Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2026

Aleksander Macedoński, nazywany Wielkim - życiorys

Kiedyś napisałem życiorys Aleksandra Macedońskiegp. Co się ma marnować u mnie na dysku - wrzucam go tutaj:

Kim był Aleksander III Macedoński, który zasłużył sobie na przydomek Wielkiego? Gdybyśmy chcieli opisać jego rolę w historii jednym zdaniem, to chyba całkiem niezłym byłoby: był twórcą pierwszego w historii imperium europejskiego. Europejskiego w oczywistym znaczeniu geograficznym, ale również w pewnym znaczeniu kulturowym, gdzie tradycja demokracji sprawia, że władca jest primus inter pares.


Po ojcu pochodził z rodu Argeadów, którzy wywodzili swój rodowód od Heraklesa i z peloponeskiego Argos. Po matce był Ajakidem, potomkiem władców Molossów, plemienia zamieszkującego środkowy Epir, którzy swój ród wywodzili od Achillesa, bohatera wojny trojańskiej.


Mały Aleksander nieraz słuchał o niezwykłych wyczynach swoich odległych przodków, ich historie pobudzały wyobraźnię dziecka. Jak stwierdził Bernard z Chartres, jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona gigantów. Aleksander nie wziął się znikąd. Z równie, a może z większą nawet estymą słuchał o osiągnięciach swojego ojca, który brawurowo utrzymał tron macedoński w chwili wydawałoby się wielkiego upadku.


Ptolemeusz przejmuje tron i rękę Eurydyki, matki Filipa, pozbywa się młodego dziedzica, wysyłając go do Teb jako zakładnika. Wydawałoby się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Filipowi. Ojciec, Amyntas, zdradzony przez żonę, umiera, władzę przejmuje uzurpator, a Filip zostaje odesłany w obce strony. Jednak to dzięki pobytowi w Tebach Filip przygotowuje się do przyszłej roli władcy. Tam poznaje Epaminondasa, kata Spartan pod Leuktrami. W najsilniejszym państwie greckim tych czasów uczy się strategii. Swoje umiejętności wykorzystuje, gdy starszy brat Perdikkas odzyskuje tron ojca. I znowu cios losu - brat ginie w bitwie z Ilirami, Macedonia traci nie tylko króla, ale dużą część armii. I znowu historia przyjmuje obrót jak w dawnych opowieściach o herosach. Filip zręcznymi zabiegami eliminuje kolejne zagrożenia, a niecały rok po tragicznej klęsce starszego brata w bitwie pod dzisiejszym Monastyrem roznosi w pył ilirską armię króla Bardylisa, tę samą, która doprowadziła do upadku jego brata, stosując taktykę, której nauczył się w Tebach. Czy historie te o niespodziewanych odmianach losu, które dotknęły jego ojca, nie brzmiały w uszach małego Aleksandra równie wspaniale, jak przygody Heraklesa i Achillesa, jego odległych przodków? Czy nie marzył, by być równie mądry i przebiegły, jak jego tata? Wygrywać nie w sportowych zmaganiach z przyjaciółmi, ale w znacznie cięższych zawodach z potężnymi sąsiadami, Ilirią, Tesalią, Tebami, Atenami.


W 357 r. p. n. e. Filip żeni się po raz czwarty - z bratanicą króla Epiru, osiemnastoletnią Myrtale (naprawdę miała na imię Poliksena, zmieniła je pod wpływem religii). Młoda żona już po roku obdarza go upragnionym męskim potomkiem, przyszłym władcą świata, a rok później rodzi się Kleopatra, młodsza siostra Aleksandra. Olimpias - Myrtale ponownie zmieniła imię, tym razem na skutek sukcesu konia męża w igrzyskach olimpijskich - rozpieszczała syna, jednak dla równowagi sama postarała się o surowego opiekuna młodego dziedzica tronu. Krewny matki, Leonidas, starał się wychowywać młodego Aleksandra twardą ręką, stawiając na dyscyplinę i dbałość o sprawność fizyczną, tępiąc w młodzieńcu oznaki próżności. Młody Aleksander uczy się poezji, historii, władania mieczem, gry na lirze, strzelania z łuku. Jazdy konnej uczyć się nie musiał, Macedonia to kraj jeźdźców i dzieci wychowują się w siodle.
Gdy Aleksander miał osiem lat, podczas odbywających się w Macedonii igrzysk, przedstawiono Filipowi wyjątkowej urody karego konia z małą białą strzałką na czole. Zwierzę było krnąbrne i nie dawało się okiełznać. Ośmioletni Aleksander uspokoił i dosiadł rumaka, a następnie pomknął na jego grzbiecie i zniknął ojcu z oczu. Gdy powrócił, usłyszał z ust ojca słynne: “Synu, będziesz musiał znaleźć sobie inne królestwo. Macedonia nie będzie dla ciebie dość duża”. Koniem tym był słynny Bucefał, który towarzyszył później swemu panu w najważniejszych kampaniach.


Po Świętej Wojnie o wyrocznię delficką Filip zostaje najpotężniejszym władcą greckim. Macedonia z prowincjonalnego państewka, dostarczyciela drewna i koni, wkracza do pierwszej ligi najpotężniejszych graczy w basenie Morza Śródziemnego.


Gdy Aleksander skończył 13 lat, ojciec postarał się dla niego o wyjątkowy prezent. Tym razem nie był to koń, ale filozof. Nauczycielem młodego następcy tronu został sam pochodzący z północnej Grecji, ze Stagiry, uczeń Platona, Arystoteles. Mędrzec nie uczył jedynie królewskiego syna, decyzją Filipa książę pobierał nauki w niewielkiej grupie, której członkowie - Hefajstion, Kassander, Ptolemeusz, Marsjasz - stali się później najbliższymi współpracownikami przyszłego władcy.


Czego nauczał wybitny filozof? No cóż, zachował się fragment, w którym mędrzec radzi Aleksandrowi, by był “wodzem dla Greków i despotą dla barbarzyńców, pierwszymi opiekował się jak przyjaciółmi i krewnymi, a z drugimi postępował jak ze zwierzętami lub roślinami”. Daleko jeszcze tej demokracji do egalitaryzmu chrześcijaństwa. Nauki Arystotelesa, podobnie jak odezwy ateńczyka Izokratesa, służyły wpojeniu młodemu Aleksandrowi idei panhelleńskiej, która jednocześnie była nośnym narzędziem do narzucenia całemu helleńskiemu światu macedońskiej hegemonii. Niektóre z podstaw ksenofobii Arystotelesa, oparte na pogardzie dla hedonizmu władców wschodnich, na pewno rezonowały w duszy Aleksandra, który podziwiał i starał się naśladować Leonidasa.


Od Arystotelesa przejął również zamiłowanie do empiryzmu. Podczas wyprawy do Azji towarzyszyli mu botanicy, zoolodzy, astronomowie, geografowie. Można przypuszczać, że podobnie jak jego mentor, zdawał sobie sprawę z kulistości Ziemi.


Wraz ze wzrostem znaczenia Macedonii, która coraz mocniej kontrolowała szlaki transportu zboża, którego import był piętą achillesową Aten, rosła sterowana przez te ostatnie opozycja. Zabiegi Aten doprowadziły do aktywnego poparcia Persji dla koalicji antymacedońskej. Filip wyrusza przeciwko Bizancjum, a szesnastoletni Aleksander zostaje regentem Macedonii.


