Z tą książką to ciekawie było. Nie słyszałem wcześniej o tym pisarzu - dowiedziałem się o jego istnieniu w Wigilię, gdy znajomy - notabene karmelita (kto czytał książkę, to się uśmiechnie) polecił mi tego autora przy składaniu życzeń. Bardzo tę osobę lubię i cenię, więc pewne było, że po rzeczone książki sięgnę. Nazajutrz, u moich Rodziców, znalazłem pod choinką - książkę Michaela D. O'Briena.
"Ojciec Eliasz" to jego pierwsza powieść. Jest to książka dla katolików - nie wiem, jak odebrałaby ją osoba niewierząca czy, powiedzmy, muzułmanin - spodziewam się, że zrezygnowaliby szybko z lektury. Dla katolika książka może być bardzo poruszająca - ja ostatnio czytałem "Obóz świętych" Raspaila i O'Brien był jakby drugim głosem w - czym? Nie dyskusji przecież - w chórze ostrzegających przed katastrofą.
Nie chcę pisać recenzji przeczytanych książek. Tej wystawiam dobrą notę, sięgnę po kolejne pozycje - już po angielsku, bo po polsku wydano jeszcze jego późniejsze powieści, a chciałbym przeczytać je zgodnie z chronologią powstawania, bo może będzie widać, jak z czasem zmieniał się sam autor.
Jeżeli ktoś jest katolikiem i nie czytał dotąd książek sensacyjnych, pisanych przez katolików dla katolików, to ta pozycja jest idealna na początek.
Ja sam nie patrzę tak na historię. Pamiętam, że budziło to często zdumienie Świadków Jehowy, gdy pukali do moich drzwi: "Czy nie uważa Pan, że na świecie jest coraz więcej zła i nieszczęść? - Nie, wręcz przeciwnie, uważam, że świat jest coraz lepszy". Była w tym prowokacja, ale ja naprawdę tak uważam. Jest to jakiś wpływ C. S. Lewisa, zwłaszcza jego Trylogii Kosmicznej - chociaż jej ostatnia część, "That Hideous Strength" - oo, to już nie jest zbyt optymistyczna - ale ogólnie rzecz biorąc staram się widzieć dobro w otaczającym nas świecie, a Lewis też pokazywał w swych książkach, że Bóg nawet ze złych rzeczy wyprowadza dobro. Dzieje się wokół nas dużo zła, ale też i dużo dobra. Co my wiemy, jak wyglądał świat sto, dwieście, trzysta, czterysta lat temu? Skąd ta pewność, że był wtedy lepszy? Albo gorszy?
A ja chciałbym, by stawał się coraz lepszy. Dlatego wierzę w zmianę w tym kierunku.
A skoro jesteśmy już w apokaliptycznym temacie, to na zakończenie wiersz Larkina (piszę z pamięci, więc mogą być drobne przeinaczenia):
Some say the world will end in fire
Some say - in ice
From what I've tasted of desire
I hold with those who favour fire
But - if it had to perish twice
I think I know enough of hate
To say that for destruction ice
Is also great and would suffice.
Ładne, nie?
Idę na siatkówkę.
piątek, 7 stycznia 2011
piątek, 31 grudnia 2010
Wesprzyj Wikipedię!
Czy zastanawialiście się nad tym, ile osób poświęca swój czas, by stworzyć coś i podzielić się tym za darmo z innymi? Zachęcam Was do włączenia się w tę ideę - możliwości jest wiele i każdy znajdzie coś zgodnego ze swoimi zainteresowaniami czy przekonaniami. Wikipedia to tylko jeden z takich projektów, chociaż chyba najbardziej znany.
Kradzież w biały dzień
Na zakończenie roku jeszcze taka refleksja. Rząd postanowił przekreślić założenia reformy emerytalnej i zmniejszyć składkę przekazywaną do Otwartych Funduszy Emerytalnych. Jakoś przechodzi to bez większego społecznego echa.
Przypominam sobie, że rząd Buzka ceniłem za klarowny plan czterech wielkich reform: administracyjnej, służby zdrowia, emerytalnej i szkolnictwa. Był plan, była obietnica, były próby realizacji.
Co z tego wyszło?
Reforma administracji - tak naprawdę chodziło o zbudowanie systemu samorządności w Polsce. Powstały nowe województwa, powiaty. Wybieramy część władz w wyborach bezpośrednich. Czego nie zrobiono: nowe instytucje nie są finansowane w sposób, który wspierałby samorządność. Był taki projekt, by budżet gmin to były podatki dochodowe płacone przez mieszkańców gminy. Obecny sposób finansowania organów samorządowych niszczy samorządność.
Do dziś nie mogę wybierać w głosowaniu swojego wojewody. Chyba za duże pieniądze, by motłoch miał o tym decydować.
Reforma służby zdrowia - bardzo ciekawy plan. W ustawie nawet zapisano możliwość tworzenia prywatnych Kas Chorych, ale z tak długim vacatio legis, że nie doczekaliśmy. Teraz mamy Narodowy Fundusz Zdrowia i wielkie marnowanie wielkich pieniędzy.
