieża - są efekty, ale najważniejszy wpływ to ten podskórny, którego nijak nie uwidzisz.

Czy polska polityka zmieniła się na lepsze? Nie wydaje mi się - opis choroby, kreślony przez RAZa, jest i dziś aktualny - po tragicznej śmierci Prezydenta żadne opamiętanie nie przyszło.

sobota, 21 kwietnia 2012

Premier a znajomość Konstytucji RP

Podczas wczorajszej konferencji prasowej Donald Tusk próbował przekonać dziennikarzy o tym, że nie jest winny rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta RP w Katyniu w kwietniu 2010 roku. Premier powiedział:
"[Nasza współpraca była trudna] – Między innymi dlatego, że nasi partnerzy nie respektowali konstytucyjnego zapisu, zgodnie z którym o polityce zagranicznej decyduje w Polsce rząd, a prezydent powinien wykonywać i reprezentować stanowisko rządu"
  Sięgnąłem do Konstytucji - artykuł 133 pkt. 3 mówi, że:
"Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem."
Czy Wy również, jak Donald Tusk, nie widzicie różnicy pomiędzy "wykonywać stanowisko" a "współdziałać"? Przecież to różnica podobna do różnic pomiędzy słowami "niewolnik" i "człowiek wolny" czy "podwładny" i "partner". Czy premier RP nie zna konstytucji, czy też nie potrafi czytać ze zrozumieniem?

Z wypowiedzi Donalda Tuska wynika jeszcze jedna sprawa - nie chce w sprawie katastrofy smoleńskiej niczego zrozumieć, ma swoje stanowisko i w jego obronie pójdzie w zaparte, jak trzeba, przekręcając słowa Konstytucji.

W cytowanej wyżej wypowiedzi jest jeszcze jedno nadużycie, mniejsze, ale według mnie również ważne. Rozmawiamy o obchodach okrągłej, 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Czy wspólna obecność Premiera i Prezydenta RP na grobach polskich oficerów to domena "polityki zagranicznej"? Zgodzę się, że ewentualne spotkanie z Putinem byłoby już takim zdarzeniem, ale nie samo pochylenie się nad grobami. Organizacja sposobu oddania szacunku wobec poległych za ojczyznę to nie jest polityka zagraniczna, i powoływanie się na takie zapisy konstytucyjne jest też nadużyciem.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Prezydencki mankament

- Lech Kaczyński miał pewną ułomność: w porównaniu ze wszystkimi prezydentami po 1989 roku nigdy nie został zarejestrowany jako współpracownik przez komunistyczną tajną policję - powiedział w "Kropce nad i" prof. Andrzej Zybertowicz.

środa, 15 lutego 2012

Czy coś pozytywnego płynie z Narodowego?

Czy z zamieszania wokół Stadionu Narodowego płyną jakieś pozytywne wnioski? Tak. Pierwszy to ten, że naciski polityczne w naszym kraju nie wystarczają już, by fuszerkę uznać - z powodów politycznych - za zakończoną inwestycję. Nadzór podchodzi do swoich obowiązków poważnie. Nie zawsze tak w Polsce było, i są dziś kraje, gdzie procedury bezpieczeństwa są masowo ignorowane.
Drugi pocieszający wniosek jest taki, że sprawa nie przechodzi bez echa - i są sposoby, media, dzięki którym przynajmniej część społeczeństwa czuje, jak robi się nas w konia.

Pani minister tańczy

Pani minister tańczy - między pojęciami. Na czym polega obłuda Pani minister Muchy? Gdy dziennikarze zapytali, czy zamierza wypłacić szefom Narodowego Centrum Sportu kolosalne (dla nas - w ICH świecie to chyba nie są jakieś szokujące pieniądze) premie - powiedziała, że umów należy dotrzymywać. I uwierzycie, że miała na myśli WYPŁACENIE premii?! Jakoś nie przyszedł jej do głowy taki tok myślenia: umów należy dotrzymywać - jeżeli kogoś powołano na stanowisko, na którym miał doprowadzić do zbudowania stadionu i jego operacyjności na rok przed Euro 2012 i nie wywiązał się z tej UMOWY, to powinien ponieść konsekwencje.
Tak Pani minister nie rozumuje. Dla niej "dotrzymanie umowy" to wytrych słowny, który ma uzasadnić podjęcie niepopularnej decyzji.