Kampania, po zmiennych losach, osiąga po dwóch latach swoją kulminację w bitwie pod Cheroneą. Ateńczycy, pod wpływem Demostenesa, dają się namówić do konfrontacji zbrojnej z Macedonią. Zawierają sojusz z Tebami i stają naprzeciw armii Filipa. Filip wiąże walką lewe skrzydło armii, gdzie stoją niedoświadczeni ateńscy hoplici. Wycofując powoli swoje wojska w kierunku wzgórz powoduje, że Ateńczycy, wietrząc zwycięstwo, ruszają za nim, wydłużając szyki wojsk sprzymierzonych i doprowadzając w końcu do ich pęknięcia pomiędzy środkiem i prawą flanką. W to pęknięcie dopiero wtedy rusza konnica macedońska pod wodzą osiemnastoletniego Aleksandra. Stojący na prawej flance legendarny Święty Zastęp z Teb zostaje okrążony i wycięty prawie w pień. W momencie ataku Aleksandra falanga macedońska zatrzymuje swój odwrót i korzystając z lepszej strategicznie pozycji na wzgórzach, na które wcześniej się wycofywała, rozpoczyna atak na wojska ateńskie. Bezładny szyk ateński rozpada się i jest po bitwie.


Powierzenie Aleksandrowi najpierw władzy w Macedonii pod nieobecność ojca, a następnie wykonania kluczowego manewru w bitwie pod Cheroneą dowodzi ogromnego zaufania ojca do syna i gotowości młodego księcia do podźwignięcia najpoważniejszych zadań.


Po pacyfikacji Teb i zawarciu pokoju z Atenami wydawało się, że w kwestii budowania dynastii wszystko idzie jak najlepiej. Co więcej, w Persji ginie w zamachu potężny król Antakserkses Ochos.


Aleksander otrzymuje kolejne odpowiedzialne zadanie: udaje się z poselstwem do Aten. Formalnie jadą zwrócić prochy poległych Ateńczyków, ale spotykają się też z Fokionem i Likurgiem, by omówić możliwość utworzenia nowego Związku Helleńskiego w celu rozpoczęcia kampanii przeciw osłabionej Persji. W tym czasie Filip środkami politycznymi i militarnymi podporządkowuje sobie Peloponez. Na zwołanej w Koryncie konferencji pokojowej powołano Związek Helleński z Filipem jako hegemonem.


I tak, jak wcześniej w życiorysie Filipa ze zdarzeń złych wynikały pożądane rezultaty, tak teraz Fortuna zaśmiała się szyderczo. Filip po powrocie do Pelli żeni się z Kleopatrą, córką generała z nizin macedońskich, i oskarża Olimpias o cudzołóstwo, a Aleksandra o nieprawe pochodzenie. Po pełnej napięcia uczcie weselnej Aleksander i Olimpias opuszczają Pellę i udają się do jej krewnych w Epirze.


Co spowodowało tak nagłą woltę? Historycy nie są w stanie podać satysfakcjonującej przyczyny. Peter Green sugeruje, że Filip postąpił tak, bojąc się rosnącej siły Aleksandra, którego zaczął postrzegać jako rywala do tronu. Nie pasuje mi to wyjaśnienie - autor nie przytacza żadnego dowodu takich wcześniejszych napięć czy wydarzeń, które uprawdopodabniałyby takie intencje Aleksandra. Nieliczne argumenty, przytaczane przez Greena, mają charakter sporządzonych post factum - nie ma się co dziwić, że rozgoryczony Aleksander gorzko wypowiadał się o ojcu po opuszczeniu Pelli, nie ma jednak żadnej takiej wypowiedzi sprzed małżeństwa Filipa i Kleopatry. Bardziej pasują mi sugestie, że za zmianą nastawienia Filipa do syna stała frakcja Attalosa i Parmeniona, niezadowolona z ogromnych wpływów Olimpias, kobiety bardzo ambitnej, która z pewnością pod nieobecność Filipa i Aleksandra, zaangażowanych na południu Hellady, starała się mieć realny wpływ na bieżącą politykę w Pelli.


Tymczasem Związek Helleński powstaje, obwołuje Filipa hegemonem, podejmuje decyzję o wypowiedzeniu wojny Persji, a Kleopatra spodziewa się dziecka. Urodziła dziewczynkę. W tej sytuacji Filip, nie chcąc wyprawiać się przeciwko Persom bez pozostawienia spadkobiercy, doprowadza do zgody z Aleksandrem. Młody książę wraca do Pelli, jednak Olimpias musi pozostać w Epirze.


Wiosną 336 r. p. n. e. rusza ofensywa. Wojska greckie pod wodzą Parmeniona posuwają się na południe wzdłuż wybrzeża aż do Efezu.


Kleopatra rodzi mu drugie dziecko - tym razem syna. Filip decyduje się na wydanie swej córki, również Kleopatry, za jej krewnego - Aleksandra z Epiru, brata Olimpias. Na uroczystości zjeżdża cała Grecja. Ucztom nie ma końca. Zorganizowano również igrzyska. Na arenę wkracza Filip z dwoma Aleksandrami u boku - synem i zięciem. Nagle do Filipa podbiega jeden z członków straży przybocznej i krótkim mieczem zadaje śmiertelny cios. Sam ginie chwilę później od ciosów oszczepów. Bezpośrednią przyczyną zamachu był zawód miłosny, jednak historycy sugerują, że rozgoryczenie zamachowca sprytnie wykorzystała Olimpias, by pozbyć się swojego byłego męża i utorować drogę do tronu ukochanemu synowi.


Aleksander, przy pomocy Antypatra, zapewnił sobie uznanie swojej sukcesji w Macedonii, jednak inne państwa greckie zwietrzyły okazję do zrzucenia jarzma. Najenergiczniej zabrały się do tego Ateny za namową, a jakże, Demostenesa. Ten zaproponował przebywającym ciągle w Azji dowódcom armii macedońskiej, Parmenionowi i Attalosowi, przymierze w celu pozbycia się uzurpatora - i spotkał się z przyjazną reakcją. Jednak Aleksander nie tracił czasu. Ruszył z wojskiem na południe, przeszedł przez Tesalię, Teby, następnie udał się do Koryntu, dokąd zwołał posiedzenie Związku Helleńskiego. Przemarszowi wojsk towarzyszyło odnawianie sojuszy, zawartych wcześniej z Filipem. Także Ateny, widząc zdecydowanie młodego króla, zawarły z nim pokój. Parmenion też zrozumiał, na czyją stronę przechyla się szala zwycięstwa, i poświęcił Attalosa, którego śmierci domagał się Aleksander. Związek Helleński nie tylko potwierdził zaciągnięte wcześniej wobec Filipa zobowiązania, ale też przyjął warunki przygotowań do wojny z Persją.


Do spacyfikowania pozostała najbliższa okolica Macedonii, czyli jej zachodnie i północne rubieże. Aleksander potraktował to jako manewry przed wojną z Persją. Jego armia ruszyła w kierunku Ruse, położonego daleko na północ nad Dunajem, dokąd wcześniej skierował swoją flotę. Wszystko poszło gładko, król wykorzystał potyczki do przećwiczenia manewrów, które później armia z powodzeniem wykorzystywała. W wielu z nich dał się poznać jego militarny geniusz, co z pewnością wpłynęło na morale żołnierzy.


Przebywając na północy, przesłał matce prośbę o pozbycie się konkurenta do tronu, syna Filipa z Kleopatrą, oraz syna stryja Perdikkasa - Amyntasa. Matka ochoczo zadbała o interesy syna - pozbyła się nie tylko syna, ale też córki Kleopatry. Sama Kleopatra popełniła samobójstwo. Amyntas jednak zdołał zbiec do Dariusza.


Gdy Aleksander wojował na północy, Ateny i Teby znowu zaczęły podnosić głowę. Rozpuszczono plotkę o śmierci Aleksandra. Po zakończeniu kampanii Aleksander został zmuszony znowu do marszu na południe. Obległ Teby, które nie chciały przystać na jego pokojowe propozycje. Tym razem Aleksander postawił na odstraszenie - Teby zdobył, a naprędce zwołana rada Związku Helleńskiego pod pretekstem properskości miasta skazała Teby na śmierć. Miasto zostało zrównane z ziemią, obywatele sprzedani w niewolę. Ta demonstracja siły poraziła przeciwników i pozwoliła wreszcie skoncentrować się na wyprawie do Azji.


