wtorek, 21 czerwca 2011
Nie dla psa kiełbasa
Zbliżają się wybory parlamentarne. W tym kontekście chciałbym napisać Wam o ciekawej inicjatywie: twórcy nazwali ją "Nie dla psa kiełbasa" - chodzi o ruch, który stawia sobie na celu odsunięcie od władzy "bandy czworga", czyli dotychczasowego establishmentu politycznego: PO, PiS, SLD i PSL. Osoby, przystępujące do ruchu, zobowiązują się w najbliższych wyborach oddać głos na partię spoza tej czwórki. Ruch nie skupia ani prawicowców, ani lewicowców - ważne, by w ten sposób zamanifestować brak zgody na utrzymanie status quo. Strona ruchu dostępna jest pod adresem http://www.ndpk.pl.
Świadectwo normalności
Sąd, który rozpatruje pozew karny, wniesiony przez byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, zdecydował, że chce usłyszeć opinię biegłych na temat zdrowia psychicznego Jarosława Kaczyńskiego. Wygląda mi to na bardzo żałosne zagranie - ciekawe, jaki będzie oddźwięk publiczny. Sam oskarżony uznał to za szykanę. Ja bardzo lubię przysłowie "człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi" i szukam efektów działania siły Bożej wbrew, a częściej jeszcze w poprzek ludzkich planów. Tu do głowy przychodzi mi jedno: pożytek z wniosku sądu jest taki, że Jarosław Kaczyński już niedługo będzie miał sądowe świadectwo normalności - w odróżnieniu od wielu członków rządu. I tak to powinien komentować.
środa, 15 czerwca 2011
Inflacja najwyższa od 10 lat!!!
Główny Urząd Statystyczny przed chwilą opublikował dane o inflacji. Wynosi ona 5,0%, jest więc najwyższa od 10 lat, przy czym ceny żywności wzrosły w ciągu ostatniego roku o 9,4%.
Oznacza to, że zapłaciliśmy taki właśnie podatek od swoich pieniędzy. Podatek, nałożony równo na całe społeczeństwo przez rząd, bez konieczności jego ustalania i zdobywania zgody na jego podniesienie. Sami zgodziliśmy się ten podatek zapłacić, wybierając taki, a nie inny rząd.
By "zapiąć" budżet (i tak się nie dopina, ale chociaż żeby rozpadlina nie była zbyt szeroka) trzeba obniżać wydatki państwowe lub zwiększać wpływy, czyli głównie podatki. Obecny rząd skupił się na tym drugim, bo to jest łatwe - a cięcie kosztów wymaga wysiłku. W rezultacie mamy wyższy VAT oraz inflację, a przy okazji gwałtowny wzrost zatrudnienia w administracji.
Co interesujące, ok. połowa społeczeństwa (bo tyle w sumie według sondaży chce głosować na PO i PSL) nie ma nic przeciwko rosnącym cenom i armii urzędników, i chciałaby, by przez następne cztery lata się to nie zmieniło.
No to słodkiego, miłego życia!
Oznacza to, że zapłaciliśmy taki właśnie podatek od swoich pieniędzy. Podatek, nałożony równo na całe społeczeństwo przez rząd, bez konieczności jego ustalania i zdobywania zgody na jego podniesienie. Sami zgodziliśmy się ten podatek zapłacić, wybierając taki, a nie inny rząd.
By "zapiąć" budżet (i tak się nie dopina, ale chociaż żeby rozpadlina nie była zbyt szeroka) trzeba obniżać wydatki państwowe lub zwiększać wpływy, czyli głównie podatki. Obecny rząd skupił się na tym drugim, bo to jest łatwe - a cięcie kosztów wymaga wysiłku. W rezultacie mamy wyższy VAT oraz inflację, a przy okazji gwałtowny wzrost zatrudnienia w administracji.
Co interesujące, ok. połowa społeczeństwa (bo tyle w sumie według sondaży chce głosować na PO i PSL) nie ma nic przeciwko rosnącym cenom i armii urzędników, i chciałaby, by przez następne cztery lata się to nie zmieniło.
No to słodkiego, miłego życia!
Film obejrzany: Wielki film (Big Fat Important Movie)
Wczoraj obejrzałem nagrany wcześniej i emitowany przez HBO "Wielki film" w reżyserii Davida Zuckera. Film nosi w oryginale tytuł "An American Carol", jest jednak znany również jako "Big Fat Important Movie" - tak też jego oryginalny tytuł podał polski emitent.
Jest to komedia, oparta na szkielecie znanym z "Opowieści wigilijnej" Karola Dickensa. Do głównego bohatera, który jest złym człowiekiem, przychodzą trzy duchy. Oglądając z nimi różne sceny, dochodzi do refleksji nad własnym życiem i nawraca się.