Maybach posła PO Pawła Olszewskiego

Paweł Olszewski, poseł Platformy "Obywatelskiej", postać dosyć znana, bo z wielkim "parciem na szkło", napisał na Twitterze:
Pan Dyrektor Rydzyk jest wg Brudzińskiego ubogim zakonnikiem! Dlatego jeździ Maybach'em w wersji podstawowej!
 No tak. Ja sam na moim blogu już o tym pisałem, że żadnego Maybacha nie było, całą sprawę wymyślił były komunistyczny szmatławiec. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Pan Paweł Olszewski o tym nie wie - wychodziłoby więc, że po prostu kłamie, kłamie po to, by skrzywdzić inną osobę. Ten "Pan Rydzyk" też mi brzmi jak "Pan Papież", ma po prostu boleć i tyle.
A głosujcie sobie na takich ludzi, którzy innych mają w pogardzie - myślicie, że wobec Was ich postawa jest inna? Pogardzają Wami tak samo, jak innymi, jesteście dla nich mięsem wyborczym, maszynką do głosowania, może nawet pogardzają Wami bardziej, bo dajecie się ogłupiać i sterować, wystarczy nacisnąć odpowiedni guzik, a ponad 30% społeczeństwa uśmiecha się głupkowato i potakuje grzecznie marionetkowymi główkami, powtarzając: "mejbachem jeździ, no tak, jeździ mejbachem".

środa, 8 lutego 2012

W co grał Graś? Kolejna afera w rządzie

Jak donosi dzisiejszy Super Express:

Chodzi o słynną już spółkę Agenark, należącą do niemieckiego biznesmena. Graś zasiadał w jej zarządzie. Kiedy wszedł do rządu, musiał zrzec się stanowiska. Jednak jak ustaliło CBA, nadal podpisywał się na dokumentach firmy. Poproszony o wyjaśnienie tej sprawy przez prokuraturę, rzecznik rządu oświadczył, że nie pamięta, by podpisywał te dokumenty i być może jego podpisy zostały sfałszowane. Po roku śledztwa okazało się, że były prawdziwe.

Jak u Ezopa - bajka o musze i fryzjerze

Jaka ładna fryzura!
Autor zdjęcia: Grzegorz Kornijów / oktaryna.pl
licencja Creative Commons 2.5


Jak tych fryzjerów ciągnie do sportu! Joanna Mucha - wydawałoby się genialne pociągnięcie premiera - taka ładna kobieta w rządzie - wywinęła mu taki numer. Zatrudniła swojego lubelskiego fryzjera na stanowisku wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu. Brzmi dosyć ponuro, prawda? Ja zawsze sobie zadaję pytanie - dlaczego ludzie władzy robią takie rzeczy? Mają nadzieję, że nikt nie zauważy? To oznaczałoby, że media wychwytują rzeczywiście tylko jakiś margines takich korupcjogennych sytuacji. Widzą, że wszyscy wokół tak robią? Dlatego właśnie robi mi się ponuro, gdy tego typu sprawki wychodzą na wierzch.

Kolejnym przyczynkiem do ponuractwa jest zachowanie premiera, który stara się sprawę zbagatelizować. Pamiętacie może, jak to było z panią profesor Zytą Gilowską - tęgą ekonomiczną głową, swego czasu wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej. Nie dość, że kobieta jest bardzo mądra, to do tego inteligentna i dowcipna.Oficjalnym powodem jej rozstania z PO było zatrudnienie w jej biurze poselskim swojej synowej (jeszcze zanim poznała syna prof. Gilowskiej) oraz syna jako eksperta prawnego. Wtedy Donald Tusk nie bagatelizował zarzutów - ale Zyta Gilowska to gracz wagi ciężkiej, który mógł rzucić wyzwanie samemu Donowi. Takich graczy trzeba eliminować ze swojego otoczenia - to elementarz skutecznej polityki, przynajmniej tej jej odmiany, której uczą u nas w kraju. A Joanna Mucha to waga - że tak sobie pozwolę napisać - musza. Kwiatek u kożucha, który miał pachnieć, a trochę zaśmiardł.
Dziś rano w którejś z porannych telewizji mignęła mi Pani minister. Dwójka dziennikarzy - dziwek - wypytywała ją o różne błahostki. Dlaczego piszę "dziwek"? Bo to zawodowcy, którzy sprzedają się za pieniądze. Trzeba odbudować image Pani minister, więc to robią. Z przymilnym uśmiechem na twarzach. Może Pani minister o nich nie zapomni? Potrafi okazać swoją łaskę i pamięta o tych, którzy się jej przysłużyli - nawet o swym dawnym fryzjerze.