Pomimo propagandowego przedstawiania wyprawy jako panhelleńskiego odwetu za inwazję Kserksesa trzon armii stanowili Macedończycy. Król wyruszył na czele 43 tysięcy piechoty, 6 tysięcy jazdy i skromnych 160 okrętów. Armia opierała się na weteranach Filipa, zastępcą Aleksandra został Parmenion. Armia mierzyła przebyte dystanse, w skład ekspedycji weszli architekci, geografowie, botanicy, astronomowie, zoolodzy, kronikarze. Zdobyte wtedy informacje stały się na wiele wieków głównym źródłem informacji o Wschodzie. Wiosną 334 roku armia przeprawiła się przez Hellespont. Rozpoczął się podbój świata.


Pierwszy poważny opór armia perska stawiła nad rzeką Granik. W ciężkiej walce Aleksander pokonał przeciwnika, w bitwie zginęli m. in. zięć Dariusza - Mitrydates, jego syn Arbupales, wuj jego żony Farnakes, satrapa Kapadocji Mitrobuzanes i satrapa Lidii Spitrydates.


Sardes samo oddało się w jego ręce. Podobnie postąpiła większość miast - Aleksander głosił, że niesie im wolność i demokrację w miejsce perskiej dyktatury. Pomimo takiej retoryki po stronie perskiej walczyło bardzo wielu najemników greckich, również w Grecji kontynentalnej odzywały się liczne głosy, które wzywały do zawarcia sojuszu z Persją i pozbycia się dominacji Macedonii.


Jedynie Milet i Halikarnas stawiły opór, który został przełamany. Armia macedońska krążyła po Azji, czekając na kontratak Dariusza. I doczekała się - pod Issos, gdzie w listopadzie 333 r. została zmuszona do przyjęcia bitwy w niekorzystnych warunkach. Po ciężkim boju Dariusz uciekł z pola bitwy, a jego wojska poszły w rozsypkę. Aleksander zdobył ogromne łupy. Dariusz po powrocie do Babilonu wysłał do macedońskiego króla propozycję pokoju, utrzymaną w rozsądnym tonie i zawierającą duże ustępstwa, jednak Aleksander chciał już tylko jednego - całkowitego panowania w Azji. W obraźliwy sposób odrzucił propozycję Wielkiego Króla i pomaszerował z armią do Egiptu. Po drodze przejął odesłany wcześniej do Damaszku skarb Dariusza. Następnie wkroczył do Sydonu i zaczął oblegać Tyr. Nie chciał pozostawiać na tyłach tak ważnej twierdzy. Oblężenie był ciężkie i trwało wiele miesięcy. Miasto w końcu zostało zdobyte, a jego mieszkańcy potraktowani przez wojska Aleksandra bardzo surowo. Podobnie stało się z Gazą, która również postanowiła się bronić.


W Egipcie, do którego wkroczył jesienią 332 r., został potraktowany jak wyzwoliciel, którym rzeczywiście był - Persja za czasów Antakserksesa Ochoja odebrała Egiptowi odzyskaną na kilkadziesiąt lat względną niepodległość. Tam po raz pierwszy otoczono go kultem władcy-Boga. Na skutek zwycięstwa pod Issos i sukcesów w Azji odbiór Aleksandra wśród wielu Greków uległ zmianie, co doprowadziło m. in. do odbudowy floty. Aleksander zamierzał na nowo ułożyć morskie szlaki handlowe we wschodniej części Morza Śródziemnego, wzmacniając Egipt i osłabiając porty fenickie. Postanowił u ujścia Nilu założyć nowy port. Sam wyszukał odpowiednią lokalizację oraz opracował i wytyczył zarys przyszłej Aleksandrii.


Wiosną 331 r. przyszedł czas na ostateczną rozprawę z Dariuszem. Armia Aleksandra zakończyła egipski odpoczynek i ruszyła w kierunku Eufratu, następnie skręciła na północny wschód, czy zaskoczyła Persów, którzy spodziewali się, że Macedończycy będą dążyli jak najszybciej do bitwy. Przekroczyła Tygrys i dopiero wtedy skręciła w kierunku Babilonu.Do bitry doszło pod Gaugamelą. Tak samo, jak nad Granikiem i pod Issos, miejsce starcia wybrali Persowie. Po raz kolejny wydawało się, że zarówno siły, jak i ukształtowanie terenu będą działać przeciwko Aleksandrowi. Należy podkreślić, że zwycięstwa zostały osiągnięte dzięki trzem czynnikom - geniuszowi taktycznemu młdego króla macedońskiego, świetnemu wyszkoleniu i dyscyplinie żołnierzy macedońskich oraz wysokiemu morale jego armii. Ponownie śmiałym manewrem, dokonanym we właściwym czasie, Aleksander odwrócił losy wydawałoby się przegranej bitwy, i ponownie Dariusz ledwo zdążył umknąć z pola bitwy. Droga do Babilonu stała otworem.


Legendarne miasto powitało bohatera z otwartymi ramionami. Zadbał o to Mazajos, niedawny dowódca konnicy Dariusza. Aleksander, podobnie jak wcześniej, nie niszczył istniejącej administracji na zdobytych terytoriach, lecz wykorzystywał ją do sprawnego przejęcia władzy. Mazajos pozostał satrapą Babilonu, w którym armia grecka mogła wreszcie odpocząć - i to naprawdę w komfortowych warunkach - po trudach kampanii. Najpoważniejsza przeszkoda w podbiciu świata została pokonana.


Dalszy marsz na wschód nie miał już żadnego “wyzwoleńczego” uzasadnienia. Nie wiadomo, kiedy Aleksander postanowił “zwiedzić” świat na czele swych oddziałów, ale to właśnie wymarsz z Babilonu w kierunku Suzy można postrzegać jako moment, kiedy zaczęło to być coraz bardziej oczywiste. Z tak ogromną i sprawną armią mógł syn Filipa zjednoczyć ziemie wokół Grecji i zbudować coś trwałego, pożytecznego dla przyszłych pokoleń Macedończyków i innych plemion greckich, zwłaszcza, że rebelia spartańska trwała w najlepsze. Tak rozległego imperium, bez spajających wartości, nie był w stanie utrzymać, i zdawał sobie z tego sprawę. Fakt, że Kallistenes, jego nadworny biograf, wykorzystywał czas w Babilonie na kopiowanie starożytnych tablic astronomicznych, pokazuje wpływ arystotelesowskiego wychowania Aleksandra (którego Kallistenes był krewnym) i dążenia do poszerzania horyzontów wiedzy. To chyba jedno z najszlachetniejszych uzasadnień podbojów militarnych, jakie można wymyślić, o ile może tu być mowa o jakiejkolwiek szlachetności w tym, jakby nie patrzeć, gwałcie na rzeczywistości.


Suza, podobnie jak Babilon, powitała go otwartymi drzwiami - i nieporównywalnym z niczym wcześniej bogactwem. Przejęty skarb miał trudno wyobrażalną wartość - wśród rzeczy w skarbcu odnaleziono nawet skarby, zrabowane w Grecji przez Kserksesa. Po zdobyciu Suzy Aleksander pomaszerował na stolicę - Persepolis. Miasto poddało się bez stawiania oporu, jednak tym razem Aleksander pozwolił na grabieże i przemoc, a w trakcie czteromiesięcznego pobytu w mieście, podczas jednej z uczt, podpalił pałac Kserksesa. Dotychczas oszczędzał miasta, które nie stawiały oporu, odstępstwo od tej reguły zastanawia więc historyków. Prawdopodobnie chodziło o dwa czynniki - złość po zrozumieniu, że elita - zarówno cywilna, jak i religijna - społeczeństwa perskiego nigdy nie zaakceptuje go jako swojego władcy, oraz - wobec takiej nieprzejednanej postawy - chęć zastraszenia elit w celu ułatwienia sobie przyszłych działań na wschodzie królestwa.