Reforma emerytalna - część pieniędzy miała trafiać na prywatne konta w Otwartych Funduszach Emerytalnych, podlegać inwestowaniu, być dziedziczona. Zapomnij teraz o tym, Polaku. Aby uniknąć krachu budżetu sięgnięto po nasze pieniądze, i to trochę chyłkiem. Wniosek jest jeden - jeżeli sam o siebie nie zadbasz, to nie licz na państwo.
Szkoda mi ludzi, którzy w ten sposób zostali przez rząd okradzeni. Może jednak będzie to miało ten pozytywny efekt, że przyszli emeryci zrozumieją, że człowiek nie powinien liczyć na państwo, lecz na własną zaradność, co społeczeństwu wyszłoby tylko na dobre?
Pytanie, które rodzi mi się w głowie - dlaczego Jerzy Buzek nie komentuje rozwałki jednej z jego reform? Ważniejsza jest lojalność partyjna niż uczciwość wobec siebie i tych, którzy na niego głosowali w 1997 roku?
No i reforma szkolnictwa - według mnie nie aż taka zła. Z utworzenia gimnazjów można uczynić coś dobrego - lepiej, że 13-15-latki nie chodzą do jednej szkoły z siedmiolatkami. Jedno z moich dzieci jest teraz w liceum, inne pójdzie do gimnazjum w przyszłym roku. Wydaje się, że dobrym i działającym pomysłem jest łączenie gimnazjów z liceami tak, by powstał spójny sześcioletni system kształcenia. Znam takie rozwiązania z autopsji i według mnie się sprawdzają.
Po co istniejecie, rządzący? Po co chodzicie do pracy, w jakim celu podejmujecie decyzje? Może uważacie, że nie ma sensu pytać o sens - wtedy może jest Wam łatwiej patrzeć w lustro. Trudno mi uwierzyć, że czujecie się odpowiedzialni za ludzi, którym wypadło być Polakami.
Przypominam sobie, że rząd Buzka ceniłem za klarowny plan czterech wielkich reform: administracyjnej, służby zdrowia, emerytalnej i szkolnictwa. Był plan, była obietnica, były próby realizacji.
Co z tego wyszło?
Reforma administracji - tak naprawdę chodziło o zbudowanie systemu samorządności w Polsce. Powstały nowe województwa, powiaty. Wybieramy część władz w wyborach bezpośrednich. Czego nie zrobiono: nowe instytucje nie są finansowane w sposób, który wspierałby samorządność. Był taki projekt, by budżet gmin to były podatki dochodowe płacone przez mieszkańców gminy. Obecny sposób finansowania organów samorządowych niszczy samorządność.
Do dziś nie mogę wybierać w głosowaniu swojego wojewody. Chyba za duże pieniądze, by motłoch miał o tym decydować.
Reforma służby zdrowia - bardzo ciekawy plan. W ustawie nawet zapisano możliwość tworzenia prywatnych Kas Chorych, ale z tak długim vacatio legis, że nie doczekaliśmy. Teraz mamy Narodowy Fundusz Zdrowia i wielkie marnowanie wielkich pieniędzy.
Reforma emerytalna - część pieniędzy miała trafiać na prywatne konta w Otwartych Funduszach Emerytalnych, podlegać inwestowaniu, być dziedziczona. Zapomnij teraz o tym, Polaku. Aby uniknąć krachu budżetu sięgnięto po nasze pieniądze, i to trochę chyłkiem. Wniosek jest jeden - jeżeli sam o siebie nie zadbasz, to nie licz na państwo.
Szkoda mi ludzi, którzy w ten sposób zostali przez rząd okradzeni. Może jednak będzie to miało ten pozytywny efekt, że przyszli emeryci zrozumieją, że człowiek nie powinien liczyć na państwo, lecz na własną zaradność, co społeczeństwu wyszłoby tylko na dobre?
Pytanie, które rodzi mi się w głowie - dlaczego Jerzy Buzek nie komentuje rozwałki jednej z jego reform? Ważniejsza jest lojalność partyjna niż uczciwość wobec siebie i tych, którzy na niego głosowali w 1997 roku?
No i reforma szkolnictwa - według mnie nie aż taka zła. Z utworzenia gimnazjów można uczynić coś dobrego - lepiej, że 13-15-latki nie chodzą do jednej szkoły z siedmiolatkami. Jedno z moich dzieci jest teraz w liceum, inne pójdzie do gimnazjum w przyszłym roku. Wydaje się, że dobrym i działającym pomysłem jest łączenie gimnazjów z liceami tak, by powstał spójny sześcioletni system kształcenia. Znam takie rozwiązania z autopsji i według mnie się sprawdzają.
Po co istniejecie, rządzący? Po co chodzicie do pracy, w jakim celu podejmujecie decyzje? Może uważacie, że nie ma sensu pytać o sens - wtedy może jest Wam łatwiej patrzeć w lustro. Trudno mi uwierzyć, że czujecie się odpowiedzialni za ludzi, którym wypadło być Polakami.