czwartek, 26 stycznia 2012

ACTA - akt drugi

Internet staje się coraz potężniejszym medium. Dla wielu, także i dla mnie, jest głównym sposobem komunikacji i zdobywania informacji od dawna, ale w tej chwili zaczyna mieć znaczący wpływ na opinię publiczną. Ośrodki władzy będą chciały więc przejąć nad nim kontrolę - to jest nieuniknione. Telewizje są przez nie opanowane i kontrolowane, to samo z gazetami - myślicie, że odpuszczą sobie sieć? Mam nadzieję, że nie, bo taka naiwność kwalifikuje się już jako jednostka chorobowa.

A teraz o ACTA - wymaganie od dostawców usług śledzenia i cenzury treści jest nie do pogodzenia ze swobodą działalności biznesowej. Taki jest duch dzisiejszego orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dla uzmysłowienia bzdury takiego prawa posłużę się analogią z życia "tradycyjnego" - wyobraźcie sobie, że ktoś pozwałby Pocztę Polską, bo dostarczałaby przesyłki, w których grupa pedofilów przesyłałaby sobie płytki CD z pornografią dziecięcą. Co więcej, zażądałby, by Poczta Polska sprawdzała, czy w przesyłanych za jej pośrednictwem  listach nie ma treści niezgodnych z prawem. Albo wyobraźcie sobie pozew przeciwko komunikacji miejskiej, bo przewiozła złodzieja na miejsce przestępstwa. Zaproponowanie takich uregulowań zrobiłoby z pomysłodawcy idiotę w oczach społeczeństwa.

Pan Premier Donald Tusk polecił Pani Ambasador w Japonii podpisanie ACTA w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, i Pani Ambasador Jadwiga Rodowicz-Czechowska zrobiła to wczoraj.

ACTA - akt pierwszy

Brzydzę się takim postępowaniem, jak to, które teraz demonstruje PiS: w Parlamencie Europejskim głosowali za ustawą, a teraz domagają się referendum. Fałszywe lisy!