Po czteromiesięcznym odpoczynku armia ruszyła w stronę Ekbatany. Miasto poddało się bez stawiania oporu. Aleksander wykorzystał postój do reorganizacji swoich sił zbrojnych. Odesłał do domu wszystkie wojska sprzymierzone, razem z tesalską konnicą Parmeniona. Stary dowódca - miał już 70 lat - został mianowany lokalnym satrapą, a tym samym pozbawiony wpływu na zarządzanie armią. Sama armia została rozwiązana, wszystkim żołnierzom wypłacono żołd, a następnie zaproponowano im zaciągnięcie się - tym razem już do armii zaciężnej, na bardzo atrakcyjnych warunkach. Uformowana na nowo armia najemna wyruszyła natychmiast tropem uciekającego nad Morze Kaspijskie Dariusza. Ścigając Dariusza Aleksander dowiedział się, że jego największy wróg został obalony i uwięziony przez Bessosa, satrapę Baktrii, który sam obwołał się królem, Antarksesem, piątym tego imienia. Po wyczerpującym pościgu Macedończyk dorwał ich konwój. Spanikowany Bessos uciekł, raniąc wcześniej śmiertelnie Dariusza. Aleksander sprowadził zwłoki władcy do Persepolis i urządził mu królewski pogrzeb, i sam zaczął ścigać jego zabójców.


W tym czasie zaczynają się pojawiać konflikty między Aleksandrem a częścią jego dowódców, zwłaszcza tych, którzy walczyli w Azji pod dowództwem Parmeniona. Nie rozumieją albo nie pochwalają fascynacji króla kulturą wschodu - Aleksander zaczął nosić się na wschodnią modłę, zaczął również dopuszczać Persów do najbliższego kręgu swych współpracowników. Wielu ze starej gwardii chciałoby zakończyć tę włóczęgę i wrócić do domu. Nie ułatwiały sprawy listy od matki, która stale wypatrywała zagrożeń. Przesilenie następuje jesienią 330 r., gdy armia stacjonowała w stolicy Drangiany na wschodnim wybrzeżu jeziora Sejstan. Aleksander albo korzysta z okazji, albo ją wręcz stwarza - historycy nie są w tej sprawie zgodni. Pojawia się oskarżenie o przygotowywany bunt, w sprawę zamieszany jest syn Parmeniona, Filotas, dowódca konnicy. Zostaje poddany torturom i stracony. Za jednym zamachem Aleksander pozbywa się też Aleksandra z Linkestis, zięcia Antypatra i dowódcę jazdy tesalskiej, przeciwko któremu już od dawna judziła Olimpias, chcąc osłabić w ten sposób wpływy Antypatra. Z zeznań Filotasa oraz przejętych listów utkano też przewinę jego ojca i wysłano do Ekbatany nakaz egzekucji Parmeniona, który został natychmiast wykonany. Wśród wielu żołnierzy, a także w Macedonii, zgładzenie najwybitniejszego i zasłużonego dowódcy spotkało się z niezrozumieniem.


Aleksander rusza w pogoń za Bessosem. Wkracza do prowincji Aria, gdzie w Suzji hołd składa mu Satibarzanes, za co zostaje utrzymany na stanowisku satrapy tej prowincji. Aleksander pozostawia w mieście niewielki kontyngent, który po odejściu armii zostaje przez żołnierzy Satibarzanesa wymordowany. Aleksander posyła karną ekspedycję, która zabija przewrotnego satrapę. Na jego miejsce Aleksander mianuje Macedończyka Menona, który był już satrapą Arachozji, dla którego wzmocnienia zostaje w prowincji założona kolonia wojskowa. Następnie wiosną 329 r. przeprawia się przez Hindukusz, podbija prowincję Baktria i dociera do rzeki Oksos (Amu-Daria). Po drodze z armii odchodzą ochotnicy tesalscy, sporo żołnierzy ginie też z powodu ciężkich warunków. Aleksander po raz pierwszy uzupełnia ubytki masowym przyjmowaniem do armii przedstawicieli miejscowych ludów. W miejscu przeprawy szerokość rzeki to ponad kilometr. Aleksander ponawia manewr, który zastosował kiedyś nad Dunajem - nakazuje wypełnić skóry namiotów słomą i zszyć je starannie. Na taki zaimprowizowanych tratwach armia przeprawia się przez rzekę, całkowicie zaskakując Bessosa i jego sprzymierzeńców. Przerażeni dowódcy prowincji Sogdiana, pod wodzą Spitamenesa, postanawiają zmienić front, więżą Bessosa i oddają go Aleksandrowi. Bessos zostaje osądzony i za zabójstwo króla stracony w Ekbatanie.


Armia Aleksandra dochodzi do rzeki Jaksartes (Syr-Daria), która stanowiła północno-wschodnią granicę perskiego panowania. Obsadza tu załogami kilka starożytnych fortów. Tymczasem pozostawiony w tyle Spitamenes buntuje się, wybija załogi fortów i obsadza je swoimi ludźmi i przystępuje do oblężenia Marakandy, największego miasta regionu. Aleksander posyła dosyć silny oddział, który zostaje przez Spitamenesa wybity. Gdy dociera pod Marakandę ze swoją armią, Spitamenes ucieka na stepy, zamieszkałe przez Massagetów. Nie ma sensu go tam gonić, więc Aleksander na zimę 329/8 r. wycofuje się do Zariaspy.


Wiosną 328 r. rozpoczyna się polowanie na Spitamenesa. Aleksander musi zmierzyć się z przeciwnikiem, który po mistrzowsku stosuje wojnę podjazdową. Z czasem jednak rozproszona po okolicy armia macedońska odcina Spitamenesa od pożywienia, wzmocnień i sprzymierzeńców i doprowadza do tego, że Massageci sami zabijają Spitamenesa, a jego głowę posyłają Aleksandrowi na znak przymierza. Jest już zima, a Aleksander wreszcie zaczyna zmierzać w kierunku upragnionych Indii. Po drodze podbija kolejne tereny, w tym Skałę Sogdyjską - fortecę górską, wydawałoby się nie do zdobycia. Jej władca, Oksyartes, poddaje się po pokazie sprytu i możliwości armii Aleksandra. A sam Aleksander decyduje się na małżeństwo z córką Oksyartesa, Roksaną. To małżeństwo oraz sieć osiedli wojskowych zapewniają mu spokój na wschodzie imperium perskiego.