Książka przeczytana: Jostein Gaarder - Szachmat
Czytam dużo, od kiedy pamiętam. Czasami myślałem o tym, żeby gdzieś opisywać przeczytane książki i swoje o nich zdanie. Może ten blog mógłby temu służyć?
Czytam różne książki, i całą tę rozmaitość będę starał się tu przedstawić.
Ostatnio wziąłem do ręki "Szachmat" Josteina Gaardera. Nie czytałem jego innych książek, słyszałem o "Świecie Zofii", ale go nie czytałem. Jako że ta książka miała być przeglądem jego twórczości, to uznałem, że na początek może być.
Jak się okazało, był to również koniec. Nie mogę Gaarderowi odmówić talentu pisarskiego czy popularyzatorskiego, jednak to nie jest mój sposób myślenia. To, na co przerobił indeterminizm kwantowy wskazuje, że wychował się na filozofii dziewiętnastowiecznej i jej okowy obejmują zbyt mocno jego umysł. Pomieszanie z poplątaniem. To mnie odrzuciło - w płaszczyźnie filozoficznej.
W płaszczyźnie emocjonalnej - "Kabalmysteriet" - to nie to samo, co "Mały Książę" - nie chcę tu pisać o szczegółach, ale wrażliwość autora nie wydaje mi się "niewinna".
To drugi norweski autor, po którego sięgnąłem od czasu, gdy moja siostra zamieszkała w Norwegii na stałe - od tamtego czasu inaczej czytam Norwegów. Pierwszym była Sigrid Undset - jej powieść "Krzak gorejący" dostałem w prezencie od mamy. To była ciekawa literatura i chętnie sięgnę kiedyś po więcej. Po Gaardera nie.
Czytam różne książki, i całą tę rozmaitość będę starał się tu przedstawić.
Ostatnio wziąłem do ręki "Szachmat" Josteina Gaardera. Nie czytałem jego innych książek, słyszałem o "Świecie Zofii", ale go nie czytałem. Jako że ta książka miała być przeglądem jego twórczości, to uznałem, że na początek może być.
Jak się okazało, był to również koniec. Nie mogę Gaarderowi odmówić talentu pisarskiego czy popularyzatorskiego, jednak to nie jest mój sposób myślenia. To, na co przerobił indeterminizm kwantowy wskazuje, że wychował się na filozofii dziewiętnastowiecznej i jej okowy obejmują zbyt mocno jego umysł. Pomieszanie z poplątaniem. To mnie odrzuciło - w płaszczyźnie filozoficznej.
W płaszczyźnie emocjonalnej - "Kabalmysteriet" - to nie to samo, co "Mały Książę" - nie chcę tu pisać o szczegółach, ale wrażliwość autora nie wydaje mi się "niewinna".
To drugi norweski autor, po którego sięgnąłem od czasu, gdy moja siostra zamieszkała w Norwegii na stałe - od tamtego czasu inaczej czytam Norwegów. Pierwszym była Sigrid Undset - jej powieść "Krzak gorejący" dostałem w prezencie od mamy. To była ciekawa literatura i chętnie sięgnę kiedyś po więcej. Po Gaardera nie.
niedziela, 21 listopada 2010
Hugh Laurie i protest song
Kto lubi dra Gregory'ego House'a? Tu zobaczycie fenomenalny protest song w jego wykonaniu. Kiedy zobaczyłem ten kawałek po raz pierwszy, przypomniała mi się pewna piosenka z Fraglesów - może uda mi się ją wyguglać, to nie omieszkam podzielić się linkiem.
sobota, 20 listopada 2010
Jarosław Grzędowicz
Jakieś trzy-cztery miesiące temu kupiłem kilka powieści, które zdobyły nagrodę im. Janusza Zajdla i których dotychczas nie czytałem. Trafiły na półkę - poczekalnię u nas w sypialni - i po kolei trafiały na stolik z mojej strony łóżka. Teraz przyszła kolej na Jarosława Grzędowicza i jego "Popiół i kurz". Spodobała mi się najbardziej ze wszystkich. Napisana lekkim piórem, momentami błyskotliwa, no i na uniwersalny temat - walki dobra ze złem.
Czasami, gdy oglądamy jakiś film z dziećmi, pytają: tato, a on jest dobry, czy zły? Dawniej filmy były chyba bardziej jednoznaczne i dzieci nie musiały pytać rodziców - po prostu wiedziały. A teraz? Może filmy są prawdziwsze, a może właśnie tej prawdy nie widzą. Dla mnie w prozie Grzędowicza prawda była.
Czasami, gdy oglądamy jakiś film z dziećmi, pytają: tato, a on jest dobry, czy zły? Dawniej filmy były chyba bardziej jednoznaczne i dzieci nie musiały pytać rodziców - po prostu wiedziały. A teraz? Może filmy są prawdziwsze, a może właśnie tej prawdy nie widzą. Dla mnie w prozie Grzędowicza prawda była.
Blog Marka Lewandowskiego
Mój sąsiad, którego bardzo lubię, Marek Lewandowski, opublikował w Internecie wykonane przez siebie zdjęcia. Są wśród nich również obrazy naszego pięknego Gorzędzieja. Polecam i zapraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)