niedziela, 18 grudnia 2011

Geremek a sprawa polska

Ostatnio znowu wypłynęło nazwisko Bronisława Geremka. W swoim programie telewizyjnym Jan Pospieszalski zaprezentował film dokumentalny Grzegorza Brauna, w którym ten omawia znalezioną w archiwach Stasi (komunistyczna służba, niszcząca opozycję w NRD) i przechowywaną w Instytucie Gaucka (niemiecka instytucja, dokumentująca zbrodnie komunizmu w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej) notatkę ze spotkania Bronisława Geremka (wtedy doradcy Solidarności) i Stanisława Cioska (wtedy odpowiedzialnemu w polskiej partii komunistycznej za sprawy związkowe) w 1981 roku. Według tej notatki Bronisław Geremek zdradził ruch Solidarności. Spotkanie miało miejsce przed wprowadzeniem stanu wojennego. Geremek mówił Cioskowi o korzyściach z rozwiązania siłowego. Według Geremka, "po siło­wej kon­frontacji z wła­dzą Solidarność mogłaby powstać na nowo, jako rze­czy­wi­sty zwią­zek zawo­dowy, bez Matki Boskiej w kla­pie, bez pro­gramu gdań­skiego, bez poli­tycz­nego obli­cza i ambi­cji się­ga­nia po władzę".
Najbardziej rozśmieszyła mnie reakcja pana Andrzeja Celińskiego, kiedyś związanego z Solidarnością, a potem członka partii postkomunistycznej. Według niego, nie można złego słowa powiedzieć o Geremku, bo dostał Order Orła Białego.
Do Geremka mam sporo żalu - to on był jednym z tych, którzy usankcjonowali ugodę z komunistami w 1989 roku. Na skutek tej ugody rozkradziono mnóstwo majątku narodowego. Chichotem losu jest fakt, że Bronisław Geremek zginął w wypadku samochodowym na nieistniejącej autostradzie A2, które nie powstała między innymi na skutek takiego właśnie urządzenia Polski po upadku komunizmu. Nie podobało mi się również posługiwanie się przez niego bezprawnie tytułem profesora. Unia Wolności, której był prominentnym działaczem, a potem przewodniczącym, współrządziła Polską razem z Akcją Wyborczą Solidarność w latach 1997-2000 - były to lata zmarnowanych zamierzeń, które tak rozczarowały Polaków, że w kończących kadencję parlamentu wyborach żadna z tych partii nie przekroczyła progu wyborczego, co było ewenementem w skali Polski, ale chyba i świata - nieczęsto się zdarza - ja nie pamiętam takiego wypadku - by żadna z rządzących partii w demokratycznym państwie po wyborach nie weszła nawet do parlamentu.
Smutne, że nawet dziś próbuje się kneblować ludziom usta i tworzyć tematu tabu, na które rozmawiać nie wolno. Pocieszające jest to, że ludzie, którzy próbują to robić, to raczej starsze pokolenie, które schodzi coraz wyraźniej ze sceny politycznej.

sobota, 3 grudnia 2011

Suwerenność zagrożona

Przy okazji "walki" z kryzysem, a propos różnych pomysłów, słyszę o tym, że mogą ograniczać suwerenność państw. Suwerenność Polski będzie zagrożona, gdy budżet będą nam ustalać w Berlinie. Hmm... Ja suwerenność rozumiem inaczej, niż autorzy takich słów. Kto jest suwerenem, podmiotem suwerenności? Państwo? O, nie... Dla mnie suwerenem może być naród, a państwo często jest zagrożeniem dla suwerenności narodu. Lepiej jeszcze, suwerenem może być społeczeństwo.

Tusk i Rostowski, walczący z kryzysem poprzez zwiększanie zadłużenia państwa, a z bezrobociem poprzez zwiększanie armii urzędników - to mają być decyzje, służące suwerenności? One są wymierzone przeciwko suwerenności - bo dłużnik pozbywa się części swojej wolności na rzecz kredytodawcy.

Dlatego ucieszyłem się, gdy Otto Rehn zażądał od Rostowskiego planu ograniczenia zadłużenia. Pewne zasady wydają się być łatwe do powszechnego zaakceptowania - poziom deficytu czy długu, możliwość dodruku pieniędzy. I to, że ktoś będzie naszym politykom patrzył na ręce i ostrzegał nas przed nimi nie jest ograniczeniem suwerenności - wręcz przeciwnie, służy temu, by opresyjne państwo nie pozbawiało suwerenności społeczeństwa.

czwartek, 1 grudnia 2011

Donaldeo i Julia

Dzisiaj premier Donald Tusk odwołał ze stanowiska pełnomocnika rządu ds. walki z korupcją Julię Piterę.

Wreszcie. To była bardzo bolesna sprawa - dla mnie, ale wiem z rozmów, że dla wielu innych osób. Julia Pitera była kiedyś członkiem UPR, potem prezesem Transparency International - i wtedy właśnie stała się rozpoznawalną wręcz ikoną walki z korupcją i zdobyła społeczny mandat, co jest wielkim politycznym kapitałem - który również zobowiązuje.

Niestety, w rządzie Donalda Tuska nie robiła nic. Zmarnowała ten kapitał całkowicie. To chyba strata nie odrobienia - i to jest również jej strata. Nikt chyba już nie kojarzy Julii Pitery jako osoby, która mogłaby z korupcją walczyć - wręcz przeciwnie, jest raczej symbolem tego, jak "ciepła posada" potrafi skorumpować wydawałoby się naprawdę uczciwych i pełnych dobrych chęci ludzi.