Wiosną 327 r. kilkudziesięciotysięczna, wielonarodowa armia Aleksandra przez przełęcz Salang wkracza do Indii. Metodami dyplomatycznymi, a gdy trzeba, siłowymi, narzuca swoje zwierzchnictwo kolejnym ziemiom. Przekracza Indus, na jego wschodnim brzegu wita go radża Ambhi, najpotężniejszy władca w tamtym rejonie. W stolicy jego ziem, Taksili, wojsko Aleksandra odpoczywa, a on rozsyła poselstwa po okolicznych ziemiach, próbując skłonić ich władców do oddania mu hołdu - ze zmiennym szczęściem. Odmawia mu Poros, którego ziemie rozciągają się po wschodniej stronie rzeki Hydaspes (Dżhelam). W czerwcu 326 r. armia Aleksandra rusza nad Hydaspes i dociera do niego w okolicach Haranpuru. Trwa akurat pora deszczowa, rzeka jest wezbrana, a wojska Porosa czekają na drugim brzegu. Aleksander rozpoczyna szereg manewrów pozorujących, które mają zdezorientować i osłabić czujność wroga. Jego zwiad znajduje tymczasem dogodne miejsce do przeprawy jakieś dwadzieścia pięć kilometrów w górę rzeki. Aleksander dowiaduje się, że duża armia pod wodzą Abisaresa, radży Kaszmiru, zmierza na południe. Nie można pozwolić na połączenie tych sił. Aby do końca mieszać w głowie Porosowi, dzieli swe wojsko, większość pozostawia w rejonie Haranpuru, a w górze rzeki pod osłoną nocy i podczas burzy z piorunami przeprawia się swymi najlepszymi jednostkami. Radża, dowiadując się o desancie i nadal nie wiedząc, z której strony nastąpi główny atak, wysyła w kierunku grupy Aleksandra oddział, dowodzony przez syna. Nie są dla doborowych jednostek żadną przeszkodą - w potyczce ginie jednak legendarny koń Aleksandra, Bucefał. Ginie również syn radży. Sam Poros dochodzi do wniosku, że najważniejsze jest pokonanie Aleksandra, naprzeciw Haranpuru pozostawia część swoich wojsk, a cały trzon rusza w kierunku grupy desantowej Aleksandra. Nowym elementem w tej walce jest 130 słoni bojowych. Aleksander obmyślił taki plan bitwy: zaatakuje lewe skrzydło armii indyjskiej specjalnie uszczuplonymi siłami konnicy, licząc na to, że radża, widząc, że ma szansę zgnieść grecką jazdę, przerzuci swoją jazdę z prawego skrzydła, by wraz z jazdą z lewego rozbiła formację Aleksandra. I tak dokładnie się stało. W tym momencie na prawe skrzydło wojsk radży runęła od tyłu ukryta dotąd reszta konnicy Aleksandra. Jazda hinduska została pokonana, piechota grecka ruszyła na centrum ugrupowania Porosa, gdzie rozgorzała zażarta walka z piechotą i słoniami. W ulewnym deszczu zorganizowana i zdyscyplinowana armia grecka stopniowo zyskiwała przewagę, aż bitwa przerodziła się w rzeź. Zginęli dwaj synowie Porosa, on sam, ranny, poddał się Aleksandrowi. Macedończyk, doceniając męstwo przeciwnika, oddał mu jego tron, co więcej, po rozprawieniu się z innymi lokalnymi władcami, przekazał ich ziemie pod zarząd Porosa.


Bitwa nad Hydaspesem została zaliczona do największych zwycięstw Aleksandra, obok Granika, Issos i Gaugameli. Była też ostatnią tak wielką bitwą, stoczoną przez jego wojska.


W lipcu, jeszcze w porze monsunowej, Aleksander podjął marsz na wschód, w kierunku mitycznego Oceanu Wschodniego, na którym miały kończyć się Indie. Prawdopodobnie zdawał sobie już wtedy sprawę, że subkontynent indyjski jest znacznie większy, niż wynikało to z ówczesnej greckiej wiedzy, tym niemniej głód poznawania nieznanego gnał go ciągle do przodu. Doszedł do rzeki Hyphasis (Beas), gdzie cierpliwość jego żołnierzy się skończyła. Nie pomogły żadne środki - został zmuszony do podjęcia decyzji o powrocie. Jako usprawiedliwienie decyzji posłużyły niepomyślne wróżby i jesienią 326 roku armia zawróciła w kierunku Hydaspesu, gdzie załadowała się na okręty, i najpierw Hydaspesem, a potem Indusem popłynęła w kierunku Oceanu Indyjskiego. Część oddziałów maszerowała po obu stronach rzeki. Po drodze stoczono jeszcze wiele bitew, podczas których armia Aleksandra wykazała się bezwzględnością i okrucieństwem. W jednej z potyczek Aleksander został ciężko ranny i ledwo uszedł z życiem.


Po przybyciu do delty Indusu postanowił, że część armii popłynie wzdłuż wybrzeża wraz z większością zaopatrzenia, aż do ujścia Eufratu, a on sam z częścią wojska uda się lądem, starając się trzymać jak najbliżej wybrzeża i dbając o to, by flota mogła w regularnych odstępach czasu zaopatrzyć się w wodę pitną. Według wszelkich wiadomości droga ta miała prowadzić przez spalone słońcem pustkowia. I tu chyba również na podjęcie takiej decyzji wpłynęła jego żądza przygód - według relacji taką samą drogę przebyła wcześniej ze swoimi wojskami Semiramida, a potem Cyrus Wielki. Do celu podróży półlegendarnej królowej udało się dotrzeć z dwudziestką żołnierzy, a Cyrusowi z siedmioma.


Ze względu na monsun i kierunek wiatru z wyruszeniem floty pod dowództwem Nearchosa czekano do końca września. Sam Aleksander z wojskami lądowymi wyruszył miesiąc wcześniej. Droga armii lądowej przebiegała spokojnie aż do momentu, gdy góry Talar-i-Bund zaczęły schodzić do samego morza i armia musiała skręcić w głąb lądu. Nadal nie było łączności z flotą. Teren okazał się wyjątkowo suchy, żołnierze maszerowali wiele mil, często nocą, by uniknąć upału, a gdy odwodnieni docierali do jakiejś błotnistej, czasami słonawej sadzawki, to niektórzy z nich umierali z przepicia po odwodnieniu, inni padali na skutek porażenia słonecznego. Dochodziły do tego węże, trujące rośliny, od których padały zwierzęta. Wygłodzeni żołnierze zaczęli zabijać zwierzęta juczne. Pewnej nocy armia rozbiła obóz w korycie wyschniętej rzeki. Tej samej nocy w górach spadła rzęsista ulewa i wezbrane wody porwały wielu ludzi, zwierzęta i dobytek. Na koniec burza piaskowa spowodowała, że przewodnicy stracili orientację w terenie. Mały oddział pod wodzą Aleksandra udał się na południe i po niedługim czasie dotarł do pasa nadmorskiego, gdzie udało się dokopać do słodkiej wody. Przez tydzień szli wzdłuż wybrzeża, aż natrafili na drogę, prowadzącą w głąb lądu do Pury, stolicy Gedrozji, po dziesięciu dniach przeprawy przez niegościnną pustynię. Według historyków z 85 tysięcy ludzi, którzy z nim wyruszyli, do Pury dotarło jedynie 25 tysięcy. Po zaprowiantowaniu i odpoczynku armia wyruszyła po znacznie bardziej gościnnym terenie i dotarła do Harmozji w Karmanii. Flota dotarła do cieśniny Ormuz cało, jednak ze sporym opóźnieniem.


Trzeba było jakoś spacyfikować satrapów, którzy pod jego nieobecność obrośli w majątek i siłę wojskową. Po wkroczeniu do Persji osłabiony Aleksander, wściekły na satrapów, którzy nie dostarczyli pomocy jego armii pomimo wezwań, rozpoczął natychmiast czystki wśród pozostawionych tam urzędników, pod pozorem zdrady, niegospodarności, innych przewin. Persja już wiedziała, że król wrócił. Harpalos, nadzorca skarbu w Babilonie, zagarnął 5000 tysięcy talentów i uciekł do Aten, gdzie schronienia udzielił mu Demostenes. Macedonia bezskutecznie żądała jego wydania, jednak Harpalos został na skutek zdrady zmuszony do ucieczki na Kretę, gdzie został zamordowany.


W styczniu 325 r. nastąpiło ponowne rozstanie armii lądowej i floty. Kolejnym punktem spotkania była Suza, gdzie obie formacje dotarły na początku 324 r.


W tym czasie Sparta zbierała wrogów Aleksandra, mając nadzieję na zmontowanie koalicji antymacedońskiej. W samej Macedonii Olimpias wraz z Kleopatrą, siostrą Aleksandra, zbuntowały się przeciwko Antypatrowi, przy czym Kleopatra przejęła Macedonię, a Olimpias rodzimy Epir.


Po powrocie Aleksandra do Persji pojawiły się nowe napięcia. Życie toczyło się pod nieobecność króla, a on nie zwykł siedzieć bezczynnie. Podjął szereg zamierzeń, mających olbrzymie geopolityczne skutki. Zwolnił do domu za hojną odprawą dużą część najstarszych żołnierzy macedońskich, co doprowadziło do kolejnego buntu w armii, ponieważ młodsi o takim samym stażu w armii domagali się podobnych przywilejów. Zaczął reorganizować armię w taki sposób, by oddziały były wielonarodowe. Doprowadził do masowych małżeństw swych greckich żołnierzy z perskimi dziewczętami. Chcąc rozwiązać problem byłych najemników greckich, którzy walczyli po stronie Persów, zmusił Związek Helleński do przyjęcia byłych dysydentów. Jednocześnie zażądał od miast Związku uznania go za jednego z bogów olimpijskich.