Film jest o tyle ciekawy, że komedia, choć łatwa do przyswojenia, jest jednocześnie o dosyć poważnych tematach - patriotyzmie i manipulacji opinią. Głównym bohaterem jest Michael Malone (parodia reżysera Michaela Moore'a), który w swoich "dokumentalnych" filmach opluwa Amerykę.
Film wart obejrzenia - niektóre sceny są dla Amerykanina, ale przy wielu pośmiejecie się gorzko i z nieobcej nam politycznej manipulacji. Moja ulubiona scena: wywiad w telewizji, no i fundamentalistyczni chrześcijanie, którzy są równie groźni, co i fundamentalistyczni muzułmanie.
Popatrzcie też, jak patriotycznie usposobieni Amerykanie próbują walczyć z lewicową propagandą: komedia jest lekka, zabawna, o sprawach poważnych mówi prosto. Pokazuje w bardzo przystępny sposób, jakie niebezpieczeństwa kryją się za z pozoru słusznymi hasłami, oraz że poglądy wynoszonych na lewicowy piedestał autorytetów niekoniecznie były takie, jak próbuje się je przedstawiać.
W filmie wystąpiło kilku znanych aktorów, m. in. Jon Voight, Dennis Hopper i Leslie Nielsen, dla którego był to jeden z ostatnich filmów.
Jest to komedia, oparta na szkielecie znanym z "Opowieści wigilijnej" Karola Dickensa. Do głównego bohatera, który jest złym człowiekiem, przychodzą trzy duchy. Oglądając z nimi różne sceny, dochodzi do refleksji nad własnym życiem i nawraca się.
Film jest o tyle ciekawy, że komedia, choć łatwa do przyswojenia, jest jednocześnie o dosyć poważnych tematach - patriotyzmie i manipulacji opinią. Głównym bohaterem jest Michael Malone (parodia reżysera Michaela Moore'a), który w swoich "dokumentalnych" filmach opluwa Amerykę.
Film wart obejrzenia - niektóre sceny są dla Amerykanina, ale przy wielu pośmiejecie się gorzko i z nieobcej nam politycznej manipulacji. Moja ulubiona scena: wywiad w telewizji, no i fundamentalistyczni chrześcijanie, którzy są równie groźni, co i fundamentalistyczni muzułmanie.
Popatrzcie też, jak patriotycznie usposobieni Amerykanie próbują walczyć z lewicową propagandą: komedia jest lekka, zabawna, o sprawach poważnych mówi prosto. Pokazuje w bardzo przystępny sposób, jakie niebezpieczeństwa kryją się za z pozoru słusznymi hasłami, oraz że poglądy wynoszonych na lewicowy piedestał autorytetów niekoniecznie były takie, jak próbuje się je przedstawiać.
W filmie wystąpiło kilku znanych aktorów, m. in. Jon Voight, Dennis Hopper i Leslie Nielsen, dla którego był to jeden z ostatnich filmów.
Francja nie chce małżeństw homoseksualnych
Francuskie Zgromadzenie Narodowe odrzuciło wczoraj stosunkiem głosów 293 do 222 projekt ustawy, legalizującej małżeństwa homoseksualne.
W kontekście odrzucenia warto zwrócić uwagę na opinię Marine Le Pen, przywódczyni Frontu Narodowego. Powiedziała ona to, co i mi chodzi po głowie w kontekście takich propozycji. Jeżeli zgodzimy się na to, że definicja małżeństwa powinna ulec zmianie - dokładniej poszerzeniu, to trudno będzie powstrzymać się od pytania - co limituje tę definicję? I nie chodzi tu o kozę czy psa jako "współmałżonka", bo świadomość byłaby granicą łatwą do akceptacji. Chodzi o to właśnie, o czym powiedziała Marine Le Pen - dlaczego ograniczać definicję małżeństwa do związku DWÓCH dowolnych osób? Mamy w końcu i w historii, i w dzisiejszym świecie trochę przykładów kultur poligamicznych. Dlaczego dwa ma być lepsze niż trzy? Trudno byłoby znaleźć przekonujące racje, nie narażając się na te same zarzuty, które dziś wysuwane są wobec tych, którzy bronią tradycyjnej definicji. Co więcej, trzeba byłoby pójść konsekwentnie dalej, bo przecież trzy nie jest w niczym lepsze od czterech, a siedem to taka szczęśliwa liczba.
No i dwie konsekwencje, przychodzące do głowy od razu. Batalia o definicję małżeństwa to także batalia o prawa - do dziedziczenia bez konieczności płacenia podatku, do adopcji czy wychowywania dzieci na wypadek śmierci współmałżonka. Przy legalizacji poligamii z takiego mechanizmu mogłyby korzystać grupy ludzi, na przykład sekty, do unikania opodatkowania przy przekazywaniu majątku czy też do pozyskiwania dzieci i wychowywania ich według panujących w sekcie systemów wartości.