Donald Tusk, jako naprawdę sprawny polityk, wyczuwa oczywiście tę zmianę i Julia Pitera, jako osoba bez "potencjału społecznego", nie jest mu już do niczego potrzebna. Trochę jak dziwka czy przysłowiowy Murzyn, zrobiła swoje - czyli dała mu swojego czasu potrzebną akredytację społeczną - i teraz może odejść.

Smutne to.

Aha, na koniec dodam to, co powtarzam w kółko, skoro już o korupcji mowa - korupcja to największe zagrożenie dla demokracji i wolnego rynku. Niszczenie korupcji jest żelaznym obowiązkiem każdego rządu i każdego świadomego obywatela, przekłada się na wzrost gospodarczy, ale też na zdrowsze stosunki społeczne. Walka z korupcją to też nieskrępowane media. Walcząc z korupcją można osiągnąć dużo - może więcej, niż będąc ministrem finansów czy infrastruktury.

wtorek, 22 listopada 2011

Boże Dzieło i Palikot

Media donoszą, że Pan Janusz Palikot doliczył się w polskim rządzie czterech osób związanych z Opus Dei. Ach, ci bilderbergowcy i ich teorie spiskowe... A trochę poważniej, a ilu z posłów powiązanych jest z właśnie z grupą Bilderberg albo B'nai B'rith? Czemu w poszukiwaniach tak się ograniczać?

sobota, 12 listopada 2011

Kolorowa niepodległa

Wczoraj wielu Polaków cieszyło się z rocznicy odzyskania niepodległości przez nasze Państwo. W Warszawie doszło do zamieszek - zatrzymano ok. 200 osób, z czego ok. 100 to niemiecka młodzież, która z niczego się nie cieszyła, wręcz przeciwnie.

Poniżej zdjęcie, pokazujące tę ciekawą twarz tzw. "Kolorowej niepodległej" - inicjatywy, mającej storpedować Marsz Niepodległości. Widać na nim wyraźnie kolory lewicowej młodzieży, próbującej w pokojowy sposób wyrazić swój sprzeciw wobec, a jakże, faszyzmu :-)

czwartek, 3 listopada 2011

Tamowanie Wisły kneblem

Dzisiaj, w ostatnim numerze "Uważam Rze", przeczytałem informację o tym, że Paweł Lisicki został odwołany przez nowego właściciela z funkcji redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze". Rozpoczęło się więc to, czego można było oczekiwać. Ciekaw jestem, jak to się skończy.

Jako wieczny optymista muszę dodać - w błędzie są ci, którzy popularność "Uważam Rze" biorą za przyczynę - bo to jest skutek. Skutek wieloletniego manipulowania informacją i reglamentowania prawdy. Nie boję się walki ze skutkami, bo "trzymający władzę" zdają się źle diagnozować przyczynę. Im się zdaje, że ludzie są generalnie głupi, ergo podatni na manipulację. I tak jest - w pewnym stopniu. Spektakularny sukces "Uważam Rze" pokazuje jednak, jak dużo osób coś już z tego wszystkiego rozumie. To się już nie odstanie.

Popatrzcie też, jak głupio podeszli do demontażu tygodnika. Właściwa technika polegałaby na niespiesznym zagryzaniu najsłabszych sztuk. Tymczasem wzięli się za lwa, licząc, że stado baranów się rozpierzchnie. Tylko że nie z baranami mają do czynienia. Ta głupota też napawa mnie otuchą.

Na razie "Uważam Rze" jeszcze się ukazuje - w dotychczasowej formie. A poza tym mam "Gościa Niedzielnego", "Najwyższy Czas!", no i Internet.