Zdemobilizowani weterani ruszyli do Macedonii pod wodzą Kraterosa, który po dotarciu na miejsce miał zastąpić Antypatra na stanowisku wicekróla, sam Antypater miał natomiast z nowym zaciągiem udać się do Aleksandra. Dla ponad siedemdziesięcioletniego Antypatra było jasne, co to oznacza. Przez lata rządów nad Macedonią i zarządzania de facto Grecją miał zostać utracić władzę, być może i życie. Stary generał nie usłuchał Aleksandra, wysłał jednak do niego swego najstarszego syna, Kassandra, który miał wybadać sytuację i znaleźć jakieś wyjście.


Wiosną 432 r. Aleksander opuścił Suzę. Dotarł najpierw do Ekbatany, letniej rezydencji królów perskich. Tam po jednej z uczt Hefajstion, jeden z przyjaciół Aleksandra z czasów dzieciństwa, a obecnie prawa ręka Aleksandra, dowódca konnicy, zasłabł po wypiciu dużej ilości wina i zmarł. Rozpacz Aleksandra nie miała granic. Zarządzono żałobę na całym Wschodzie. Aleksander zabronił muzyki, ściął włosy na znak żałoby, nakazał skrócić grzywy i ogony końskie. Lekarza Hefajstiona ścięto, zaś ekbatańską świątynię Asklepiosa, boga lekarzy, na rozkaz Aleksandra zburzono. Zabalsamowane zwłoki królewskiego przyjaciela przewieziono do Babilonu, gdzie wiosną 323 r. urządzono uroczysty pogrzeb. Stos pogrzebowy miał pięć pięter wysokości i bok długości prawie 200 metrów, był bogato zdobiony. Aleksander podjął zabiegi, by Hefajstionowi zaczęto oddawać cześć należną bogu. Wystawił też przyjacielowi wspaniały grobowiec. W czasie uroczystości pogrzebowych pierwsza żona Aleksandra, Roksana, urodziła mu syna.


Po śmierci Hefajstiona Aleksander poprowadził wyprawę przeciwko plemieniu Kossejczyków, nakazał budować flotę na wybrzeżach Morza Kaspijskiego, co mogło być przygotowaniem do planowanej wojny przeciwko Scytom, planował podbicie całego Półwyspu Arabskiego, wyprawę na zachodnie brzegi Morza Śródziemnego. W Babilonie wykopano nowy basen portowy o pojemności tysiąca statków. Do miasta napływały nowe kontyngenty z prowincji perskich, król przyjmował mnóstwo poselstw z całego świata. Przybył również Kassander, jednak jego rozmowy z Aleksandrem przebiegały zupełnie nie po jego myśli.


Po jednej z uczt Aleksander zachorował. Zaczęła trawić go gorączka, czuł się coraz słabiej i po niecałych dwóch tygodniach, 10 czerwca 323 r., zmarł. Podobno na łożu śmierci zadano mu pytanie, komu pozostawia swoje królestwo. “Najsilniejszemu” - brzmiała odpowiedź.


Śmierć Aleksandra mogła mieć przyczyny naturalne. Mogło być też odwrotnie, wrogów miał bardzo wielu, wśród nich wielu bardzo wpływowych. Zastanawiająca jest zbieżność w sposobie śmierci Hefajstiona i Aleksandra - obaj dostali wysokiej gorączki po spożyciu wina, na skutek której ich stan ulegał ciągłemu pogorszeniu aż do śmierci kilka dni później. Wszystkie znane starożytne źródła podają wersję, według której truciznę przywiózł Kassander, a podał ją Aleksandrowi jego podczaszy Jolaos. Sugerowano, że za śmiercią Aleksandra stoi Antypater wraz z Arystotelesem. Antypater z oczywistych powodów, Arystoteles, ponieważ Aleksander zabił mu siostrzeńca, Kallistenesa, a także dlatego, że nie mógł znieść przemiany swojego byłego ucznia w tyrana i jego roszczeń do boskości. Jeden z badaczy zwraca uwagę, że objawy choroby Aleksandra - wysoka gorączka i znużenie - pasują do zatrucia strychniną. Jeden z przyjaciół Arystotelesa w jednym z traktatów opisuje, jak ją stosować i dawkować, podając, że najlepiej podawać ją w nierozcieńczonym winie, które maskuje jej gorzki smak.


Niewielu płakało po jego śmierci, dla zbyt wielu był tyranem i najeźdźcą. Po jego śmierci rozgorzała między jego generałami walka o schedę. Kassander w 310 roku zabił Roksanę i trzynastoletniego wówczas syna Aleksandra. Imperium rozpadło się na kawałki, rządzone przez jego współpracowników. W okresie hellenistycznym nie był zbyt popularny, dopiero przez Rzymian zaczął być traktowany jako legenda, półbóg, który wyprzedził ich dokonania o kilka wieków.

niedziela, 23 maja 2021

O Słońcu wierszem

Z racji realizowania się od czasu do czasu w roli nauczyciela raz do roku wypada mi zasiadać w komisji maturalnej. Te trzy godziny siedzenia jak kołek, gdy ja nie potrafię pięć sekund nic nie robić, nawet śpiąc wiercę się, jak twierdzi żona, to dla mnie nie lada wyzwanie.

W zeszłym roku wykorzystałem ten czas na przetłumaczenie jednego z moich ulubionych wierszy - "Fire And Ice" Roberta Frosta. Efekt umieściłem tu na Facebooku. Tym razem postanowiłem rozpocząć pracę nad moim Opus Magnum - przewodnikiem po Układzie Słonecznym, wierszem oczywiście. I tak powstał ten potworek-zabawka, czyli wstęp do heliofizyki:
 

W środku Układu świeci Słońce

Oślepiająca złota kula

Czujemy, jakie jest gorące

Jak Ziemię blaskiem swym otula


Temperatura powierzchniowa

Wynosi stopni sześć tysięcy

Od takiej liczby boli głowa

Wewnątrz jest jednak znacznie więcej


Jak pokazują wyliczenia

W  centrum trzynaście jest milionów

kelwinów. Tak to się ocenia

Energię ruchu tych atomów


Które we wnętrzu Słońca żyją

Choć tak po prawdzie te atomy

W tym swoim pędzie wciąż się biją

I pogubiły elektrony


Latają sobie więc protony

I odpychają się wzajemnie

Ich duża prędkość z drugiej strony

Popycha mocno je do siebie


Ta prędkość trochę jest za mała

By w myśl praw fizyki Newtona

Niesamowita rzecz się stała

I proton dotarł do protona


Kwantowej mechaniki prawa

Inne wyniki dają zgoła

I z pięcioprocentową szansą

Proton z protonem zbić się zdoła


Jeden z nich zmienia się w neutron

I żeby prawa zachowania

Ładunku spełnić, to pozyton

Przygotowuje do wysłania


Tenże pozyton po wysłaniu

Spotka się wkrótce z elektronem

I jak to cząstka z antycząstką

Anihilują z wielkim dzwonem


To jest z emisją światła, które

Szybko zostaje pochłonięte

I znów wysłane, i tak foton

We wnętrzu Słońca kreśli pętle


Podobny Odysowi, który

Pogubił drogę do Itaki

I dystans, który w dwa tygodnie

Przepłynie żeglarz byle jaki


Ten dziesięć lat zmitrężył w drodze

A w Słońcu foton szybkonogi

Co do powierzchni w dwie sekundy

Dotrze, gdy nie pomyli drogi


Trzydzieści lat tysięcy krąży

By drogą krętą zamiast prostą

Ku fotosferze długo dążyć

I w końcu wolnym uciec w kosmos


Wróćmy jednakże do protonów

Co w środku Słońca się zderzają

Tam bowiem z czasem do dwóch pierwszych

Kolejne dwa się dołączają


I  z czterech, które najpierw były

Protony dwa mamy u celu

I neutrony dwa, co razem daje

Stare, poczciwe jądro helu


I tak to w tym słonecznym tyglu

Przez pięć miliardów lat bez mała

Zmieniając wodór w hel bez przerwy

Termojądrowa fuzja działa.