W kontekście odrzucenia warto zwrócić uwagę na opinię Marine Le Pen, przywódczyni Frontu Narodowego. Powiedziała ona to, co i mi chodzi po głowie w kontekście takich propozycji. Jeżeli zgodzimy się na to, że definicja małżeństwa powinna ulec zmianie - dokładniej poszerzeniu, to trudno będzie powstrzymać się od pytania - co limituje tę definicję? I nie chodzi tu o kozę czy psa jako "współmałżonka", bo świadomość byłaby granicą łatwą do akceptacji. Chodzi o to właśnie, o czym powiedziała Marine Le Pen - dlaczego ograniczać definicję małżeństwa do związku DWÓCH dowolnych osób? Mamy w końcu i w historii, i w dzisiejszym świecie trochę przykładów kultur poligamicznych. Dlaczego dwa ma być lepsze niż trzy? Trudno byłoby znaleźć przekonujące racje, nie narażając się na te same zarzuty, które dziś wysuwane są wobec tych, którzy bronią tradycyjnej definicji. Co więcej, trzeba byłoby pójść konsekwentnie dalej, bo przecież trzy nie jest w niczym lepsze od czterech, a siedem to taka szczęśliwa liczba.
No i dwie konsekwencje, przychodzące do głowy od razu. Batalia o definicję małżeństwa to także batalia o prawa - do dziedziczenia bez konieczności płacenia podatku, do adopcji czy wychowywania dzieci na wypadek śmierci współmałżonka. Przy legalizacji poligamii z takiego mechanizmu mogłyby korzystać grupy ludzi, na przykład sekty, do unikania opodatkowania przy przekazywaniu majątku czy też do pozyskiwania dzieci i wychowywania ich według panujących w sekcie systemów wartości.
wtorek, 14 czerwca 2011
Rosjanie z honorami wojskowymi pochowali mordercę i gwałciciela
W zeszłym tygodniu w Moskwie zamordowano Jurija Budanowa, byłego dowódcę pułku czołgów w wojnie czeczeńskiej. Był pierwszym rosyjskim oficerem, skazanym za zbrodnie wojenne w Czeczenii. Udowodniono mu porwanie, zgwałcenie i zamordowanie 18-letniej Czeczenki, Elzy Kungajewej. Został za to w 2003 roku skazany na degradację, pozbawienie odznaczeń i 10 lat łagru. Wyszedł na wolność przedterminowo w styczniu 2009 roku. Został zastrzelony sześcioma strzałami w głowę przez nieznanych sprawców. Pochowano go z wojskowymi honorami - kompania honorowa oddała trzy salwy, nad trumną powiewała wojskowa flaga przepasana kirem. W pogrzebie udział wzięło ok. 500 osób, w tym Władimir Żyrinowski, który zapowiedział podjęcie starań o rehabilitację Budanowa i nadanie jego imienia ulicy w Moskwie.
Fałszywa lesbijka
Według artykułu z rp.pl przez wiele tygodni świat żył perypetiami syryjskiej lesbijki, zmagającej się z reżimem. Z powodu kłopotów z dotarciem do informacji z tego kraju, czytali go m. in. dziennikarze. Sprawa się "rypła", gdy na blogu podano informację o aresztowaniu dziewczyny przez syryjskie służby specjalne. Apel o jej uwolnienie na Facebooku podpisało 14 tysięcy osób. Sprawą zainteresował się Departament Stanu USA.
No i się okazało, że ta lesbijska Syryjka to Tom MacMaster, student uniwersytetu w Edynburgu. Gdy już się wszystko wydało, tłumaczył, że robił to, by przyciągnąć uwagę ludzi do przemian dokonujących się na Bliskim Wschodzie. Na blogu wykorzystywał znalezione w sieci zdjęcia mieszkającej w Londynie Chorwatki. Facet nie czuje się winny. Chciał dobrze. Jak wielu przed nim. Swoją drogą, 40-letni student? Hmm..
No i się okazało, że ta lesbijska Syryjka to Tom MacMaster, student uniwersytetu w Edynburgu. Gdy już się wszystko wydało, tłumaczył, że robił to, by przyciągnąć uwagę ludzi do przemian dokonujących się na Bliskim Wschodzie. Na blogu wykorzystywał znalezione w sieci zdjęcia mieszkającej w Londynie Chorwatki. Facet nie czuje się winny. Chciał dobrze. Jak wielu przed nim. Swoją drogą, 40-letni student? Hmm..
Subskrybuj:
Posty (Atom)