sobota, 29 października 2011

Komentarz do wyborów parlamentarnych

I po wyborach. Mnie boli rozbicie na prawicy - UPR i JKM od pewnego czasu idą osobnymi ścieżkami, co nie przyniosło żadnego dobrego efektu. Wkurzają mnie te partie wodzowskie - czy ci ludzie nie potrafią wznieść się ponad swoje ambicje nawet dla powodzenia swoich idei?
UPR bez JKMa jest żałośnie nieporadne, a ilość zawiści pomiędzy nimi a KNP jest przerażająca. JKM za to dryfuje w kierunku, który Łysiak w "Uważam Rze" celnie określił "Nową Endecją", co średnio mi pasuje.
Wszyscy narzekają na serwilizm Tuska, widzą tylko jego dziadka, kolędy, śpiewane po niemiecku i pełne poddańczości (według niemieckich gazet) cmokanie Merkel w rękę. Polska jest zbyt wielkim i dumnym krajem, by prowadzić taką politykę - mówią. A prawda jest taka, jak to JKM próbował już dawno wyjaśnić - musimy być krajem bogatym, to będą się z nami liczyć. Droga do niepodległości, takiej, jaka jest teraz możliwa w erze globalnej, prowadzi przez siłę ekonomiczną.

Miało być o wyborach. Podobno PO wygrała - i jest to nieprawda. Wynik jest oczywiście dobry, pierwszy raz w Polsce rządzący pozostają przy żłobie. Rok temu jednak "nie było z kim przegrać" i były szanse na samodzielną większość. Teraz z koalicjantem mają mniej miejsc, niż dotychczas, i to sukces nie jest.
Czy PiS przegrał? Nie wygrał na pewno, ale biorąc pod uwagę większą radykalność tej partii to obronił swoją pozycję.
Teraz obserwujemy próby rozbicia PiSu - szaszor powyborczy niedługo ucichnie, więc trzeba kuć żelazo póki gorące. Dla mnie PiS to kolejna partia wodzowska - podobno teraz tak trzeba, a ja tęsknię do partii ideowych, gdzie przewodniczący otacza się ludźmi kompetentnymi i byłby szczęśliwy, mogąc oddać ster młodszym i zdolniejszym. No, cóż, pomarzyć można.
Powtarzam tym, którzy chcą mnie słuchać - i tak mamy szczęście. Pokażcie mi drugi duży kraj europejski, gdzie żadna z dwóch partii - głównej partii rządzącej i głównej partii opozycyjnej - nie jest partią socjaldemokratyczną. To ogromny sukces polityczny obecnej elity postsolidarnościowej, doprowadzenie do takiej polaryzacji sceny - PO kontra PiS, że większość elektoratu nawet nie rozważa opcji stricte lewicowej, i tym szczęściem, trwającym już sześć lat, trzeba się cieszyć.

Teraz trochę o wyniku Palikota. W każdym społeczeństwie jest jakiś odsetek durniów, i, jako że polityka nie lubi próżni, to zawsze znajdzie się ktoś, kto ich wessie. Oczywiście, część jest wsysana przez największych, są durnie POwskie, są durnie PiSowskie, ale zawsze pozostaje te 20%, po które kiedyś sięgnął Tymiński, potem Lepper. Teraz polepperowskie sieroty zagospodarował Palikot, człowiek, któremu wisi, na czym będzie zbijał kapitał polityczny, byle go zbić. Fachowiec, który wie, że trzeba mieć produkt, i świetnie dostrzegł, jak słaba jest polska lewica. Aha, no i jest bilderbergowcem, o czym nie powinno się zapominać.
Wynik Palikota oznacza koniec postkomunistycznej socjaldemokracji w Polsce. I to jest rzecz wspaniała, z której bardzo się cieszę. Tam jest zbyt dużo ludzi, którzy mają pieniądze, władzę, wpływy i ambicje, więc skończy się rozłamem - młodsi i bardziej oportunistyczni pójdą do Palikota, starsi, "betonowi" będą dogorywać na marginesie. Po dwudziestu latach rozstajemy się z Polską michnikowsko-kwaśniewską i witamy Polskę tuskowo-palikotową. Dla mnie to zmiana na lepsze.
Na naszej scenie brakuje mi jednej partii - chłopskiej o rodowodzie chrześcijańskim. Próby były wielokrotnie, ale nic z tego nie wyszło. Może PiS spróbowałby przez te cztery najbliższe lata zamieszać trochę w środowiskach PSLowych? PSL Pawlaka to ostatni relikt PRLu, który dogorywa zbyt powoli. Na wsi też są młodzi ludzie, którzy patrzą na świat z innej już perspektywy - może i polska wieś doczeka się swego Palikota (wolałbym jednak, by wyszedł ze środowiska bliskiego PiSowi).
Podsumowując - nihil novi sub sole.