 

piątek, 3 sierpnia 2012

Książka przeczytana: Henryk Heine - utwory

Ponad 20 lat temu przeczytałem spory wybór jego wierszy, i teraz, korzystając z dobrodziejstw Kindle'a, zrobiłem to ponownie. Mój odbiór Heinego się nie zmienił - to genialny artysta, jego wiersze są żywe, pełne emocji, celne, skrzące się humorem i pasją. To jeden z moich ulubionych poetów, obok Blake'a i Ezry Pounda. Polecam każdemu - to poezja łatwa w odbiorze i bardzo autentyczna.

Aha, kiedy pięć lat temu po raz pierwszy zrobiłem z Marią obchód paryskich cmentarzy, to na Montmartrze odszukałem jego grób i podumałem na nim przez chwilkę. Jak znajdę gdzieś zdjęcie tego nagrobka (akurat porządkuję fotografie sprzed lat), to dokleję.

piątek, 20 lipca 2012

Książka przeczytana: Świat z papieru i stali, praca zbiorowa





Wydawnictwo Waneko dało mi jeden z najlepszych komiksów, jakie kiedykolwiek czytałem - "Tu detektyw Jeż". Teraz wróciłem do nich po "Battle Royale" - nie wiem jeszcze, czy warto było, dziś przyszedł trzeci tom, na który czekałem, więc pewnie niedługo przeczytam wszystkie trzy pierwsze książeczki z tego cyklu za jednym zamachem (mogłem tak poczekać na Pana Lodowego Ogrodu, panie Grzędowicz, kończ Pan ten cykl! - żartuję, żartuję, panie Jarosławie, poczekam, z sercem pełnym uzasadnionej poprzednimi książkami nadziei, że warto). Przy okazji zamówiłem i tę kompilację artykułów o Japonii. Czyta się lekko i szybko, artykuły są krótkie i bardzo różnorodne, groch z kapustą, czyli pożywne danie! Polecam każdemu, kogo interesuje kultura japońska.

czwartek, 5 lipca 2012

Książka przeczytana: Jeremy Clarkson - Świat według Clarksona. Część 4


Nie oglądam Top Gear - nigdy nie miałem hysia na punkcie samochodów. Moje dzieci jednak od czasu do czasu włączają tę audycję, więc zdarzało mi się zerkać - i program wydawał mi się lekki, zabawny i ciekawy.

Ostatnio tak się złożyło, że otrzymaliśmy tę książkę w prezencie - razem z biletem do kina. Mówiąc szczerze, z początku nie chciało mi się nawet do niej zaglądać, ale czekając, kiedy żona wyjdzie ze sklepu, przeczytałem jeden z felietonów - losowo wybrany ze środka - i tak już poszło. Całą książkę przeczytałem w kilka dni.

Jest to zbiór felietonów. O motoryzacji w nim niewiele, wiele za to reakcji na życie codzienne w Wielkiej Brytanii. Zaskakujące jest to, że gość prowadzi program w BBC - brytyjskiej telewizji państwowej. Jego poglądy na życie lokują go blisko takich ludzi, jak Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, Rafał Ziemkiewicz czy Wojciech Cejrowski - wierzy w wolność i odpowiedzialność człowieka za swoje życie. U nas byłby postrzegany jako skrajny oszołom i rugowany z życia publicznego - tak, jak wymienieni przeze mnie, W Wielkiej Brytanii pewnie też spadają na niego gromy, nie przeszkadza mu to jednak być chyba najbardziej znanym dziennikarzem brytyjskim na świecie.

Czyta się lekko i szybko. Polecam!

środa, 27 czerwca 2012

Książka przeczytana: Rafał Ziemkiewicz - Zgred


Wiekowo jesteśmy z Ziemkiewiczem blisko, cztery lata różnicy, więc trochę tych doświadczeń i spojrzenia na świat się dzieli, choć są i dosyć ważne różnice. Bardzo ta książka osobista, nie pierwsza, którą czytałem, z katastrofą smoleńską w tle, ale dobra. Sama katastrofa zamyka akcję, a książka jest opisem polskiego świata przed. Ciekawa dokumentacja tamtych czasów, za jakiś czas będzie to cenny dokument, jak wyglądała wtedy Polska. Czy coś się zmieniło? Trudno to ocenić. To tak, jak ze śmiercią Papieża - są efekty, ale najważniejszy wpływ to ten podskórny, którego nijak nie uwidzisz.

Czy polska polityka zmieniła się na lepsze? Nie wydaje mi się - opis choroby, kreślony przez RAZa, jest i dziś aktualny - po tragicznej śmierci Prezydenta żadne opamiętanie nie przyszło.

Książka przeczytana: Stan Sakai - Usagi Yojimbo. Tom 1: Ronin.


Usagiego pokochałem od pierwszego kontaktu. Czytałem i tomiki, wydawane najpierw przez Mandragorę, i te, które później wydawał Egmont. Niestety, nie było mi dane przeczytać pierwszego tomu serii - został wyprzedany, zanim natknąłem się na najsłynniejszego komiksowego samuraja.

Chwała Egmontowi, że zdecydował się na reedycję pod swoim szyldem pierwszych tomów. Wstyd Egmontowi za cenę ostatnich tomów i tego tomiku również.

Usagi w pierwszych historyjkach wygląda troszkę inaczej, niż później. I  zwierzątka wyglądają trochę inaczej, i malutkie czaszki nad postaciami umierających pojawiają się nie od razu - ale jeszcze w pierwszym tomie. Teraz mam już komplet tomów, uff.

środa, 20 czerwca 2012

Książka przeczytana: John Gribbin - Alone In The Universe


Świetna książka. Autor zebrał w jednym miejscu najważniejsze argumenty na rzecz tezy, że inteligentne życie jest w kosmosie czymś unikalnym. Dużo wiadomości - i z astronomii - te w większości nie były dla mnie nowiną, choć i ja dowiedziałem się tu czegoś nowego, i z geologii, i biologii. Dla mnie największym odkryciem była biologia właśnie - słyszeliście kiedyś o łupkach Burgessa (Burgess shale)? Już kupiłem sobie książkę Goulda. Toż na lekcjach biologii to powinien być kanon przekazywanej wiedzy! Jak nędzna jest ta nasza erudycyjna edukacja, mnóstwo bezużytecznych faktów przy jednoczesnym braku zrozumienia treści ze strony nauczycieli i braku woli do nauczenia analizy informacji. Spojrzenie na ewolucję u Gribbina było dla mnie cudownie świeże. Być może na Zachodzie wielu wyedukowanych ludzi zdaje sobie sprawę, jak ewolucja życia na Ziemi przebiegała naprawdę - dla mnie wizja gribbinowska była jak objawienie.

Szczerze polecam wszystkim ciekawym świata - niestety, na razie tylko po angielsku..

Książka przeczytana: Roald Amundsen - Zdobycie Bieguna Południowego

Z okazji urodzin w prezencie od rodziny otrzymałem Kindle'a - proste urządzenie, elektroniczny czytnik książek, przenośna biblioteka. Tym jest i do tego nadaje się doskonale. Książka Roalda Amundsena to pierwsza duża pozycja, przeczytana przeze mnie w całości na Kindle'u. Miła lektura - jak znakomita większość książek podróżniczych, które czytałem. Amundsen jest taki bardzo - norweski. Teraz chętnie poczytałbym dzienniki Scotta, ale jakoś nie dałem rady ich znaleźć w postaci elektronicznej, a inne lektury czekają. Poza tym płodozmian wskazany.

wtorek, 20 marca 2012

Książka przeczytana: CS Lewis - Nieodparte racje

To zbiór esejów czy wystąpień CS Lewisa w okresie II wojny światowej lub tuż po, dotyczących różnych zagadnień - systemu karnego, kary śmierci, służby wojskowej... Jest wśród nich parę naprawdę ciekawych spostrzeżeń, jednak nie wszystko jest aktualne, uniwersalne. Ot, parę tekstów zrzuconych razem. Ze wszystkiego, co czytałem Lewisowego, ta pozycja wywarła na mnie najmniejsze wrażenie.