środa, 12 października 2011

Polski warchoł, czyli bolesna szczerość

Rzeczpospolita za PAP dziś donosi:
Konsul z ambasady RP w Oslo została odwołana z początkiem października ze stanowiska za wypowiedź, w której norweskich rzeczników praw dziecka nazwała Hitlerjugend.
Konsul Adrianna Warchoł zajmowała się sprawą polskiej dziewczynki odebranej pod koniec czerwca norweskiej rodzinie zastępczej przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Wcześniej dziecko zostało zabrane polskiej rodzinie mieszkającej w Norwegii na skutek decyzji tamtejszych służb socjalnych zajmujących się ochroną praw dziecka.
Działania norweskich rzeczników praw dziecka polska konsul skomentowała jako "organizację działającą jak Hitlerjugend". Stwierdziła, że "Norwegowie ze względu na niż demograficzny chcą wszelkimi metodami uzupełniać braki. Urzędnicy wydają negatywne opinie o rodzinie, a potem w świetle prawa porywają dzieci".
Wypowiedź ta była cytowana przez polskie i norweskie media. Ambasador RP w Oslo przesłał do norweskich mediów oświadczenie, w którym przeprosił Norwegów za kontrowersyjną wypowiedź pani konsul.
Biuro rzecznika prasowego MSZ poinformowało PAP, że po przeanalizowaniu sprawy "mając na uwadze szczególne potrzeby służby zagranicznej", podjęło decyzję o odwołaniu z początkiem października Adrianny Warchoł ze stanowiska ds. konsularnych w Ambasadzie RP w Oslo. W ocenie MSZ, wypowiedź konsul negatywnie wpływa na wizerunek Polski. "Adrianna Warchoł zapoznała się z wypowiedzeniem stosunku pracy z powodu naruszenia obowiązków pracowniczych" - podało MSZ.

Jak napisałem w tytule, szczerość Pani konsul zabolała - norweskie służby, ale teraz i samą Panią Konsul. Czy polityk powinien zawsze trzymać język za zębami? W tym przypadku mi osobiście jest szkoda Pani Warchoł.

środa, 5 października 2011

PO i PSL zmieniły prawo, by chronić Ryszarda Krauzego?

Tytuł nie jest ode mnie, lecz od Polskiego Radia. Okazuje się, że głosami koalicji usunięto 21 lipca z Kodeksu Karnego artykuł, z którego oskarżony był Ryszard Krauze. Sąd nie miał wyjścia - tydzień później umorzył postępowanie.

Cytat z serwisu informacyjnego Polskiego Radia:

Prokuratura postawiła Krauzemu zarzut w październiku 2010 roku, argumentując że jego spółka Prokom Investments pożyczyła 3 miliony złotych firmie K&K na warunkach korzystnych dla tej drugiej, choć ta była już zadłużona u innych spółek Krauzego na blisko 30 milionów. Według biznesmena nie doszło do złamania prawa, bo ostatecznie sprzedał wierzytelność z zyskiem. Na to z kolei prokuratura odpowiada – jak pisze „Rz” – podkreślając, że Krauze sprzedał ją dopiero gdy ABW rozpoczęła przesłuchania. „Na dodatek odkryli oni, że wierzytelność kupiła firma pośrednio powiązana kapitałowo z firmami biznesmena” – pisze gazeta.
Gdy w grudniu do sądu wpłynął akt oskarżenia, w Sejmie czekał już na rozpatrzenie wniosek o nowelizację kodeksu spółek handlowych. Została przyjęta, także z poparciem PiS. Nie usuwała ona jednak artykułu 585. Dopiero potem, 14 stycznia 2011 roku, do Sejmu wpłynął projekt, w którym 585 już nie było. Został przekazany przez mecenesa Andrzeja Zwarę, prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, wcześniej powiązanego biznesowo z Krauzem – pisze „Rzeczpospolita”.

A ja powtarzam - korupcja to największy wróg demokracji i dobrobytu.