Aha, aż smutno, gdy człowiek zda sobie sprawę z tego, na jakim poziomie prowadzono kiedyś dyskusje światopoglądowe...

poniedziałek, 27 lutego 2012

Książka przeczytana: CS Lewis - Podział ostateczny

Jeżeli chodzi o moją znajomość z Lewisem, to czytałem najpierw Trylogię kosmiczną, potem Narnię - to wszystko wiele lat temu po raz pierwszy i kilka razy potem. Dwa czy trzy lata temu sięgnąłem po Odrzucony obraz - to jedna z najważniejszych książek, które przeczytałem w życiu, żelazna wręcz pozycja dla kogoś interesującego się historią nauki, wskazana również tym, których interesuje historia myśli.
Teraz pod rękę nawinął się Podział ostateczny - bardzo ciekawe opowiadanie, taka lewisowa Boska komedia. Nieduże toto, na ok. 100 stron, w sam raz na spokojny wieczór. Gorąco polecam!

piątek, 24 lutego 2012

Książka przeczytana: JRR Tolkien - Hobbit

Hobbit to najczęściej - po Bajkach robotów Lema - czytana przeze mnie książka. Tym razem przeczytałem ją po raz pierwszy w tłumaczeniu Pauliny Braiter.

O samej książce nie ma chyba co pisać. Tym razem zauważyłem pewną rzecz - nie wiem, czy widziałem ją wcześniej. Nie rozumiem, po co Bilbo poszedł z Arcyklejnotem do ludzi. Zgodnie z przedstawionym przez niego konceptem Arcyklejnot miał posłużyć do otrzymania 1/14 części skarbu, należnego Bilbowi. Wydaje się, że prościej byłoby, gdyby Bilbo po prostu zażądał od Thorina swojego udziału i oddał go ludziom - rezultat byłby podobny, a nie zostałby przez wodza krasnoludów posądzony o kradzież. Hmm..

niedziela, 19 lutego 2012

Książka przeczytana: Terry Pratchett - Ruchome obrazki. Film obejrzany: Artysta

Taka sobie - za to dzień czy dwa po skończeniu lektury obejrzałem "Artystę" z Jeanem Dujardin i Berenice Belo. Ten sam duet grał w jednym z moich ulubionych filmów: "OSS 117. Kair - miasto szpiegów". Film ładnie komponuje się z książką, nawet Gaspode w nim jest :-).
Pamiętam czasy, gdy w telewizji pokazywano nieme filmy w cyklu "W starym kinie". Dzisiaj stare kino to filmy, których premierę sam oglądałem w kinie. Nie szukam w życiu nostalgii, raczej z niecierpliwością wyczekuję nowego, lecz Dujardina lubię bardzo i cieszę się, że i Belo tu się pojawiła. Dobrze, że film nie przeszedł bez echa.

środa, 15 lutego 2012

Polszczyzna-cholewszczyzna

No i bach - pisałem przy okazji recenzji ostatnio przeczytanej książki ze Świata Dysku Terry'ego Pratchetta, że polski tłumacz, Piotr Cholewa, z uporem maniaka popełnia ten sam błąd językowy. Teraz czytam trzecią książkę z tego cyklu w ciągu ostatniego miesiąca - są to "Ruchome obrazki". I proszę, strona 201 - "dwoma garściami". Tego chyba nie można już nazywać błędem - to już jest styl!

sobota, 11 lutego 2012

Książka przeczytana: Terry Pratchett - Mort

Naprawdę sprawna rozrywka. Teraz trochę tych praczetów będzie, bo kupiłem sobie kilkanaście tomów na gwiazdkę. Jedna uwaga o tłumaczu, panie Piotrze Cholewie - nie kontroluje, cholewa, odmiany przez rodzaje. Jest to przypadłość wielu tłumaczy, ale wkurza mnie to niemiłosiernie. W obu przeczytanych ostatnio książkach, tłumaczonych przez pana Cholewę, napotkałem na wpadki tego samego rodzaju - nie zacytuję dokładnie, ale chodzi o błąd typu: dwoma dziewczynami, oboma nogami. No szlag (jak to po kociewsku mówią) człowieka (czyli mnie) trafia.
Teraz czytam "Ruchome obrazki". 60 stron i bez takiego błędu. Zobaczymy, panie Cholewa, zobaczymy...

wtorek, 7 lutego 2012

Książka przeczytana: Terry Pratchett - Piramidy

Ja tego nie pamiętałem - ale dzieci mi przypomniały, że już ją kiedyś czytałem. No i dobrze. Zabawna, parę zdań chciałbym zapamiętać i cytować przy różnych okazjach. Na kolana nie powala, ale do odprężenia się w sam raz.

Książka przeczytana: Grzegorz Rosiński, Yves Sente - "Thorgal, Tome 33: Le Bateau-Sabre"

Najnowszy tom Thorgala. Jak ja lubię ten cykl! Tylko zapominam, co było w poprzednim tomie, zanim ukaże się nowy. Tu znowu akcja troszeczkę potoczyła się do przodu, ale troszeczkę tylko - mam nawet takie uczucie, jakby posunęła się do przodu najmniej ze wszystkich dotychczasowych tomów.

Aha, to o akcji. A o rysunkach? No, nie jest źle, kreska Rosińskiego zawsze bardzo mi się podobała. Ale jak patrzę na to, co Dufaux wymalowuje teraz Van Hamme'owi - mniam, ślinka cieknie - bo się chłopu chce, bo pracuje na swoje nazwisko. Tylko "plot" nie taki dobry...

Ale i tak kocham Thorgala. I czekam na dalszy ciąg.

sobota, 4 lutego 2012

Książka przeczytana: Mervyn Peake - Tytus Groan

Gdybym miał podsumować ją jednym słowem, byłoby to słowo: nużąca. Facet był malarzem, zanim popełnił tę powieść, i to widać. Namalował słowami. Ta książka jest jednak zbrodnią przeciwko zdarzeniom. To literatura oczyszczająca, jakaś terapia poprzez zapisywanie słów. I co z tego, że się umie formułować zdania, jak nie za bardzo się wie, co chce się powiedzieć.
Książka dla masochistów (że też wytrzymałem do ostatniej strony!), zawodowych literaturoznawców - i to chyba koniec listy odbiorców. Jeżeli ktoś z Was przebrnął przez pozostałe dwa tomy trylogii, niech napisze, czy dalej też było tak beznadziejnie.
Teraz czas na coś zdecydowanie lżejszego. Pratchett.

środa, 23 listopada 2011

Google czci Lema

Dziś strona startowa Google'a prezentuje grafikę, a po kliknięciu na nią - grę, utrzymaną w konwencji ilustracji Daniela Mroza do "Bajek robotów" Stanisława Lema. Miłośnicy polskiego pisarza i futurologa znajdą w tej grze wielu przyjaciół ze stron jego powieści. Polecam!

środa, 9 listopada 2011

Komiks przeczytany: Harold Sakuishi - Beck


"Beck" to manga, której bohaterem jest Koyuki - bardzo sympatyczny młody człowiek. Rzecz jest o szkole, kolegach, miłości, muzyce, pracy, przemyśle rozrywkowym. Jest napisana ponadprzeciętnie, to jedna z najlepszych mang dla młodzieży, jakie czytałem. Trochę się ciągnie, ale takie prawo rynku. Na podstawie komiksu powstał również film animowany.